„Ogród poza czasem”

0
154

„Ogród poza czasem”
Olivia Laing
przeł. Dominika Cieśla-Szymańska
Wydawnictwo Czarne, 2025

Czy macie swój raj utracony? Czy tęsknicie za jakimś Edenem? Za takim miejscem, gdzie „cierpienia jeszcze nie wymyślono”, „budzącego tęsknotę zarówno za nieskażonym środowiskiem, nietkniętym, nieskazitelnym krajobrazem /…/”? Czy byliście lub jesteście (szczęściarze, jeśli tak) w takiej przestrzeni, która była dla Was bezpieczna i dawała poczucie błogości? Olivia Laing, autorka książki „Ogród poza czasem”, zadaje to pytanie sobie, twórcom sztuki i literatury, historykom i ogrodnikom. Poszukuje odpowiedzi w książkach, dziełach sztuki, historii Wielkiej Brytanii i swoim życiu. 

Analizuje ciężar brzemienia, które ciąży nad angielskimi ogrodami. Powstały kosztem sąsiadujących z posiadłościami wiosek, były imitacją naturalnego krajobrazu (ten dookoła był za mało naturalny, jak na gusta projektantów i arystokracji), powstawały za pieniądze z niewolnictwa, dając ich właścicielom szanse wydźwignięcia się w hierarchii społecznej. Ci, którzy czytają Biblię wybiórczo, często cytują z niej zdanie: „Czyńcie sobie ziemię poddaną” (Księga Rodzaju 1,28). W dziejach angielskiego ogrodnictwa nadużywano tego boskiego polecenia ponad wszelki rozsądek i bez oglądania się na dobro współbraci. Laing wiele pisze o historii Anglii – zawsze z perspektywy ogrodu – ale to nie jest książka historyczna. 

Do tej pory ukazały się w Polsce dwie książki Olivii Laing – „Republika ciał” i „Miasto zwane samotnością”. W obu swoje osobiste doświadczenia filtruje przez narzędzia dostępne jej jako krytyczce kultury. Tym razem krytyczka idzie do ogrodu. To ogród za domem, który kupili razem z mężem. Nasadzenia zaprojektował Mark Rymary, architekt ogrodów, członek Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego. Olivia i jej mąż zamieszkali tam, gdy zaczynała się pandemia. Wtedy wielu z nas szukało ratunku w plewieniu, siekaniu lub choćby spacerach po zielonych terenach. Dla Olivii praca nad przywróceniem świetności ogrodu była nie tylko metodą radzenia sobie z pandemią (a później wojną w Ukrainie), lecz także sposobem na zmierzenie się ze swoimi demonami i spełnieniem marzenia, które towarzyszyło jej całe życie – mieć swój własny ogród, własny raj, z którego nikt jej nie wygoni.

W żmudnej pracy nad posprzątaniem terenu, odkryciem jego sekretów i nadaniem mu kształtu ogrodu – z marzeń Olivii połączonych z wizją Rymary’ego – wspierają ją liczne zachęty płynące z literatury. Począwszy od „Tajemniczego ogrodu” Frances Hodgson Burnett – wspaniałej, choć mrocznej angielskiej książki dla dzieci, która również mi od razu przyszła do głowy, gdy czytałam opis ogrodu Olivii. W przerwach od pracy pisarka czyta też „Raj utracony” Johna Miltona i tu znajduje potwierdzenie, że najwspanialsze nie są ogrody zaplanowane od linijki ze starannie przystrzyżonymi trawnikami i rabatami jak z obrazka. Szatan u Miltona znajduje się „w prawdziwym raju, niebie uczynionym na nowo na Ziemi. Kwiaty nie są <<sztuką piękną ułożone/Na grządkach ani w rabaty wymyślne”, jak w modnych wykwintnych ogrodach z czasów Miltona, lecz rosną bujnie i swobodnie /…/”. Sięga też ponownie po opowieść niemieckiego anonimowego wędrowca po hrabstwie Suffolk, w którym położony jest jej dom i ogród – „Pierścienia Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebalda. Zagłębia się w życiorys poety Johna Clera, którego największą pasją w życiu i najważniejszym tematem w poezji były kwiaty. W kontekście wydarzeń na świecie i tragicznych wydarzeń w jej rodzinie Olivia zastanawia się nad rolą ogrodu w naszym życiu emocjonalnym – „łączy w sobie piękno, przyjemność i zachwyt, a jednocześnie pozostaje miejscem nie tylko odpoczynku, ale zdecydowanie również pracy /…/”. O tak – każdy, kto pracował w ogrodzie, a po skończonej ciężkiej pracy usiadł zlany potem w cieniu, by wypić szklankę zimnego napoju, i spojrzał w stronę właśnie oplewionego zagonka, zna to uczucie satysfakcji z dobrze wykonanej pracy. To uczucie prowadzi do spokoju – nawet jeśli wokół szaleją chaos i wojny, to jest skrawek ziemi, który czynimy sobie poddanym, nawożąc go, czyszcząc, upiększając z szacunkiem i życzliwością. I on nam się odwdzięcza swym posłuszeństwem i pięknem. Oczywiście, nie mamy całkowitego panowania nad światem przyrody (nawet nad naszym małym zagonem); Olivia z bólem pisze o stratach, jakie w jej świeżo urządzonym i pierwszy raz rozkwitającym ogrodzie przynoszą susze. Przyznaje, że w chwilach wspomnienia też sięga po książki, jak „Współczesna natura” Dereka Jarmana, który urządził ogród na kamienistej plaży w czasach, gdy szalała epidemia AIDS i niechęci do osób homoseksualnych. 

„Ogrody poza czasem” inspirują mocno w kilku obszarach. Po pierwsze, jeszcze podczas lektury zaczyna się pragnąć mieć swój ogród albo chociaż dużą donicę z kwiatami na balkonie. Po drugie, chce się czytać książki, o których pisze Laing. Po trzecie, najpierw szuka się w Internecie dzieł sztuki, o których ona opowiada, a zaraz potem planuje podróże do muzeów. I chociaż rozkwit intelektualny to dość zużyte sformułowanie, to w tym przypadku jest jak najbardziej na miejscu. Czytajcie więc i rozkwitajcie tego lata!

Paulina Bandura