"Tatuś Muminka i morze"
Tove Jansson
przeł. Teresa Chłapowska
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2010
Moja jedenastoletnia przyjaciółka zapytana o ulubiony tom Muminków bez wahania odpowiedziała: "Tatuś Muminka i morze". Nie zapytałam, dlaczego właśnie ten – bo z jednej strony takie rzeczy trudno wytłumaczyć, a z drugiej strony wcale ich tłumaczyć nie trzeba.
"Tatuś Muminka i morze" to najbardziej ponura część cyklu o przygodach słynnych skandynawskich trolli i ich przyjaciół. Najbardziej ponura, a jednocześnie najbardziej fascynująca i tajemnicza. Bratem bliźniakiem tej części jest "Dolina Muminków w listopadzie" (którą z kolei ja lubię najbardziej). Można powiedzieć, że pasują do siebie jak dwie połówki jabłka: w jednej występuje rodzina Muminków, ale bez domu, a w drugiej dom rodziny Muminków – bez Muminków. I dlatego obie są wyjątkowe.
Dla każdego czytelnika – młodszego i starszego – oczywisty jest silny związek rodziny Muminka z własnoręcznie wybudowanym przez Tatusia Muminka domem w kształcie wieżyczki, stojącym w samym sercu Doliny Muminków. Trudno sobie wyobrazić rodzinę Muminków bez domu w Dolinie Muminków – to coś jak Mama Muminka bez torebki, Włóczykij bez harmonijki, Filifionka, która nie lubi fajansowych bibelotów, Paszczak, z którym da się normalnie porozmawiać, albo nieśmiała Mała Mi. A jednak na przestrzeni tych dwóch tomów ten niemożliwy rozdział staje się faktem – Tatuś Muminka, Mamusia Muminka, Mała Mi oraz Muminek opuszczają Dolinę Muminków. Może się wydawać, że to jednak nic takiego – przecież wiele razy wyruszali w podróż. A jednak zawsze w pewnym sensie wyjeżdżali, by wrócić. Po przygodzie na końcu wraca się do domu i wszystko jest tak, jak zwykle. Tak było dotąd. Tym razem jednak rodzina opuszcza swój dom na dobre.
Dlaczego? Przecież w Dolinie Muminków nie dzieje się nic wyjątkowego: nie nadchodzi powódź ani nie zbliża się kometa. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Nawet marnego pożaru lasu. I właśnie w tym sęk. Nic się nie dzieje. Nikomu poza Tatusiem Muminka ten fakt zbytnio nie przeszkadza – są zajęci swoimi małymi, miłymi codziennymi sprawami. Jednak Tatusiowi Muminka to nie wystarcza, pragnie czegoś wielkiego – wielkiego jak morze.
W gruncie rzeczy powód, dla którego rodzina wyrusza do latarni morskiej, jest czysto emocjonalnej, nie logicznej natury. Wszystko zaczyna się od emocji Tatusia: negatywnych, męczących. Gniew. Żal. Zniechęcenie. Tatuś Muminka ma dość. Czego konkretnie – trudno powiedzieć. Tak to z emocjami bywa. My zwykle wtedy mówimy sobie: to tylko zły nastrój, jutro mi przejdzie. Jednak Mama Muminka wie, że tym razem talerzyk cukierków nie pomoże. Muszą wyjechać. Ta Mamusina intuicja i gotowość do lojalnego poświęcenia swojej wygody zawsze mnie poruszała.
Rodzina Muminków wypływa na rozległe wody niespokojnego morza i wkrótce niemal* w każdym z bohaterów zakotłuje się od emocji (*niemal – Mała Mi jest zbyt szczelnie zaimpregnowana naturalną złośliwością, by niechciane emocje miały do niej dostęp…). Muminek będzie musiał się zmierzyć z poczuciem winy, rozczarowaniem i lękiem, Mamusia Muminka z samotnością i buntem, a Tatuś – z całym morzem emocji, które trzeba pokonać, by chociaż na chwilę przestać być sobą i siebie odnaleźć. Każde z nich radzi sobie z tymi emocjami na swój sposób i w samotności. Wszyscy szukają przestrzeni, w której ich emocje mogłyby należycie wybrzmieć. Chociaż nadal rozumieją się w pół słowa, są skupieni na sobie samych i na swoich przeżyciach – w ten sposób powoli buduje się wewnętrzny ład, który pomoże im wszystkim wrócić do siebie.
Mimo że w książeczce Tove Jansson aż buzuje od różnorodnych emocji, narracja jest prowadzona powściągliwie i spokojnie. Paradoksalnie właśnie owo wyciszenie sprawia, że wszystkie uczucia, wewnętrzne napięcia i przemiany przedstawiają się bardziej wyraziście i przekonująco. Tam, gdzie chodzi o emocje, zbytnie dramatyzowanie nikomu nie wychodzi na zdrowie.
Każdemu, kogo ogarnął emocjonalny sztorm, polecałabym właśnie tę książkę do poduszki.
Aleksandra Hady, laureatka marcowej edycji (2011) konkursu na recenzję książki dla dzieci/młodzieży
link
Zobacz także:
Znakomita recenzja, gratuluję wyboru. Dzięki niej sama spjrzałam na tę część Muminków w zupełnie inny, nowy sposób, dostrzegając wiele ukrytych e niej niuansów. Pozdrawiam:)
dodał: Agnieszka Alichnowicz, Czwartek, 7 kwietnia 2011 12:50