"Historyjki o Alicji, która zawsze wpadała w kłopoty"
Gianni Rodari
przeł. Jarosław Mikołajewski
ilustr. Paweł Pawlak
Wydawnictwo Muchomor, 2003
Domyślam się, że większość małych i dużych zna przygody "Alicji w Krainie Czarów" czy to dzięki książce Lewisa Carrolla, czy na skutek wdzięcznych filmowych adaptacji. Ale czy ktoś czytał czy chociażby trzymał w dłoniach "Historyjki o Alicji, która zawsze wpadała w kłopoty" włoskiego pisarza i dziennikarza Gianniego Rodariego? Tego samego, którego powieść "Niewidzialny Tonino" ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Bona, z ilustracjami Agaty Raczyńskiej. Zakładam, że "Alicja..." znana jest nielicznym, choć w 2003 uznana została za Książkę Roku, dzięki obrazom Pawła Pawlaka i wpisana na listę honorową polskiej sekcji IBBY.
Muszę przyznać, że i ja, z pewnością, nie trafiłabym na owe perypetie Alicji, gdyby nie fakt, że od jakiegoś czasu szpital stał się moim drugim domem. Tam właśnie, w "Czytelni Uśmiechu", ufundowanej przez Fundację Kredyt Banku i Warty "Razem możemy więcej", dopatrzyłam się tej zielonej książeczki. Znajdowała się ona, co warte podkreślenia, w towarzystwie równie świetnej literatury dla dzieci i młodzieży oraz dorosłych, wydanej w formie tradycyjnej, jak i w postaci audiobooków. Od września zeszłego roku "Czytelnia Uśmiechu" urozmaica i łagodzi długotrwały pobyt w szpitalu mojemu synkowi, a mnie, siłą rzeczy, dostarcza recenzenckiej strawy.
"Historyjki o Alicji..." wbrew temu, co podaje tytuł, nie traktują o kłopotach. Nie są egzemplifikacją porzekadła "gdyby kózka nie skakała...". Są raczej pochwałą dziecięcej ciekawości świata, fantazjowania i wściubiania nosa we wszystko. Alicja to dziewczynka na oko siedmioletnia, która zamiast do kałuży czy krowiego placka wpada do: (podaję w kolejności) budzika, szuflady, morza, bańki mydlanej, bajki o Śpiącej Królewnie, potem o Czerwonym Kapturku, do kałamarza, do świetlika, do tortu (urodzinowego), do piłki i w końcu do skarbonki. Uff! Dla dorosłego owe wpadnięcia oznaczają tarapaty, dla maleńkiej Alicji – super przygody. Dorośli trochę się martwią przygodami dziewczynki, w końcu mała ciągle gdzieś znika, ale przyzwyczajają się do nich, bo Alicja wychodzi z nich cała i zdrowa. Trafianie do budzika, szuflady czy tortu niesie ze sobą wiele mniej lub bardziej sympatycznych zdarzeń, obfituje w przyjaźnie i zmysłowe doznania. A wszystko to wbrew logice, w konwencji marzenia sennego, gdzie możliwe jest pływanie w atramencie czy w bitej śmietanie. I co ważne historyjki te praktycznie pozbawione są elementów dydaktycznych, przyzwalają całkowicie dzieciom na dryfowanie w strumieniu fantazji, na nieskrępowaną aktywność i ciekawość.
Trudno wywnioskować, czy Alicja jest siostrą Calineczki, wszak potrafi się zgubić w butelce czy w szufladzie, czy raczej normalnej wielkości dziewczynką, którą wciąga świat fantazji i marzeń. Nie wiemy na pewno jakim sposobem wpada to tu, to tam. I to jest obok fabuły i ilustracji niezwykle ciekawe w "Historyjkach o Alicji...". Chociaż dzieciom założę się taka wiedza nie jest potrzebna. Gdyż świat fantazji miesza się u nich na co dzień z realnością. Zatem wpadnięcie do bańki mydlanej żadnego malca nie zdziwi.
Choć książka Gianiego Rodariego nie ma charakteru dydaktycznego, to z pewnością czegoś swoich czytelników uczy. Tych młodszych zaznajamia z fantastycznymi przygodami, pozwala dotknąć niecodziennych rzeczy czy zjawisk, dostarcza wiedzy o zwierzętach czy znaczeniu niektórych słów. Dorosłym zaś "Historyjki o Alicji..." przypominają, że sposób postrzegania świata przez dzieci jest odmienny od dorosłego, a przez to być może bogatszy, twórczy czy inspirujący.
Łucja Abalar
link