Kanał Wawerski, Kanał Zerzeński, Stara Wisła, las w Radości, Zakole Wawerskie, plaże nad Wisłą. Mieszkając na Wawrze, mam dużo zieleni wokół. To tu chodzę z psami na spacery. Te piesze wędrówki po okolicy uspokajają mnie. Regeneruję wtedy umysł i ciało. Wdech, wydech. Krok za krokiem. Uwielbiam patrzeć na psy w ruchu, na strukturę kory drzew, ich korony, na ptaki, nietoperze. Czasami w pobliżu przebiega dzik, a nawet całe stado, pojawiają się białe pośladki saren, przemyka zając. Raz w krzakach pojawił się łoś. Brzmi, jakbym żyła w głuszy, a mieszkam w Warszawie i doceniam to miejsce.
Koniec października. Spaceruję na skraju lasu. Jest cicho, bardzo cicho. Psy stają w miejscu. Nasłuchują w bezruchu. Czuję lęk, przyspieszone bicie własnego serca… Nagle, w tej narastającej, niepokojącej ciszy słyszę odgłos spadającego liścia dębu na ziemię. I czuję ulgę. Ten odgłos, delikatny szmer uziemia mnie. Pojawił się ruch. Psy zaczynają strzyc uszami, a mnie już nie wydaje się, że gram w horrorze, w filmie s-f albo śnię. Jestem tu naprawdę. Oddycham spokojniej…
Dla mnie cisza jest
w oddechu psa, w biciu jego serca, kiedy leży obok mnie.
W muzyce Oscara Petersona. Jego miękkie plumkanie na fortepianie przypomina mi mojego zmarłego ojca, który tak lubił go słuchać.
Jest w III Symfonii Henryka Góreckiego. Kiedy jej słucham, za każdym razem szlocham.
Cisza jest w radosnym, spontanicznym śmiechu naszej córki.
Cisza jest w rozmowie ptaków. W drzewach blisko tarasu mieszka para synogarlic, dużo tu srok, sójek, wron i kawek. Rozmawiają ze sobą. Czasami się kłócą.
W krokach syna, który skrada się do kuchni przed północą, żeby coś zjeść albo napić się mleka.
Cisza jest w pękających gałęziach pod ciężarem moich stóp. W szeleście suchych liści.
Cisza jest w rżeniu osiołka, którego mijam, idąc na Zakole Wawerskie.
Cisza jest w śpiewie kobiet w małej kapliczce na północy Włoch, które spotkały się w lipcową niedzielę, aby pobyć razem w śpiewie.
Cisza jest w deszczu, który uderza o dach domu, w podmuchach wiatru, w targanych nim gałęziach drzew.
Cisza jest w brzęczeniu komarzyc nad głową, które tak lubią mnie kąsać.
Cisza jest w szczebiotaniu wiewiórek, które częstują się orzechami włoskimi z koszyka na tarasie.
W szumie bałtyckich fal i głosie syren z powieści Sylwii Stano „Morzeca”
Cisza jest w miarowym odgłosie drukarki RISO, kiedy mój mąż drukuje #ksiazkirecznierobione, majstersztyki o zapachu farb na bazie oleju ryżowego.
Jest we frazie wiersza „zapis kopalny” Klaudii Pieszczoch, który przeczytałam młodzieży na warsztatach z Blackout Poetry:
na wolność wypuszcza cię ozon: zwierzęta wchodzą pod pościel
i robi się więcej miejsca obrastamy sierścią
czy w wierszu „Kołysanka” wspaniałej Louise Glück:
Czas odpocząć; na razie
wystarczy ci już emocji.
(…)
Zmierzch, a później wczesny wieczór. Świetliki
w pokoju, migocą tu i tam, tu i tam,
i głęboka słodycz lata wypełnia otwarte okno.
(…)
Trzeba nauczyć cię mnie kochać. Istoty ludzkie trzeba nauczyć kochać
ciszę i ciemność.
Ciszę słyszę wszędzie. Kiedy przestanę ją słyszeć, to znaczy, że będę już gdzie indziej…
Marta Lipczyńska-Gil, artykuł ukazał się w 41. nr magazynu „Ryms”
















