Ostatnio dodane

Konferencja "Najpierw okładka. Polskie okładki książkowe 1944-1970

Środa, 18 października 2017

Deutscher Jugendliteraturpreis w kategorii non-fiction dla Piotra Sochy

Poniedziałek, 16 października 2017

Ogłoszono nominacje do nagrody ALMA

Czwartek, 12 października 2017

Najpierw okładka!

Środa, 11 października 2017

12. Bałtyckie Spotkania Ilustratorów

Wtorek, 10 października 2017

 

Ostatnio komentowane

Kim chcielibyście być - marzymy w majówkę

Piątek, 29 kwietnia 2016

Z "Rymsem" w 2016 :)

Czwartek, 31 grudnia 2015

Ptaszki, ptaki i ptaszory - konkurs plastyczny

Czwartek, 7 stycznia 2016

Święta, idą święta...

Wtorek, 22 grudnia 2015

Nagrody i wyróżnienia w konkursie "Trzy/mam/książki"

Poniedziałek, 7 grudnia 2015

Daję słowo - wyniki konkursu

Piątek, 7 kwietnia 2017

Konkursowo pytaliśmy o to, jakie jest Wasze ulubione słowo i poprosiliśmy o krótkie opowiastki bądź refleksje z jego użyciem. Postanowiliśmy nagrodzić odpowiedzi pani Joanny Bednarczuk i pana Tomasza Laska. To do nich powędrują książki prof. Grzegorza Leszczyńskiego "Daję słowo. Wędrówki po języku i literaturze" (wyd. Tamaryn).

Gratulujemy!

 

Oto nagrodzone teksty:

***

Dzięki spojrzało w lustro uważnie. Poprawiło ogonek oraz obie kropki.

No, teraz może iść do ludzi! I poszło.

W windzie uśmiechnęło się do berbecia w czerwonym wózku. Tak, jego wielkie początkowe D cudownie nadawało się do rozdawania uśmiechów. W odpowiedzi maluch odsłonił swoje bezzębne dziąsła. Opiekunka też podniosła kąciki ust.

– Dzięki – powiedziała, gdy Dzięki przytrzymało jej drzwi.

– Ojej, jaki wiatr! – pomyślało Dzięki, przytrzymując swoje kropki jedynie siłą woli, a ogonek podstawiając pod turlający się chodnikiem niebieski parasol. Udało się, rączka parasola złapała się na ę jak na haczyk. Chwilę trwała walka z nieustępliwym powietrznym ciągiem, ale już w kierunku parasola wyciągała się ręka zdyszanej właścicielki.

– Dzięki – powiedziała, złożyła parasol i poszła.

– A gdzie uśmiech, proszę pani? – chciało zapytać Dzięki, ale wiatr wcisnął mu słowa do wielkiego D.

Stałym codziennym zwyczajem Dzięki był obiad zjedzony w jakimś barze. Zawsze jadło w innym, ale za to zamówienie zawsze składało to samo: prosiło o Dużą Zupę I Ęwentualnie Kilka Irysów. Znaczenia słów „irysy” i „duża” nigdy nie definiowało, albowiem prowadziło badania naukowe związane z rozumieniem homonimów i niejednoznacznością niektórych zwrotów. Czasem więc ze zdziwieniem obserwowało naparstek zupy, za który kazano słono płacić. Ale zawsze pięknie dziękując, nawet jeśli ta zupa była za słona.

– Dzięki – mówiło, uśmiechniętym kelnerkom dokładając napiwek.

Kilka godzin spędzonych w redakcji słowników pewnego wydawnictwa trochę zniekształcało jego początkowe wielkie D, ale nie zniechęcało to Dzięki do rozdawania uśmiechów na prawo i lewo, a nawet na północ i południe. Współpracownicy różnie na to reagowali; jedni poklepywali go po kropce, drudzy ściskali wystającą kreskę k, trzeci odpowiadali półuśmiechem, kolejni mrugali okiem, a inni unosili brew. Naczelny za to zawsze w odpowiedzi rozpromieniał się od ucha do ucha i ta jego cecha była główną przyczyną trzymania się tej mało intratnej posady przez Dzięki. Aż mu ogonek czerwieniał od uśmiechu szefa i ciarki przechodziły po wszystkich literach.

– Dzięki ci, losie, za taką pracę! 

– I dzięki ci za taką rodzinę – mówiło Dzięki wracając po pracy do ciepłego ogniska domowego, gdy Dziękuję radośnie zarzucało mu swe ręce na zmęczone zet.

Joanna Bednarczuk

 

***

„Kosmos, ostateczna granica” – te słowa ustawiły mi dzieciństwo. Możliwe, że dlatego tak bardzo lubię te, czasem nieoczywiste, granice. Jak ta między ostatnią pętlą autobusową, a nieużytkami, wyglądającymi jak koniec świata. Albo te kilkanaście centymetrów krawężnika, między ulicą a chodnikiem. Ale granica nie jest moim ulubionym słowem, to temat na inną opowieść. 

Kosmos. Czerń upstrzona gwiazdami. Gene Roddenberry, Stanley Kubrick i Robert Zemeckis zmitologizowali mi kosmos. Stanisław Lem zdemitologizował. Bo to wszak pustka, a galaktyki i gwiazdy wirują w niej samotnie, oddalone od siebie o eony lat świetlnych. Poza tym niemal pustka. Nawet przemierzające ją światło nie wie, dokąd podąża i nie pamięta już, skąd biegnie.

Patrzę nocą w kosmos i dociera do mnie jego niewyobrażalna wielkość i moja kompletna nieistotność w skali kosmicznej. To pozwala złapać dystans, choć jednocześnie napawa smutkiem.

Ale zaraz później przypominam sobie, że jestem zbudowany z pierwiastków, które powstały w Wielkim Wybuchu, a potem zasilę planetę – ogromny statek kosmiczny, pędzący na oślep w przestrzeń. Nie jest źle, jestem kosmosem.

Tomasz Lasek

 

« wróć na stronę listy informacji o wydarzeniach

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • ryms w empikach
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • zbuntowany elektron
  • Ryms na Facebook
  • ksiazka za dyche
  • Jano i Wito baner
  • OKO
  • maly atlas ptakow
  • liczby i kolory
  • Przed twoimi urodzinami