"Zając"
Grzegorz Kasdepke
ilustr. Ola Cieślak
Wydawnictwo Dwie Siostry, 2011
Galeria zdjęć:
Druga część serii "Mały koneser" to opowiadanie Grzegorza Kasdepke, dla którego inspiracją stał się obraz "Młody zając" Albrechta Dürera. Autor napisał je z perspektywy małego chłopca, obserwującego, a może lepiej powiedzieć: podglądającego świat dorosłych.
Do rodziców co sobotę zwykł przychodzić pan Stefek. Mama przygotowywała smakołyki, tata wyciągał z kredensu "gościnną" butelkę w kształcie misia, a chłopiec miał nie przeszkadzać. Pan Stefek ma plecy - słyszy w rozmowach dorosłych chłopiec i rozumie to stwierdzenie po swojemu. "Przygarbione plecy pana Stefka nie wydawały mi się ciekawsze od pleców taty" - mówi mały narrator. Gość zwykle przychodzi ze strzelbą, a to oznacza, że poluje. Czasem przynosi chłopcu łuski po nabojach, kolorowe piórka ptaków, kiedyś przyniósł sarnią raciczkę, która nie spodobała się mamie. Mały z żalem musiał ją zakopać. Trafiały się też zwierzęta: kaczka i tytułowy zając. Martwy zając, powieszony nad wanną, z kapiącą krwią trochę przeraża chłopca, niepokoi, ale też go fascynuje. Na tyle mocno, że próbuje zwierzę narysować.
Nowela kończy się wielką kłótnią rodziców i pana Stefka, który więcej się w domu nie pojawił.
Początkowo zastanawiałam się, czy to opowiadanie stricte dla dzieci, czy też impresja z dzieciństwa bardziej dla nas samych, dorosłych, także ze względu na realia (czasy PRL-u, kiedy ktoś komuś mógł coś załatwić). Myślę jednak, że mały czytelnik zrozumie tekst po swojemu, nada swoje znaczenie przedmiotom ze świata dorosłych: strzelbie, która fascynuje prawie każdego chłopca i która może służyć nie do bezmyślnego zabijania, ale do obrony, butelce w kształcie białego misia, w której jest alkohol, ale dla dziecka to po prostu niezwykła zabawka - miś z odkręcaną głową. Rzeczywistość obserwowana spod stołu zamienia się w polowanie na stopy dorosłych, w wyobraźni stających się zwierzętami. Rysunek, który chłopiec tworzy, pokazuje domową sytuację z perspektywy małego dziecka: przytulonych rodziców, misia w roli zabawki, nie butelki, żywego zająca i jego samego ze strzelbą wycelowaną w "ważnych ludzi" pokroju pana Stefka.
Pomysł autora niesztampowy, a historia rodem jak z kronik filmowych, dokumentujących minione lata naszego dzieciństwa.
Dodam jeszcze, że kolaże grafik Oli Cieślak i Albrechta Dürera bardzo udane. Warto pokusić się o identyfikację wykorzystanych prac mistrza - z tyłu książki znajdziecie wszystkie tytuły ilustracji renesansowego artysty.
Ewa Skibińska
link
Zobacz także: