Ostatnio dodane

Nominacje PS Ibby 2017!

Piątek, 17 listopada 2017

"Brzuchem do góry" Uli Palusińskiej z nagrodą w Szanghaju!

Czwartek, 16 listopada 2017

Konkurs, konkurs, konkurs

Poniedziałek, 13 listopada 2017

Historia nauczycielką… Czego i jak uczą najnowsze książki o historii dla dzieci?

Poniedziałek, 13 listopada 2017

Pakujemy nowego "Rymsa"

Wtorek, 7 listopada 2017

 

Ostatnio komentowane

Kim chcielibyście być - marzymy w majówkę

Piątek, 29 kwietnia 2016

Z "Rymsem" w 2016 :)

Czwartek, 31 grudnia 2015

Ptaszki, ptaki i ptaszory - konkurs plastyczny

Czwartek, 7 stycznia 2016

Święta, idą święta...

Wtorek, 22 grudnia 2015

Nagrody i wyróżnienia w konkursie "Trzy/mam/książki"

Poniedziałek, 7 grudnia 2015

Laudacja dla Marii Uszackiej

Środa, 1 listopada 2017

 

Ilustratorka Maria Uszacka zmarła 23 października 2017 r. O artystce przeczytacie w osobistej laudacji Anny Suwały, wygłoszonej podczas wręczenia Medali PS IBBY w 2014 roku - dziękujemy autorce laudacji za udostępnienie przemowy.

 

Kiedy lata temu zadzwoniłam do Marii Uszackiej z propozycją zakupu jej prac, po długiej chwili ciszy pani Majka się upewniła: ale pani ma świadomość, że ja właściwie robiłam TYLKO ilustracje?

I w tym uściśleniu nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie to, że zostało poczynione tonem, jakim przyciśnięci do muru ludzie wyznają, że mają ukończone tylko cztery klasy szkoły podstawowej.

Ponieważ "TYLKO ilustracje" mnie nie zniechęciły, doszło do spotkania i transakcji, i było mi dane spytać (podobnie jak pytam innych artystów), którą książkę i dlaczego ilustrowało się najoporniej, a którą łatwo, lekko i przyjemnie. Pani Majka bez wahania wskazała książkę "Wesoły Florek", ale czym prędzej dodała: pracowało się łatwo, aż zacięło się okropnie w chwili, gdy zrobiło mi się wstyd, że tak łatwo idzie.

 

Mówię o tym dlatego, że to przekonanie o własnej niedoskonałości wpłynęło także na fakt, że IBBY nagradza dziś za całokształt artystkę, której... nie ma. Nie ma jej ani w albumowym leksykonie "Grafika w książkach Naszej Księgarni", ani w "Polskiej Ilustracji Książkowej", czyli nigdzie tam, gdzie należało przejawić choćby minimalną inicjatywę promującą własną osobę.

Ta niechęć do sytuacji wymagających zawodowej przebojowości, rywalizacji, czy wręcz drapieżności znalazła odbicie także w sposobach obrazowania sytuacji konfrontacyjnych.

 

Elementy tradycyjnie wręcz obligatoryjnie straszące, jak smok czy wiedźma, nie są u niej przerażające; smok wawelski jest bezzębny, wiedźma jest jak dobra rozpoznawalna znajoma, przebrana na bal kostiumowy.

 

Bohaterowie makabry, gdzie występuje pożerany i pożerający przez upozowanie, jak w układzie choreograficznym czy figurze cyrkowej, tracą grozę i raczej przypominają postacie zatrzymane w znanej dziecięcej zabawie "Raz dwa trzy, Baba Jaga patrzy".

Bestiariusz Uszackiej jest więc zdecydowanie oswojony.

Z drugiej strony pojawiają się w jej ilustracjach dzieci zagubione czy wyobcowane, a nękający je szydercy czy prześladowcy są realnie zatrważający.

 

I tu nie mogę odmówić sobie frajdy przypomnienia rzadkiej w przypadku ilustracji ingerencji cenzorskiej. Pierwotnie chuligan miał w kąciku ust niedopałek papierosa. Uznając go za element zbyt demoralizujący cenzor polecił go usunąć. Ta ilustracja, w której realia okazały się zbyt niepedagogiczne, należy do moich białych kruków.

Polemizowałabym jednak z tezą Marii Kulik, że to wiernie odwzorowane realia czynią te ilustracje wciąż pożądanymi.

Według mnie dzieci nie doceniają zapisu czasu minionego, nie traktują tego jako wartości, co więcej przypuszczam, że dzieciom trudniej utożsamić się z bohaterem osadzonym w niemodnym, a momentami nieczytelnym już anturażu.

