"The Tale of Jolly Robin"
tekst i ilustr. Hester Wagstaff
Wydawnictwo Farber and Farber Limited, 1951
Galeria zdjęć:
I don’t care how cold it is,
if I have plenty to eat!
Tak śpiewał Jolly Robin, kiedy pewnego ranka obudził się i zobaczył, że cały świat przykryty jest miękką pierzyną białego puchu. Pomyślał, że nie warto wstawać, bo na dworze jest bardzo zimno. Ale cóż… zrobił się głodny. Poleciał więc do domu, w którym gospodyni zwykle częstowała go okruszkami. Niestety, drzwi były zamknięte, podobnie jak wszystkie okna. Co robić! Chyba przyjdzie mu zginąć z głodu. Ale małemu ptaszkowi przyszedł do głowy wspaniały pomysł. Dostanie się do środka przez otwór, którym wrzucane są listy.
Tak mniej więcej przedstawiają się losy sympatycznego bohatera tej książeczki. Nam może mały ptaszek kojarzyć się z wróbelkiem Ćwirkiem albo z Elemelkiem. I skojarzenie to jest jak najbardziej na miejscu. Choć historia jest dużo krótsza, to jej klimat bardzo podobny. Ale nie tylko z tego powodu postanowiłam przedstawić tę książkę. Moją uwagę zwróciły ilustracje. Pamiętam je z dzieciństwa. I zawsze bardzo mi się podobały. Są proste, pogodne i pełne wdzięku. A główny bohater, Jolly Robin, ptaszek o czarnym grzbiecie i czerwonym brzuszku na zawsze pozostaje w pamięci. Książeczka ta doskonale nadaje się do nauki języka angielskiego. Z tego co wiem, wydana została też następna część tej opowieści pod tytułem "Two Jolly Robins". Warto czasem pochylić się nad takimi starymi wydaniami zapomnianych książek, bo nierzadko potrafią nas zaskoczyć swą urodą.
Adriana Dobrzyńska-Suchy
link