"Szkoła Czarownic"
Anna Sójka
ilust. Grażyna Rigall
Wydawnictwo Bajka 2010
Najciekawsze przedmioty szkolne – któż nie chciałby się ich uczyć?
Któż nie chciałby chodzić do szkoły czarownic? Uczyć się takich przedmiotów jak: mrukotematyka, otwierologia, papieromagia, ziołomagia. Do tego oczywiście latanie na miotle, znikanie przedmiotów, odczynianie zaklęć, zamienianie czegoś w coś innego, spełnianie życzeń urodzinowych etc. Oj, przydałyby się takie lekcje w naszych szkołach! Niech nikogo nie zwiedzie nazwa: Szkoła Czarownic. Chłopcy do niej także uczęszczają. A wszyscy bez wyjątku grają w piłkę mnożną – za każdym razem kiedy pada gol, piłka podwaja swoją ilość, aż dochodzi do momentu, gdy jest więcej piłek niż zawodników!
Dzięki książce Anny Sójki „Szkoła Czarownic im. Hermenegildy Pokręconej” poznajemy Amelkę Abecińską i jej przyjaciół. Opis kilku dni z życia klasy daje nam obraz tego, że w szkole, w której często zaklęcia wymykają się spod kontroli, nie ma miejsca na nudę. Szczególnie celuje w tym Amelka, za której sprawą pani dyrektor czarownica zamienia się w żabę, a pan od literatury magicznej traci włosy… Zdaje się, że być nauczycielem w takim miejscu i przy takiej rzeszy niesfornych uczniów nie jest łatwo…
Amelka ma nieco utrudniony żywot: otóż czarownica dyrektor się na nią uwzięła! I pech chce, że zawsze, gdy jest jakieś zamieszanie, to wina spada na biedną dziewczynkę - czasem słusznie, czasem nie. Czy uda się uczennicy dobrnąć do końca roku szkolnego? Jakie ją po drodze spotkają przygody? Jak rzeczywiście nazywała się patronka szkoły? I kim jest naprawdę czarownica dyrektor? Tego wszystkiego można dowiedzieć się z zabawnej i bogato ilustrowanej książki, w której najbardziej ujęła mnie… pomysłowość słowotwórcza autorki. W świecie czarownic i czarodziejów nic nie jest zwyczajne, więc i nazwy są wielce wyszukane. Dotyczy to zarówno nazw roślin, zwierząt, jak i szkolnych przedmiotów, czy czarodziejskich umiejętności. Na uwagę zasługują także imiona i nazwiska bohaterów. Książka składa się z dwudziestu jeden krótkich rozdziałów i jedyny zarzut, jaki do nich mam to… za szybko się kończą. Jednak dla dzieci, które niedawno nauczyły się czytać, będą w sam raz, a w samodzielnym czytaniu pomoże duża czcionka.
Z dużą dozą fantazji i humoru powieść zilustrowała Grażyna Rigall. Zabawne, chwilami nawet makabreskowe postacie (szczerbate uśmiechy, pękate nosy) dodają dreszczyku i dostarczają dodatkowych emocji. Nie zapominajmy, że powieść wyszła w „Serii z dreszczykiem”, więc takie zabiegi są jak najbardziej na miejscu. Dodatkowo artystka bawi się formą, dodając kolażowe tła z innego materiału, tworząc nową jakość i urozmaicając akwarelowe ilustracje.
Dobrze się bawiłam przy tej lekturze, a to chyba najlepsza rekomendacja…
Agata Hołubowska
link