"Gałka od łóżka"
Mary Norton
ilustr. Jan Marcin Szancer
przeł. Irena Tuwim
Wydawnictwo Dwie Siostry, 2007
Mary Norton, brytyjska autorka książki „Gałka od łóżka” (której reprint ukazał się parę lat temu w wydawnictwie Dwie Siostry), niegdysiejsza aktorka angielskich scen teatralnych, zapewne dobra, jeśli nie znakomita odtwórczyni ról dramatycznych, romantycznych czy całkiem humorystycznych pozwoliła mi uwierzyć w to, że przede mną, matką dwóch małych spryciarzy, buntowników z byle powodu, jest jeszcze jakaś zawodowa przyszłość. I choćby dlatego warto „Gałkę od łóżka” przeczytać. Napisała ją bowiem kobieta, która urodziwszy czworo dzieci, porzuciła aktorstwo i zajęła się z sukcesem pisaniem książek dla dzieci. „Gałka...” jest jej debiutem, bardzo interesującym dodajmy. Ale jeśli ta argumentacja Was nie przekonuje, zacznę inaczej.
Nie ma już takich łóżek, w których śpią mali bohaterowie powieści „Gałka od łóżka”, sześcioletni Pawełek, i starsi od niego: Kasia i Karol, ale ich marzenia są nadal aktualne. O przenoszeniu się w czasie, w dowolne miejsce na ziemi, natychmiast, bez wysiłku i przy użyciu magii. Nie ma również mleczarzy rozwożących mleko po domach ani starych panien w stylu panny Price, co akceptują swoją samotność i latają na miotle. Akcja książki dzieje się bowiem w Anglii, w pierwszej połowie XX wieku, w wiejskim domu ciotki, która przyjęła na wakacje troje dzieci. Nic w tym niezwykłego, gdyby nie fakt, że pewnego dnia Kasia, Karol i Pawełek znajdują w ogrodzie sąsiadkę, nauczycielkę pannę Price ze zwichniętą kostką. Okazuje się, że koścista dama ze spiczastym nosem spadła właśnie nie z roweru, a z miotły, co więcej potrafi czarować! I ten fakt zmienia całkowicie sielskie wakacje.
W zamian za milczenie o zamiłowaniu nauczycielki do czarów dzieci otrzymują talizman, gałkę od łóżka, która wkręcona odpowiednio w to łóżko, potrafi przenosić w czasie i przestrzeni. Ale tylko najmłodszy z nich, Pawełek, może uruchomić czar, dlatego w czasie ich niezwykłych podróży wpadają w tarapaty. Mali bohaterowie trafiają zatem... na komisariat policji czy na wyspę ludożerców, a także do domu siedemnastowiecznego adepta czarnej magii, Emeliusza Jonesa. Przy czym, co należy podkreślić, magiczne przygody nie pozostają bez konsekwencji w życiu realnym, a same przygody pełne są sprzecznych emocji. Radość, sympatia, fascynacja mieszają się strachem, wstydem i poczuciem winy. Wizyta na komisariacie nie należy do przyjemnych, podobnie jak bycie złapanym przez tubylców. Chociaż zapewne kąpiele w rajskim jeziorze to niesamowita rozkosz, podobnie jak wycieczka do dawnej Anglii. Na skutek magii dzieci przeżywają wiele niesamowitych przygód, ale ta sama magia powoduje, że są posądzane o zakłócanie porządku, ledwo uchodzą z życiem, a potem zostają odesłane do londyńskiego domu – ciocia nie może zrozumieć, dlaczego dzieci, rankiem, mają całkowicie zmoczone, podarte ubrania i brudną pościel. Ale to nie koniec! Po paru latach, nasi nieco starsi i dojrzalsi bohaterowie wracają na wieś w hrabstwie Bedford, by wraz z panną Price jeszcze raz zakosztować magii. Nie będę zdradzać dalszych szczegółów, nadmienię jedynie, że w skostniałe życie nauczycielki wkradają się nie tylko dzieci, ale także miłość.
Powieść Mary Norton czyta się z przyjemnością i wypiekami na twarzy, co jest również zasługą błyskotliwego przekładu Ireny Tuwim. Przygody Kasi, Pawełka i Karola są niezwykle pasjonujące, także dlatego, że nie są wyprane z prawdziwych emocji, naprawdę można się przy nich uśmiać, ale i przestraszyć. Natomiast z ilustracjami Marcina Szancera, intrygującymi i bogatymi w szczegóły, jest tak, że przedstawiają bohaterów trochę w lepszym świetle. Trudno mi się szczególnie zgodzić z upiększonym wizerunkiem panny Price. Jej niezwykle urodziwa fizjonomia jest w poprzek literackiego opisu kościstej, trochę wiedźmowatej nauczycielki o żółtych zębach. Ale to szczegół :)
Łucja Abalar
link
Zobacz także: