"Krokodyl Olbrzymi"
Roald Dahl
ilustr. Quentin Blake
przeł. Jerzy Łoziński
Wydawnictwo: Zysk i S-ka, 2004
Sama nie wiem, czy jest to książka dla dzieci? I czy którakolwiek z książek Roalda Dahla jest? Czarny humor, którym wręcz ociekają jego dzieła, jest tak fascynujący, że osobie dorosłej zapewnia wspaniałą rozrywkę. Autor jest mistrzem w swoim gatunku. Ale czy dla dzieci nie jest to zbyt przerażające, gdy na przykład w "Charliem i Fabryce czekolady" kolejne dzieci ulegają niezbyt sympatycznym wypadkom, albo gdy w "Matyldzie" dyrektorka szkoły, trzyma pewną dziewczynkę za warkocze, a potem rzuca nią jak zabawką…
Czy mali czytelnicy są w stanie zrozumieć taki humor i nie przestraszą się, bądź co bądź, okrutnych scen? Tego nie wiem. Wydaje mi się natomiast, że książki Dahla są napisane w sposób, który nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z fikcją. Chociaż czasem mogą nam po plecach przejść ciarki, to ciągle wszystko odbywa się w formie żartu, zabawy, myślowego eksperymentu. Cały czas zachowany jest niezbędny dystans między światem realnym, a wyobrażonym.
Tak jest i tym razem. Tytułowy Krokodyl Olbrzymi, to kreatura tyleż żarłoczna, co głupia – na szczęście – bo jej ulubionym przysmakiem są słodkie i chrupiące… dzieciaczki. Tak, tak, nie pomyliłam się. Wstrętny ów gad gustował w dzieciach właśnie. Ale czy jakieś już do tej pory zjadł? Z treści książeczki wynika, że nie. Uff… Teraz jednak znowu jest głodny, wyrusza więc na polowanie. Kieruje się ku miastu. I knuje obrzydliwe spiski i planuje chytre sztuczki… Ale jest zarozumiały i o swoich planach mówi innym zwierzętom. Czy zdołają one uchronić bezbronne dzieci przed pożarciem? I kto na końcu usmaży się jak kiełbaska? Treści nie zdradzę, żeby nie psuć przyjemności czytania. Dodam jeszcze, że książka została bardzo ładnie zilustrowana przez Quentina Bleke’a.
Adriana Dobrzyńska-Suchy
link
Astrid Lindgren i Roald Dahl to dla mnie niezmienna czołówka literatury dziecięcej.
O ile Autorka Ronji zna i wyśmienicie rozumie dziecięcy ogląd i odbiór świata, ale pisze z perspektywy osoby dorosłej, o tyle Dahl jest w swoich książkach małym Roaldem, który nauczył się ubierać swój ogląd w słowa. Dlatego George komponuje trutkę na babcię, dyrektorka Matyldy jest naprawdę podła, Brzuś daje radę tortowi a do sieroty przychodzi Bardzo Fajny Olbrzym.
Kiedy coś jest głupie i złe to zasługuje na porządną nauczkę, a kiedy jest fajne i dobre to skończy fajnie i dobrze. Kreska ilustracji Blake'a idealnie oddaje chłopackie emocje.
Z moich obserwacji wynika, że dzieci w lot chwytają humor Dahla, gorąco solidaryzują się z bohaterami i lubią się trochę pobać, a co najważniejsze - lektura nie daje spokoju, prowokuje dyskusję.
dodał: Kasper Glanz, Sobota, 9 kwietnia 2011 11:44