"Kocham pana, Panie Tygrysie!"
Przemysław Wechterowicz
ilustr. Aleksandra Woldańska-Płocińska
Agencja Edytorska Ezop, 2011
Babcia potrafi być świetnym kompanem w zabawach dziecięcych, być może wiecie to z własnego doświadczenia albo Wasze dziecko ma aktywną i pomysłową babcię. Ta książka jest właśnie o takiej superbabci. Można by rzec: supermence! Wnuczek wybiera się na polowanie - babcia rzuca w kąt cerowanie skarpet i razem wypatrują w lesie niedźwiedzia. Adaś marzy o zwierzątku - babcia ma dla niego dobrą wiadomość: do domu wprowadził się tygrys. I to jaki! Pan Tygrys, artysta cyrkowy!
Pan Tygrys proponuje Adasiowi wspólny występ w cyrku "Animals". Będą to występy akrobatyczne i skoki na linie. Pan Tygrys dzwoni do babci i prosi ją o pozwolenie na udział wnuczka w wieczornym przedstawieniu. Adaś marzy o tym, żeby babcia mogła zobaczyć występ. "Głowa do góry, Mały. W taką magiczną noc wszystko może się wydarzyć" - odpowiada artysta. Wszystko, czyli nawet to, że żywiołowym Panem Tygrysem (a wcześniej niedźwiedziem) okazuje się być... babcia, którą demaskuje po cyrkowych ekscesach ból krzyża.
Tekst składa się prawie wyłącznie z dialogów, co mocno dynamizuje historyjkę. To właściwie gotowy scenariusz filmowej bajki, do której pasowałyby świetne ilustracje Oli Woldańskiej-Płocińskiej, grające nasyconym kolorem i wyrazistym konturem postaci. Książkę tworzą całostronicowe ilustracje, których integralnym elementem jest zróżnicowana czcionka.
Szczerze przyznam, że z powodu sporego formatu i twardej oprawy - książka robi na mnie wrażenie nieporęcznej i mało przyjaznej dla małego dziecka. Przyznam też, że opowieść o dziarskiej babci i wnuczku nieodparcie kojarzy mi się z nieco wcześniej wydanym w Polsce dzięki Tatarakowi tytułem autorstwa Kate Lum i Adriana Johnsona "Co!?", także o dziarskiej babci i wnuczku, i także - jak "Kocham pana, Panie Tygrysie!" - jest to książka obrazkowa, o podobnym rozwiązaniu graficznym. Czysty przypadek czy ewidentna inspiracja? Hm, nawet jeśli to drugie, to rodzime dzieło zapewne znajdzie swoich entuzjastów. Ja widziałabym tę książkę przełożoną na język animowanej bajki.
Ewa Skibińska
link
Zobacz także: