"Opowieść o generale Tomaszku, który nie chciał pójść na wojnę"
tekst i ilustr. Isa Tutino Vercelloni
przeł. Anna Chociej
Wydawnictwo Bona, 2012
Galeria zdjęć:
Gdyby tak wszystkich generałów uczynić rzecznikami pokoju, to może nie byłoby wojen? Ech, idealistyczna to myśl, ale pomarzyć można, jak autorka "Generała Tomaszka...", która napisała dla dzieci zgrabnym wierszem manifest pacyfistyczny. Nie bójcie się, to tylko tak poważnie brzmi. Ten mały poemat czyta się lekko, z zainteresowaniem, najmłodsi nie będą mieć żadnych problemów ze zrozumieniem opowiastki o Tomaszku, który chciał zostać muzykiem, a z woli rodziców uczył się w szkole wojskowej. Bo taka była rodzinna tradycja.
Chłopcu nie w smak były wojny, on od początku protestował pokojowo: "Ach! Za nic na świecie! Wojna zaszkodzi cywilom przecież!". I był tak skuteczny i przekonujący w swej postawie, że w końcu został mianowany pokojowym generałem. Jego orężem był śmiech, śmieszna mina, żarty, słodycze. Tomaszek dowodził specjalnym batalionem, którego żołnierze oczywiście nie nosili broni, za to w piłkę z dziećmi grali namiętnie. "A zaznaczmy, że dorosłym taki oddział jest pomocny, gdy wspomaga przeprowadzki i z zasady, i z zasadzki". To cytat, który pokazuje zabawę słowami, znaczeniami - warto porozmawiać po lekturze z dziećmi na temat cudów, które można wyczyniać z językiem. Przy okazji - brawa dla tłumaczki Anny Chociej :)
Isa Tutino Vercelloni (ur. 1934) napisała i zilustrowała swój wiersz pod wpływem wojennych doświadczeń, których była świadkiem jako dziecko. We Włoszech książka ukazała się po raz pierwszy w 1965 r. Jednak wiersz nic a nic nie stracił na aktualności. Polskie wydanie "Generała..." wygląda co prawda jak reprint - w starym stylu są rysunki (schematyczne, kanciaste figury, wyblakłe kolory), czcionka przypomina tę wystukiwaną na maszynie do pisania - ale to wszystko nadaje książce dodatkowego uroku.
Ewa Skibińska
link
Zobacz także:
Morał z tej książki płynie taki, że nie wolno robić nic wbrew sobie nawet jeśli inni nas do tego namawiają. A pokój zawsze jest lepszy niż wojna.
Choć książeczka nie jest gruba ma swój niepowtarzalny urok. Czytając ją czułyśmy się jakbyśmy wróciły do dzieciństwa. Lekko pożółkłe kartki i czcionka jak z maszynopisu. Rewelacja. A do tego liczne, bardzo kolorowe ilustracje, które ożywiają i ubarwiają tekst w książeczce. Na pewno spodoba się każdemu maluchowi.
U nas opowiadanie spotkało się z miłym powitaniem. Choć wydawało nam się, że Nikodem jako chłopiec będzie nią znacznie bardziej zainteresowany niż Alicja. Ale nic takiego. Nasze maluchy z takim samym zainteresowaniem słuchały wierszyka i studiowały ilustracje w książeczce. To ciekawa odmiana i kolejna godna uwagi lektura na półeczce naszych brzdąców :)
dodał: Marta i Ania , Piątek, 2 marca 2012 12:01