"Wesoły Ryjek"
Wojciech Widłak
ilustr. Agnieszka Żelewska
Wydawnictwo Media Rodzina, 2010
Kochacie Pana Kuleczkę i gromadkę jego przyjaciół? Zaśmiewacie się z „Podręcznych Nieporadników” i wywodów prof. Kurzawki? Poznajcie zatem Wesołego Ryjka – sympatycznego prosiaczka, który jest bohaterem kolejnej książki Wojciecha Widłaka, niedoszłego dyplomaty, autora artykułów dla rodziców i mądrych, acz nie przemądrzałych opowiastek dla dzieci.
„Dzień dobry! Nazywam się Wesoły Ryjek”. Tym zdaniem zaczyna się każda z jedenastu przygód prosiaczka zamieszczonych w tomie pt. „Wesoły Ryjek”. I są to przygody wyciągnięte bardziej z przedszkola niż z obórki, ale to dobrze, bo dzięki temu dzieciom łatwiej się z Ryjkiem zaprzyjaźnić. Opowiastki są krótkie, opisują to, co zdarza się w życiu małego urwisa. Co konkretnie? Robienie szałasu, wycieczkę za miasto, lepienie z plasteliny, czekanie na śnieg, strach przez nieznanymi odgłosami itp. Widzimy Ryjka, gdy przygotowuje mamie laurkę, przylepia jesienne liście z powrotem do drzewa, poluje z tatą na bizony. Jak to możliwe? Ano da się, o ile bizonami nazwiemy ślimaka czy liszkę. Ale nasz bohater ma jeszcze ciekawsze pomysły np. postanawia zrobić śnieg wkładając butelkę z wodą do zamrażalnika oraz zamierza wyciągnąć rodziców na wycieczkę o 5.00 rano! Każda przygoda zarówno ta grzeczna, jak i mniej pożądana z punktu widzenia rodziców, niesie ze sobą jakąś naukę, którą Wesoły Ryjek wygłasza sobie sam. Mówi: „dziś dowiedziałem się...”i dodaje resztę zależną od tego, co wcześniej przeżył, co się stało. Oczywiście owe zakończenia napisane są zgodnie z logiką małego dziecka, dlatego są niezwykle ujmujące i na swój sposób mądre. Na przykład czego dowiedział się Ryjek o dinozaurach: „ (...) nawet jak coś jest wielkie jak dom, może przepaść bez śladu. No, chyba że ktoś o tym czymś napisze książkę.” A o prezentach - „(...) prezent może być niespodzianką także dla tego, kto go daje!”.
Pełna humoru, dynamiczna i ciepła opowieść o prosiaczku posiada także swojego niezwykłego bohatera drugiego planu. Jest nim pluszowy, zielony żółw. Ryjek zabiera go ze sobą wszędzie, często komentuje jego zachowania, a właściwie ich brak. Żółwik jest Ryjka kompanem, wspiera go i rozumie, nawet wtedy, gdy Ryjek robi coś absolutnie niemądrego np. przykleja jesienne liści do drzewa taśmą klejącą.
Na koniec wspomnę, że świnkę z wiecznym bananem uśmiechu na ustach, jego przytulankę, pulchną mamę z koczkiem i rosłego tatę odmalowała z wdziękiem Agnieszka Żelewska. Artystka zdradza zamiłowanie do suchych pasteli, pasiastych spodenek, żywych kolorów i czerwono-białych ramek. A jej ilustracje bliższe są dziecięcym rysunkom niż artystowskim wygibasom.
Niektórzy recenzenci piszą, że Wesoły Ryjek jest młodszym bratem Pana Kuleczki. Inni, że książka promuje wartości rodzinne, ma walory wychowawcze i edukacyjne. Ja przychylam się do Rafała Witka, któremu po lekturze rzeczonej książeczki zrobił się... wesoły ryjek.
Łucja Abalar
link