A świat trwa

1§§

0
109

„A świat trwa”
László Krasznahorkai
przeł. Elżbieta Sobolewska
Czarne, 2025

Czy można czerpać radość z czytania węgierskiego melancholika?

Gdy zabrałem się do „A świat trwa” László Krasznahorkaiego, na starcie popełniłem błąd. Mianowicie podszedłem do tej książki zbyt entuzjastycznie. Zaciekawiony stylem wartym Nobla zacząłem pędzić między literami a tu wpadłem w torfowisko grząskich długich zdań węgierskiego melancholika. Tymczasem na sobie miałem co najwyżej niewinnie białe i wygodne adidasy. W podróży, jaką serwuje nam Laszlo, zdecydowanie bardziej sprawdzą się ciężkie glany albo kalosze.

W zbiorze 21 opowiadań stajemy się świadkami wielu gorzkich obrazów rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. W pierwszej z trzech części opowiada nam o niej pierwszoosobowy narrator. To właśnie tu najbardziej potrzebna będzie cierpliwość. W drugiej, najdłuższej części pojawia się więcej bohaterów, a opowiadania łączy absurd, który momentami wnosi trochę słodyczy. Na końcu czeka na nas wiersz będący kwintesencją refleksji Lászla o świecie. Chyba mogę zdradzić, że nie jest ona optymistyczna, jednak nawet w całej tej beznadziei odnaleźć można powody do radości.

Choć ludzie są zagubieni i żyją w nieprzewidywalnej epoce, to przecież świat trwa. Krasznahorkai zdaje się pokazywać czytelnikom, że sztuką jest próbować trwać wraz z nim. Tyle że zadanie to, zwłaszcza dla człowieka Zachodu, okazuje się przedsięwzięciem bardzo trudnym.

Juliusz Gil, student UW