 

Przyczyną wznowień MIMO dezaktualizujących się atrybutów musi być więc coś innego: sądzę, że to finezyjny humor, półuśmiech i pogoda daleka od natarczywej rechotliwości.

Janusz Stanny szyderczo podszczypując młode pokolenie ilustratorów twierdził, że traktują komputer jako twór omnipotentny i zapominają, że zanim do niego siądą, trzeba pomyśleć.

Nie mam wątpliwości, że to pomyślenie przed sięgnięciem po narzędzie jest oprócz humoru drugą przyczyna wznowień. Tak jak np. w "Cicho-głośno", gdzie konwencja graficzna łączy realistyczne fragmenty z umownymi, a wszystkie rysunki organizuje kreska o tej samej grubości, która raz tworzy wzór kory drzewa, raz kręgi rozchodzące się po wodzie albo uporządkowane strugi deszczu.

 

Mam niechętny stosunek do frazy - wytrychu, nadużywanej przez krytyków piszących o polskiej ilustracji: "starannie przemyślana koncepcja', ale w tym przypadku to określenie jest prawdziwe, choć pomijające element emocji tym przemyśleniom towarzyszący. Wynik tych przemyśleń daje u pani Majki ilustrację inteligentną, ale nie przeintelektualizowaną, a umiejętność nieprzekraczania tej granicy nie jest dana wszystkim ilustratorom.

Maria Uszacka nie ulega atrakcyjności pospiesznie kreślonego szkicu-notatki.

Matka dwóch synów, w materii dziecięcej praktykująca, wprowadza do ilustracji domowy ład, kompletność, pewność i zaufanie bez elementów rodzących podejrzenie pośpiechu czy przypadkowości.

Maria Uszacka nie wyważa otwartych drzwi.

Nawiązuje do iluminatorstwa, ludowego drzeworytu, czy zabawnie i czytelnie do Zofii Stryjeńskiej.

 

 

Korzysta z tradycji, choćby w ukłonie klasycznej grafice warsztatowej czy poprzez iluzjonistyczny zabieg przekraczania ramy, tu zyskujący dodatkowy wymiar niepokornego przekraczania konwencji, układnych, poprawnych dziecięcych zachowań.

 

 

 

Żywiołowe dzieci na ilustracjach Uszackiej żyją w symbiozie z wiatrem, deszczem, przyrodą, tą nie w ujęciu pocztówkowym. Z kieszeni wystaje im proca. To taka symbioza obarczona ryzykiem rodzicielskiej pretensji za ubłocone ubranie i otarte kolana.

Wyjątkowość p. Majki daje o sobie znać, gdy ilustracja pokazuje jakąś zbiorowość, tłum, również gdy dotyczy to licznych, powtarzalnych elementów, czyli kolokwializując, gdy czegoś jest dużo.

 

Dzisiejsza łatwość i oczywistość komputerowego multiplikowania odebrała tym ilustracjom część ich oryginalności i pomysłowości. Ale pamiętajmy, że to Uszacka była pierwsza, a komputer drugi.

Druga specjalność p. Majki, to według mnie zaplatanie nawet trywialnych rodzajowych scen w swoiste grupy Laokoona. Zmusza to widza do zatrzymania wzroku na dłużej i rozplątania kompozycji.

 

Niedawno na związkowym zebraniu spotkałam dwóch świetnych ilustratorów z dawnej szancerowskiej grupy "Grafika i ilustracja": Alka Balcerzaka i Karola Sytę. Gdy dowiedzieli się o dzisiejszej nagrodzie dla p. Majki, szczerze się rozpromienili i zadeklarowali swoją obecność na dzisiejszej uroczystości.

To nieoczywista reakcja na cudzy sukces, a szczególnie na sukces twórcy działającego w tym samym, co oni, obszarze artystycznym. W moim pokoleniu taka reakcja jest rzadkością, ale nie wszystko da się wytłumaczyć zmianą obyczajowości pokoleniowej. Myślę, że po prostu Maria Uszacka na taki podziw zapracowała koleżeńskością, życzliwością i talentem.

Anna Suwała - jest właścicielką największej w Polsce kolekcji oryginalnych prac z tzw. złotego okresu polskiej ilustracji.

Ilustracje w tekście i w galerii poniżej pochodzą z książek oraz ze zbiorów Anny Suwały.

fot. PS IBBY


Galeria zdjęć:

« wróć na stronę listy informacji o wydarzeniach

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Jano i Wito baner
  • ksiazka za dyche
  • OKO
  • ryms w empikach
  • zbuntowany elektron
  • Ryms na Facebook
  • Przed twoimi urodzinami
  • liczby i kolory
  • maly atlas ptakow