Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę

Autorzy: Erlbruch Wolf, Holzwarth Werner , dodano Poniedziałek, 23 lutego 2015 | kategoria: Nowości, Książki dla dzieci (3-5 lat), Książki dla dzieci (4-6 lat), Książki dla każdego

"O małym krecie, który chciał wiedzieć kto mu narobił na głowę" (wyd. IV)
Werner Holzwarth
ilustr. Wolf Erlbruch
Wydawnictwo Hokus-Pokus, 2015


Galeria zdjęć:

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Zamów w sklepie

"Stało się to pewnego dnia, gdy mały kret wystawił z ziemi łepek, aby zobaczyć czy słońce już wzeszło: (to coś było owalne, brązowe, trochę kiełbaskowate i traf chciał, że spadło mu prosto na głowę.)"

W słynnym filmie Luisa Bunuela "Widmo wolności" z 1974 roku, jest kapitalna scena, w której profesor antropologii prowadzi wykład dla policjantów poświęcony kulturowemu relatywizmowi. Opisuje on swoim nieco znudzonym słuchaczom pewne przyjęcie, na którym wszyscy goście siedzą wokół stołu na sedesach, prowadzą zwyczajną konwersację, po czym gdy tylko zgłodnieją zadają dyskretnie pytanie "Gdzie tu można... no wie pan.... coś zjeść" i wymykają się do małego pokoiku, w którym mogą swobodnie oddać się jedzeniu. Humor tej sceny polega oczywiście na odwróceniu przyjętych przez nas relacji. Oto surowi policjanci siedzą w ławkach i dokazują niczym uczniacy, a odwróceniu ulega uznana przez nas za oczywistą i naturalną relacja między jedzeniem a wydalaniem. 

Pomysł na książkę O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę Wernera Holzwartha jest w pewnym sensie podobny. Przyjrzyjmy się zatem tej wydanej w 1989 roku i przetłumaczonej do tej pory na 27 języków historii. Na trzydziestu dwóch stronach, ozdobionych świetnymi ilustracjami Wolfa Erlbrucha, mamy tu do czynienia z odwróceniem klasycznych schematów opowiadania. Cała książka jest niejako "odwróconym" kryminałem. W klasycznym kryminale (przypomnijmy sobie chociażby Sokoła maltańskiego) na początku mamy raczej kradzież - czyli ktoś zabiera coś komuś - tu główny bohater zostaje raczej "obdarowany". W klasycznym kryminale głównym przedmiotem intrygi jest najczęściej przedmiot szczególnie cenny - klejnot czy coś w tym rodzaju - tu cała akcja kręci się wokół... No właśnie wokół czego?

