"Kazio i skrzynia pełna wampirów"
Iwona Czarkowska
ilustr. Olga Reszelska
Wydawnictwo Wilga, 2011
Czy dzieci boją się jeszcze wampirów? Sądząc po liczbie książek, w których wampir występuje jako główny bohater czy bohaterka, to niezbyt. Proszę sobie wyobrazić, że na liście 10 bestsellerów dla dzieci i młodzieży z ostatniego kwartału1 aż 6 pozycji to powieści o losach krwiopijców. Niestety nie mogę wypowiedzieć się o ich jakości, gdyż jestem ignorantką w tym temacie, ale i tak nie rozumiem rzeczonego fenomenu. Ledwo "skończył się" Harry Potter, zaczęły się postacie z przerośniętymi zębami. Czyż można się z takimi odmieńcami utożsamić? Widocznie można. Ba, w przypadku nastolatków to nawet trzeba!
„Kazio i skrzynia pełna wampirów” Iwony Czarkowskiej to książka dedykowana młodszym czytelnikom, aczkolwiek maluchom poniżej 7 roku życia (i dorosłym) nie poleca się tej lektury.
Głównym bohaterem powieści jest Kazio, sympatyczny siedmiolatek, który to razem ze swoim niespełna rocznym bratem Stasiem, starszą siostrą Basią, a także z jamnikiem Wampirem oraz ulubioną zabawką: Czterorękim Dwugłowym Trzynogim Robotem i oczywiście rodzicami, przenosi się do starego domu w Wampirzycach. Dlaczego akurat tam? Jego tata, zdolny artysta, którego obrazy - zdaniem chłopca - przypominają różne potrawy, np. jajecznicę na boczku, zostaje poproszony przez niejakiego pana Nieświerzego o odrestaurowanie budynku i upiększenie go. Na tamtejszym strychu Kazio znajduje tajemniczą skrzynię – ona okazuje się być bramą do domu wampirzej rodziny o arcyciekawych imionach.
Osiemdziesięciostronicowa książka opisuje przygody chłopca kursującego pomiędzy dwoma światami. Przygody są średnio ciekawe i dość przewidywalne, wyjąwszy być może rozdział, w którym to Kazio pod nieobecność mamy podejmuje się "opieki" nad młodszym bratem, co o mało nie kończy się dla tego ostatniego wypraniem w pralce automatycznej.
Perełkami wampirzej publikacji są tytuły: główny, przyciągający uwagę potencjalnego czytelnika oraz poszczególnych rozdziałów (np. "Hokszaferzy, komodnicy, podusiciele", "Wilkołaki prosto z pralki"), w których autorka ujawnia zamiłowanie do zabaw językowych i neologizmów. Ciekawe są także monochromatyczne ilustracje Olgi Reszelskiej, dodające lekturze humoru i sprawiające, że czyta się książkę z większą przyjemnością. Trzeba przyznać, iż oprawa graficzna oraz sposób ilustrowania przypomina Zakamarkową serię pod tytułem "Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai". Przy czym szwedzkie historie są znacznie lepiej napisane, dlatego przewraca się kartki z oczekiwaniem na niespodziewany rozwój wypadków.
No właśnie! Książce Iwony Czarkowskiej brakuje zaskoczenia, ciekawych zwrotów akcji czy wyraźnego połączenia pomiędzy rozdziałami. Początek powieści zapowiada się dobrze: Kazio jedzie do tajemniczego domu, penetruje strych, włazi do skrzyni i nagle zmieniają się światy. Czytelnik oczekuje, że akcja się rozwinie i będzie się działo. Będzie napięcie, poszukiwanie drogi powrotnej, pokonywanie strachu, oswajanie się z obcymi. A tu... nic. Poznajemy wampirzą rodzinę, która choć ma dziwne imiona, jest w zasadzie taka, jaką mamy w sąsiedztwie. A nawet bardziej nudna, bo, o zgrozo! - lubi ludzi, sadzi dla nich czosnek oraz maluje jelonko-wampiry, na koniec zaś wyje razem z nimi do księżyca. Ale trzeba przyznać, że dialogi o osikowych kołkach pomiędzy wampirami są wyśmienite, podobnie jak wampirskie zagadki.
Jestem ciekawa, czy w drugiej części ("Kazio i szkoła pełna wampirów") znalazła się szczypta niespodziewanego, czy raczej jest to powtórka z rozrywki?
Łucja Abalar
link
Książka naprawdę warta polecenia. Ja zaczęłam przygodę z nią od... oglądania obrazków Olgi Reszelskiej. I tak mi spodobały, że koniecznie musiałam dowiedzieć się, kim są przedstawione na nich osoby (oraz psy) i czy ich przygody wymyślone przez autorkę książki są równie zabawnie jak grafika. I wiecie co? Nie zawiodłam się!
dodał: mamana, Piątek, 22 kwietnia 2011 12:30