Morzeca

0
138

„Morzeca”
Sylwia Stano
ilustr. Patricija Bliuj-Stodulska
Oficyna Ferment, 2025

Do tej pory nie znałam słowa „morzeca”. Po ukazaniu się książki Sylwii Stano pod takim właśnie tytułem oraz po kilku spotkaniach autorskich, z których jedno miałam przyjemność poprowadzić, słowo to osiadło we mnie jak wrak na dnie Bałtyku. Morzece to kaszubskie syreny, półdziewczyny, półryby.

Jest rok 1967. Siermiężny PRL. Gusta Star, śpiewaczka operowa, którą czytelnicy mogli poznać w pierwszej książce „Opera na trzy śmierci”, wsiada na pokład statku Morzeca w Gdyni i wypływa z innym pasażerami w rejs do Szwecji z mikrofilmem w kieszeni. W zamkniętej przestrzeni na pełnym morzu atmosfera się zagęszcza, a z ludzi zaczynają wychodzić… demony.

Oprócz świata ludzi jest też drugi – istot morskich. One mają tu dużo do powiedzenia. Bardzo polubiłam narrację morzec, fal, morskich stworów. Ich głos przenika do życia bohaterów powieści. Wprowadza niepokój, tajemnicę, sprawia, że granica między światem nad wodą i pod wodą zaciera się. Wtedy wszyscy jesteśmy wodą…

Powieść Sylwii wymyka się klasyfikacjom. Jak ja to lubię!  Powieść psychologiczna, obyczajowa, kryminał, powieść drogi, fantasy? Jest tym wszystkim po trochu, niech każdy idzie swoim tropem, każdego dokądś doprowadzi

Bardzo lubię formę tej książki – naturalny papier w środku, morski odcień liter, to zasługa farby Riso w morskim odcieniu Teal. Oprawa otwarta sprawia, że książkę otwiera się jak pamiętnik. W środku zostawiłyśmy z Sylwią tropy pod postacią ręcznie stawianych pieczątek. Okładka Patrycji Bliuj-Stodulskiej, wydrukowana na papierze z domieszką włókien wełnianych, kusi jak syreni śpiew. Zanurzcie się w historię Gusty Star. 

Marta Lipczyńska-Gil, minirecenzja ukazała się w 40. numerze magazyny „Ryms”