Kategorie

Audiobooki

Komiks

Książki dla dorosłych

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (5-7 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Ryms

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

30 lutego

Autorzy: , dodano Piątek, 28 września 2012 | kategoria: Książki dla dzieci (3-5 lat), Książki dla dzieci (4-6 lat)

"30 lutego"
Wanda Chotomska
ilustr. Mirosław Pokora
Wydawnictwo Dwie Siostry, 2011
seria: Mistrzowie Ilustracji


Galeria zdjęć:

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Tydzień temu wpadłam do mojej osiedlowej biblioteki po – w kolejności: książki dla przedszkolaków, rozmowę z panią bibliotekarką, wrażenia estetyczne związane z obmacywaniem woluminów. Oczywiście od razu dostałam wszystkie trzy wymienione wcześniej rzeczy i doznania, zatem zadowolona, stałam grzecznie przy wysokiej ladzie, czekając na zapisanie nowych pozycji w mojej karcie.

Wtem pani bibliotekarka, w przerwie rozmowy ze mną oraz inną wielbicielką drukowanych robaczków, pyta mnie, czy mam jeszcze jakieś książki. Ja na to, że tak, że "30 lutego". Pani przeraziła się nie na żarty i woła: "Tak długo trzyma Pani książkę?". Ja zdębiałam i mówię, że nie ma trzydziestego lutego, że to tytuł wiersza. A ona na to: "To jaką ma Pani jeszcze książkę?". "No jak to jaką – mówię wolno i przesadnie wyraźnie – Trzydziestego lutego: wiersz Wandy Chotomskiej, z ilustracjami Mirosława Pokory, której reprint wydały Dwie Siostry, w 2011, w serii Mistrzowie Ilustracji". Ryknęłyśmy śmiechem – ja, bibliotekarka i ta pani, która trzymała w ręku wspomnienia Magdy Zawadzkiej o życiu z Gustawem Holoubkiem (nawiasem mówiąc, "Gustaw i ja" nie przypadł jej do gustu).

"30 lutego" Wandy Chotomskiej podobał mi się zawsze, znam go z wyboru wierszy tejże autorki. Ale dopiero teraz, bez towarzystwa utworów, mogących przyćmić jego urodę, odkryłam, jakby na nowo, jego absurdalny dowcip. Że Chotomska smaży dowcipną, smakowitą poezję, przy tym ma się wrażenie, sama nieźle się bawi, bo uśmiech autorki przenika jej utwory – wiedziałam zawsze, ale dopiero teraz miałam okazję docenić kunszt tego najeżonego wiersza. No właśnie... bohaterami lutowej rymowanki są trzy jeże, które otwierają sklep ze szczotkami. Co z tego wynika? - nie będę zdradzać, nadmienię, że nie zdawałam sobie sprawy, ile to szczotek może używać człowiek i do czego!

Ilustracje Mirosława Pokory – grafika, ilustratora, plakacisty, jak podpowiada czwarta strona okładki – są znakomite, choć powstały w latach 60. ubiegłego wieku i odpowiadają niedzisiejszym tendencjom. Warstwa plastyczna utworu znakomicie współgra z wyobraźnią i poczuciem humoru poetki. Roi się tam od intrygujących, specyficznych dla artysty postaci oraz rzeczy przedstawionych w sposób karykaturalny, ale nie kiczowaty. Ilustracje ogląda się z przyjemnością, bo są świetnie skomponowane, intrygująco przedstawione, malarskie, choć brakuje tam – specyficznej dla Pokory – bogatej ornamentyki. Nitkowate, powykręcane w esy-floresy włosy pulchnej pani na jednej z ostatnich stron nie wystarczają mi. W każdym razie obrazy, choć najeżone szczotkami, grzebykami, pędzlami, nie kłują! To raczej estetyczna, pobudzająco-rozweselacjąca akupunktura.

Warta zauważenia jest także dbałość edytorska, towarzysząca zresztą całej serii "Mistrzowie Ilustracji". Cieszy nie tylko twarda okładka we wrzosowym odcieniu, z sympatycznym jeżem trzymającym młotek i gwoździe, w tle pasiasty deseń, kojarzący się z poduszką; ale również dobór papieru – matowy, przyjemny w dotyku, kompozycja stron przedtytułowych, układ typograficzny. I choć nie lubię tego kroju pisma – wąskie litery, z szeryfami, a jednocześnie z niedużym kontrastem, muszę przyznać jest czytelny i przywołuje klimat książek dla dzieci z lat sześćdziesiątych.

Przygotowując się do pisania powyższej recenzji natknęłam się w Wikipedii na informację, że w Szwecji, w 1712 roku, luty miał właśnie 30 dni. Co więcej w Związku Radzieckim podobna sytuacja miała miejsce dwa razy! A to wszystko ponoć związane było z wprowadzaniem kalendarza gregoriańskiego. Czy to prawda, czy raczej żart umieszczony przez cwanego redaktora na łamach Wolnej Encyklopedii. Może któryś z Czytelników mi podpowie? Obiecuję przekazać uzyskane informacje zaprzyjaźnionej pani bibliotekarce.

Łucja Abalar

link


Zobacz także:


Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Amelia i Kuba
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • ryms w empikach
  • Wróble na kuble
  • Arctic
  • Ryms na Facebook
  • Lato Adeli
  • Plasterek
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Ze zwierzyną pod pierzyną
  • OKO