Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Babcia na jabłoni

Autorzy: , dodano Czwartek, 29 stycznia 2015 | kategoria: Książki dla dzieci (7-10 lat)

"Babcia na jabłoni"
Mira Lobe
ilustr. Mirosław Pokora
Wydawnictwo Dwie Siostry, 2010

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Jako lekturę szkolną polecam książkę pt. „Babcia na jabłoni” Miry Lobe. Jest to książka tajemnicza i przygodowa. No bo czy to jest normalne zjawisko, żeby pewnego dnia, niczego nieświadomy Andi szedł do swojej jabłoni porozmyślać nad nieszczęśliwym losem, (Andi nie ma babci) i nagle zobaczył parę zwisających butów, których właścicielka robiła dla niego czapkę na drutach i wyglądała zupełnie jak babcia na fotografii…

Gdy opowiedział to swojej rodzinie, oczywiście wyśmiali go, bo przecież Andi był jeszcze mały i dlatego przychodzą mu do głowy różne głupstwa. Jednak on był zupełnie pewien, że babcia, która miała wszystko, a jak nie miała, to mogła sobie załatwić, była prawdziwa. No ale babci, która wszystko miała, nie trzeba było w niczym pomagać, więc Andi przeżywał z nią same przyjemności. Lecz co to jest za babcia, której w ogóle nie trzeba pomagać?

Pewnego dnia do domu obok wprowadziła się nowa sąsiadka. To była taka pani, która bardzo lubiła dzieci. Przez to, że Andi nie musiał pomagać swojej „babci z jabłoni”, pomagał swojej drugiej „babci”.

Andi na początku był smutny, bo nie miał ani jednej babci, a teraz ma aż dwie, a obie takie fajne…

Polecam tę ciekawą książkę jako lekturę dla wszystkich dzieci. Moim zdaniem każdy w dzieciństwie powinien wierzyć w moc wyobraźni.

Iga Wilczyńska, kl. III SP (nagroda w konkursie "Odświeżamy kanon lektur")

***

Zdjęcie mojej babci, Agnieszki w zielonej ramce spogląda teraz na mnie zamiast samej babci. I smutno mi z tego powodu, bo co tu dużo mówić: tęsknię za nią! Za jej paplaniną o tym, co słychać we wsi, za zmartwieniem o moje sprawy, wspólnie oglądanym meczem, odmawianą modlitwą. Podobnie tęskni mały bohater książki Miry Lobe pt.: „Babcia na jabłoni”. Przy czym w odróżnieniu do mnie, kilkuletni Andi, nie miał możliwości poznać żadnej ze swoich babci, bo umarły zanim świadomie zaczął poznawać świat. Z tej tęsknoty rodzi się potrzeba, aby wymyślić sobie babcię, by móc przeżywać z nią niestworzone historie. W tym celu Andi zabiera jej stare zdjęcie na jabłoń. Tam w konarach wyobraźni starsza pani w figlarnym kapeluszu płynie z chłopcem do Indii i razem przeżywają sztorm na statku. Wcześniej polują na dzikie konie, udają się do cyrku i obłaskawiają tygrysa. Dziko swawolą w lunaparku, bez zwracania uwagi na innych oraz na takie prozaiczne rzeczy jak czas, pieniądze, bezpieczeństwo.

Czy tak może być z prawdziwą babcią? Nie. Dlatego rywalizację o serce Andiego wygrywa koniec końców pani Fink, która wprowadza się tuż obok. Dla niej porzuca początkowo wymyśloną babcię. Przy niej poznaje, na czym naprawdę polega miłość pomiędzy wnukiem a babcią. Dowiaduje się, że babcia nie jest tylko do rozpieszczania, spełniania zachcianek, że wymaga pomocy, troski, zauważenia jej potrzeb. Sadzenie kwiatów dla pani Fink, pomoc w przeprowadzce i zakupach okazują się dla chłopca bardziej atrakcyjne, niż siedzenie z wymyśloną babcią na jabłoni, a nawet niż jeżdżenie z nią tramwajem czy superszybkim samochodem. Przy czym pani Fink pozwala Andiemu fantazjować, byle tylko wtajemniczał staruszkę w ten wyimaginowany świat.

Proza Miry Lobe, dowcipnie, a zarazem przepięknie zilustrowana przez Mirosława Pokorę, przekonuje o tym, jak ważni w życiu dziecka są dziadkowie, głównie ze względu na zrozumienie, cierpliwość i czas jaki mają oni dla swoich wnuków. Autorka zauważa, że babcia to nie tylko instytucja do zajmowania się maluchem oraz dostarczania mu rozrywek, ale także osoba, która wprowadza wnuki w świat wartości, przekazuje rodzinne tradycje, uczy jak lepiej dogadywać się z innymi, widzieć więcej. I to wszystko, pomimo że nie obsługuje komputera, ma „reumatyz” i całkiem chudy portfel. Poza tym po raz kolejny okazuje się, że nie tylko dzieci potrzebują dziadków, ale i oni potrzebują wnuków, ich niestrudzonej ciekawości, energii, ale także pomocy w codziennych sprawach. Odwdzięczają się za to nieraz przepysznym ciastem owocowym. Pozostaje więc postulować, parafrazując słowa wiersza ks. Jana Twardowskiego, „Śpieszmy się kochać babcie, bo tak szybko odchodzą...”.

Łucja Abalar, 29.09.2011

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • ksiazka za dyche
  • co sie dzieje
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Ryms na Facebook
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • zbuntowany elektron
  • OKO
  • znajdz nas
  • ryms w empikach
  • z duchem do teatru
  • Przed twoimi urodzinami
  • zoo litery
  • Kajtek
  • trzy mam ksiazki