"Dzień dobry!"
Wanda Chotomska
ilustr. Bohdan Butenko
KAW, 1979
Czy ktoś pamięta „Trybunę Ludu”?
Jeśli nie, to nie ma czego żałować, gdyż służyła ona głównie za narzędzie politycznej propagandy. Na łamach tej drukowanej w półtoramilionowym nakładzie gazety codziennej, której pierwsze wydanie miało miejsce w 1948 roku, a ostatnie w 1990, można było przeczytać o tym, co w PZPR „piszczy”, kto to jest wróg klasowy, a czym osławiony imperializm. Dla spragnionych sensacji publikowano materiały partyjne i przemówienia, informowano o zmianach personalnych w partii, prezentowano oficjalne stanowisko PZPR wobec wydarzeń w kraju i za granicą. Wydanie weekendowe „Trybuny Ludu” miało charakter magazynu i tam publikowane były felietony autorstwa duetu Chotomska – Butenko. W 1977 roku Krajowa Agencja Wydawnicza postanowiła zebrać te teksty i w ten sposób powstała książka, o której chcę opowiedzieć.
„Dzień dobry! Książka do domu, do szkoły, na podwórko, na boisko, na wakacje!” zaczyna się żółtymi stronami, gdzie odpowiadamy na trzy pytania oraz wstawiamy w wykropkowanym miejscu, jeśli chcemy oczywiście, swoje imię i nazwisko. Autorka przedstawia dla kogo jest ta pozycja, czemu ma służyć i co zrobić, jeśli nie spełni ona czytelniczych oczekiwań. – Spalić?
Nie, nie. Napisać do „Trybuny Ludu”, a jakże! Dalej na 79 stronach znajdujemy krótkie powiastki, anegdoty z życia pisarki lub „krewnych i znajomych królika”. Są teatrzyki, piosenki, listy i wiersze związane z poszczególnymi dniami z uczniowskiego kalendarza. Poszczególne strony wyglądają czasem jak zeszyt okraszony gryzmołami i szlaczkami, a czasem jak komiks czy pismo obrazkowe. Tekst skacze, zmienia swoje położenie, pod koniec felietonu zawsze jest do góry nogami. Autorzy zachęcają aby niektóre rysunki wycinać i nalepiać gdzie bądź. To na adapter, to na kran w łazience, to na wielkanocne jajko. Dodam, że ilustracje Bohdana Butenki docenili nie tylko młodzi czytelnicy „Trybuny Ludu” ale także jurorzy IV Bienale Sztuki dla Dziecka w Poznaniu. Efektem tego zachwytu były „Srebrne Koziołki”, które przyznano twórcy Gapiszona w 1979 roku. Wiwat Butenko!
Felietony napisane są lekko, z humorem i dbałością o język. Autorka „Kramu z literami” świetnie żongluje frazeologizmami, ucząc w ten sposób dzieci ich używania. Pisze jakby słowa były z ciasta i można było z nich ulepić dowolną formę: raz wierszyk, raz życzenia, a kiedy indziej manifest, hasło reklamowe, propagandowe. Wiele tekstów rymuje się, Chotomska proponuje nawet, żeby śpiewać kilka z nich na nutę krakowiaka. Co więcej znajdziemy tam piosenki zespołu Gawęda, np. „Nie deptać stokrotek” czy „Dajcie dzieciom skrzydła”, które być może pamiętamy z pocztówek dźwiękowych.
Treść felietonów można czytać na kilka sposobów. Pierwszy każe widzieć tam niekończącą się lekcję wychowawczą, skażoną ówczesnym systemem, podczas której młodzi ludzie widziani tylko z perspektywy szkolnej ławki, zachęcani są do właściwych zachowań. Piętnowane są lenistwo, dłubanie w nosie i głośne słuchanie muzyki. A fe! I ten dydaktyzm może nużyć i zniechęcać.
Ale „Dzień dobry!...” to także kopalnia śmiesznych powiedzonek, anegdot, pomysłowych inscenizacji, które można wykorzystać w zabawie z dziećmi. Polecam prezentowane tam baśnie o Czerwonym Kapturku, Kopciuszku czy duchu, który wykonywał ćwiczenia fizyczne. A życzenia świąteczne czy wpisy do pamiętników można z powodzeniem przepisywać!
Wreszcie, książkę Chotomskiej można traktować jak podręcznik historii całkiem niedawnej, gdzie żuło się gumę na raty, łaziło po drzewach, ale także paradowało w pochodzie pierwszomajowym, czy deklamowało wierszyki z okazji 22-go lipca. I ten ostatni wymiar może być całkiem ciekawy dla pokolenia komórek i iPodów, dla których komunizm nie ma wyraźnego desygnatu, którzy ciekawi są świata rodziców czy dziadków.
Łucja Abalar
link