"Jak to na wojence..."
Edward Słoński
ilustr. Przemysław Liput
Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2011
Galeria zdjęć:
Trudno będzie zrozumieć młodemu czytelnikowi tę książkę bez znajomości kontekstu historycznego. Akcja opowieści Edwarda Słońskiego toczy się podczas I wojny światowej, stąd w tekście padają hasła takie jak: legiony Piłsudskiego, ułani, Kozacy, Moskale, kaźń, a fabułę przeplatają dawne patriotyczne pieśni. Dla wyjaśnienia - Edward Słoński żył na przełomie XIX i XX wieku, za działalność niepodległościową został zesłany na Syberię. Te fakty na pewno wiele tłumaczą, ale niestety, nie wystarczą na obronę tej książki w dzisiejszych czasach.
Krótko o treści: jest Wigilia (w tekście zachowano oryginalny zapis "Wilia Bożego Narodzenia"), trwa wojna. Jerzyk z siostrą i mamą spędzają ją w dworku w Hulaniczach, bez taty, który jak się pewnie domyślacie - poszedł walczyć za Polskę. Dzieci tęsknią, Jerzyk często bawi się swoimi ołowianymi żołnierzykami, na dodatek w domu często śpiewa się pieśni o ułanach i o wojence. W wigilijną noc zabawki ożywają (jak w "Dziadku do orzechów"), wyprawiają się na wojnę, a Jerzyk wraz z nimi. Są ofiary, jeńcy, pieśni, jest wreszcie zwycięstwo polskich żołnierzy. Kiedy chłopiec się budzi, widzi nad sobą ojca...
"Jak to na wojence..." ma mocno patriotyczną wymowę. Sporo tu wyrazów, które wyszły już z użycia (przydałby się słowniczek), sporo też patosu znanego pewnie uczniom ze szkolnych akademii "ku czci".
Z pewnością ten tytuł inaczej traktowałoby starsze pokolenie, mające za sobą doświadczenie wojny. Ale pokolenie 10+ szuka w książkach chyba czegoś innego. Nawet próba odświeżenia treści za pomocą dość zgrabnych ilustracji Przemysława Liputa raczej nie przekona młodego czytelnika do tego wydawniczego wznowienia.
Ewa Skibińska
link