"Mama, która zagderała się na śmierć"
Barbara Voors
przeł. Magda Cedro
ilustr. Jeanette Milde
Wydawnictwo Stentor - Kora, 2009
Śmierć na wesoło? Cóż, nie wszyscy to "łykną". Miłośnikom czarnego humoru polecam tę książkę. Ale nie tylko im: to lektura dla wszystkich nadopiekuńczych mam. Sama zaczęłam czytać tę książeczkę (cieniutką) w biegu, nie zastanawiając się wiele nad sensem tytułu. I gdy doszło do momentu, gdy mama 8-letniej Fridy i 6-letniej Ellen, po "zagderanym" poranku ("Pamiętałaś o witaminach, Frido?, "A legginsy, Ellen?") nagle przewróciła się w śnieżną zaspę i więcej nie wstała - wbiło mnie w ziemię. Ta mama naprawdę zagderała się NA ŚMIERĆ (tak naprawdę pewnie wysiadło jej serce)! Śmieszne i straszne, bo to faktycznie mogłoby się zdarzyć wiecznie zaganianym, upominającym, marudzącym, czujnym i nadopiekuńczym mamuśkom.
Ciąg dalszy historii pokazuje, jak radzą, a raczej jak nie radzą sobie po śmierci mamy jej córki i mąż. Emocjonalnie nie radzi sobie mąż, organizacyjnie - córki. Dużo tu czarnego humoru sytuacyjnego: dziewczynki przestają o siebie dbać do tego stopnia, że chodzą z kołtunem na glowie, nie myją zębów, tak, że robi im się masa dziur, bawią się w gderanie. Na szczęście tata "ocknąl się" w porę, dziewczynki też, do domu powróciła organizacja. Powróciła też... mama. To niezwykły, bo niebiański wątek tej historii. Ale tu już odsyłam do środka:) Historia zakręcona, ale w jakimś sensie pouczająca!
(E.S.)