"Ela-Sanela"
Katarzyna Pranić
proj. okładki: Ola Cieślak
Wydawnictwo Stentor-Kora, 2011
To książka bez porywającej akcji, wątków dla zakochanych, bez odwołań do popowej rzeczywistości. Co oczywiście wcale nie jest minusem. Najlepiej czytać ją w zaciszu własnego pokoju, wieczorową porą, z kocem i ciepłą herbatą w kubku.
Bohaterka powieści - nastoletnia Ela - jest co prawda współczesną dziewczynką, ale jakby trochę de mode (chociaż nosi glany:). Zanim poszła do gimnazjum, uczyła się w małej, wiejskiej szkole. Jej ulubioną książką jest "Mały Książę". Interesuje się teatrem. Lubi koty. Widok wieszaka z długim, chudym parasolem i czarnym melonikiem wywołuje w niej skojarzenie z... Flipem i Flapem, bohaterami niemego kina (czy dzisiejsi młodzi ludzie znają takie filmy?). Wychowuje ją babcia lekarka, która tak naprawdę nie jest jej rodzoną babcią. Ela pochodzi z Bośni, a do Polski trafiła jako niemowlę, natomiast jej rodzice i rodzeństwo zaginęli podczas niebezpiecznej ucieczki z opanowanego przez wojnę Sarajewa.
Ela wie, kim naprawdę jest. Ale nie czuje tęsknoty za nieznanym krajem, rodziną, której nie zna. Akceptuje obecne życie, bo czuje się po prostu bezpiecznie. Jednak pewnego dnia przychodzi list z Londynu od jej siostry Maidy. Początkowo niechętna kontaktom burzącym dotychczasowy spokój - Ela - Sanela (jej bośniackie imię) oswaja się z myślą, że gdzieś w świecie żyje jej rodzina...
Nie opowiem więcej, jeśli uznacie, że temat zaciekawi Wasze nastolatki - zajrzyjcie do tej książki. Nie rozwiązuje ona wszystkich wątków, otwarte zakończenie kusi, by dopisać ciąg dalszy. Może powstanie druga część?
Ewa Skibińska
link