"Kołysanka o piersiach mamy"
Monica Calaf
ilustr. Mikel Fuentes
przeł. Claudia Snochowska-Gonzalez
Wydawnictwo Mamania, 2011
Galeria zdjęć:
"Kołysanka o piersiach mamy" jest krótką historyjką o karmieniu piersią, matczynej bliskości, powstawaniu więzi między matką a dzieckiem. Ma też pomóc starszym pociechom w radzeniu sobie z zazdrością o rodzeństwo, tulące się do matczynej piersi. Temat nieczęsto podejmowany w książkach dla najmłodszych, a sądząc po komentarzach na różnych forach mamy i dzieci są książką zachwycone. Mnie jednak "Kołysanka…" rozczarowała. Sięgnie po nią zaintrygowany trzylatek, ale już dla pięciolatka może okazać się zbyt prosta i naiwna. Za dużo w tekście zdrobnień (cycusie, noski, itp.), przez co treść wydaje się nijaka, a jej infantylizm po prostu razi.
Oczywiście nie chodzi o to, by karmiącej matce stawiać pomnik, ale sposób, w jaki rodzicielka została przedstawiona kompletnie do mnie nie przemawia. Może problem leży w złym doborze słów? A może w tym, że kwestie związane z fizjologią nadal ludzi przerastają? Widok kobiety karmiącej piersią dziecko w miejscu publicznym nadal budzi niepokój, a przecież nie ma w tym nic zdrożnego, bo to rzecz naturalna. Potrzebna jest więc książka, która pozwoli oswoić ten jakby nie było, temat tabu. I pomoże oswoić się z widokiem nagiej piersi mamy i przytulonego do niej dziecka.
Mogę postawić plus dla autorów za brawurową próbę zmierzenia się z tematem. W oryginale książka została napisana w języku katalońskim. Szybko zyskała popularność, tłumaczono ją już m.in. na język angielski, francuski i hiszpański. Ekspresyjne ilustracje zostały wyróżnione hiszpańską nagrodą dla książki dziecięcej FEDECATA. Mnie one trochę przerażały, zwłaszcza widok łapczywego dziecka, żarłoczny wyraz twarzy rodziców i dość mocne plamy kolorów. Tym niemniej pod względem edytorskim książce nie można wiele zarzucić: kredowy papier, twarda lakierowana okładka i dobrze rozmieszczony tekst sprawiają, że mały czytelnik z ciekawości sięgnie po "Kołysankę…".
Magdalena Świtała
linkIMO te ilustracje trudno nazwać pięknymi, bliżej im do kiczu
dodał: b, Poniedziałek, 2 stycznia 2012 20:18
Dziwna recenzja. Nie wiem, dlaczego autorka zakłada, że książeczka musi odpowiadać akurat pięciolatkom. Dlaczego trafianie w oczekiwania trzylatków nie wystarcza. A zapewniam, że prawie trzylatkowi "Kołysanka..." najwyraźniej bardzo trafiła do serca. Mamy ją od kilku dni, a ja jestem proszona o czytanie jej wiele razy pod rząd. Moje dziecko odnajduje w niej siebie. Ja również. Naszą bliskość, intymność i zarazem tak rzadką normalność. Po kilku razach przestał mnie nawet razić "cycuś", na które to słowo do tej pory miałam alergię.
Nie rozumiem też w gruncie rzeczy, co prócz słownictwa i wieku odbiorców nie podoba się autorce recenzji. Należy propagować karmienie piersią, jako normalne, czy może nie. Oswajać z fizjologią, czy może to właśnie razi. Ilustracje też odbieram odmiennie. Widzę przede wszystkim bliskość i taką zwykłą, codzienną czułość. Nie tylko matki i dziecka, ale również rodziców.
Z drugiej strony widziałam smutną reakcję dorosłych ludzi, w których ręce przypadkiem wpadła "Kołysanka...". Lekko obrzydzone zdziwienie, deklaracja, że to absolutnie nie ich książka i zaraz potem głośna, kpiąca lektura pierwszych stron. Temat, który powinien być najzwyczajniejszy w świecie, oswojony, powoduje taki dyskomfort, że trzeba bronić się przed nim wyśmiewaniem. Dobitny dowód na to, że takie książki są bardzo potrzebne.
dodał: Amparo, Wtorek, 3 stycznia 2012 19:59
Treść książki od pierwszej strony rozczarowuje :/
dodał: dylu_dylu, Piątek, 6 stycznia 2012 13:27
mój syn dostał tę książkę od mikołaja i od tygodnia codziennie każe sobie ją czytać, mimo że zna ją już na pamięć. Polecam!
dodał: mama2345, Piątek, 16 grudnia 2011 10:56