W cytowanym powyżej pierwszym zdaniu książeczki, podstawowy przedmiot całej intrygi zostaje przedstawiony za pomocą tajemniczego słówka "coś". Owo "coś" jest "owalne, brązowe i trochę kiełbaskowate". Chodzi rzecz jasna o "gówno", a może raczej o "kupę", słowo bardziej chyba niż "gówno" należące do dziecięcego słownika. W tytule, jak i w polskim przekładzie tekstu Holzwartha, słowo to zostaje zgrabnie pominięte, i ta nieobecna w tytule "kupa" być może podkreśla jeszcze dobitniej całą grę odwróceń, z jaką mamy do czynienia w samej książce. Wartość książki tandemu Holzwarth/ Erlbruch nie polega jedynie na przedstawieniu nam pewnej wersji kryminału au rebours. W książeczkach przeznaczonych dla dzieci, zwierzęta pokazuje się raczej za pomocą tego, co zjadają (np. "kot pije mleko", "mysz zjada ser" itd.). W przypadku książki Holzwartha i Erlbrucha, ku oburzeniu niektórych krytyków, ta metonimia dotyczy tego, jak zwierzęta wydalają. Oto ktoś w książeczce przeznaczonej dla małych dzieci wypowiada wreszcie słowo "kupa". Nieobecność tego słowa i tego problemu w literaturze dziecięcej jest czymś doprawdy zdumiewającym. Ten przedmiot ogromnej ilości dziecięcych teorii, również tych związanych z podstawowymi dla dziecka kwestiami jak relacja ja - świat czy problem narodzin (kwestia daru - dziecka jako daru, kupy jako daru - części dziecka, ale części odłączającej się od reszty ciała i bezpowrotnie traconej), jest przedmiotem w zasadzie całkowicie nieobecnym w dziecięcej literaturze. Ta nieobecność może być potwierdzeniem tezy, że dziecięca literatura jest nie tylko pisana przez dorosłych, ale i do nich głównie kierowana. Do nich, choć pozornie do dziecka, tyle że dziecka stworzonego podług ich fantazji o własnej utraconej niewinności. Większość zarzutów wobec książki Holzwartha i Erlbrucha (m.in. ten, że gloryfikuje ona zemstę - w ostatniej scenie nasz mały kret robi na głowę psu) wynika bowiem z podstawowego przekonania, że dziecko jest z natury niewinne, czyste i tylko złe książki mogą tę "naturalną" niewinność zbrukać. Badania Melanie Klein już ponad pół wieku temu pokazały, że te wyobrażenia dzieciństwa idyllicznego, sielskiego nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Klein, próbując zrekonstruować, m.in. z dziecięcych rysunków sposób doświadczania świata przez swoich małych pacjentów, odkryła niesłychane pokłady agresji zawarte w rozmaitych nieświadomych fantazjach. Warto może na marginesie zauważyć, że wiele tych agresywnych fantazji miało również związek z odchodami. Wyobrażone rzucanie nimi było jednym z podstawowych wyrazów gniewu (Klein zestawiała to z rozmaitymi mitycznymi opowieściami ludów pierwotnych, w których często bogowie używają swoich odchodów jako broni).

Książka Holzwartha i Erlbrucha jest świetna również dlatego, że oto dziecko, odbiorca książki, nie zostaje w niej, mówiąc po gombrowiczowsku "upupione", lecz jest wreszcie potraktowane poważnie.

A propos głosów oburzenia i wracając do filmu Bunuela. Jest w nim jeszcze jedna kapitalna scena: oto dobrze sytuowane, mieszczańskie małżeństwo siedzi w salonie i ogląda zdjęcia, co chwila wybuchając: "Nieprawdopodobne, odrażające, ohydne!". Po chwili kamera odkrywa przed nami zdjęcia, będące przedmiotem wstrętu. Okazuje się, że oglądali zdjęcia architektury...

Julian Kutyła
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Miarą kultury osobistej człowieka jest nie tylko to, co robi czy mówi, ale również JAK to robi. Moja Babcia mawiała, że prawdziwa dama pozostanie damą nawet wtedy, gdy będzie krowy pasać, a gościom podawać wrzątek i suchy chleb...

Dlaczego o tym piszę?

Ponieważ w moich oczach taką "damą" jest niewielka książka z tekstem Wernera Holzwartha - profesora komunikacji wizualnej na Uniwersytecie w ­Weimarze, zilustrowana przez znakomitego grafika Wolfa Erlbrucha, książka opowiadająca o tym, jak to kret szuka sprawcy bardzo niemiłego incydentu...

Wiele osób skrzywi się, usłyszawszy tytuł: jak to - książka o... kupie?

To niesmaczne, a nawet obrzydliwe! To na pewno nie dla dzieci! A jednak jest dokładnie odwrotnie: w sposób prosty, ale i nie pozbawiony humoru przedstawionych tu zostało kilka dość istotnych spraw. A od nas samych zależy, o czym będziemy czytać... Mały kret zostaje zaskoczony nieprzyjemną niespodzianką, w dodatku na głowie. Cóż robi? Zaczyna dociekać, kto mu to zrobił. Grzecznie, lecz stanowczo idzie od jednego zwierzęcia do drugiego i... sprawdza, wypytuje. A kiedy już brakuje mu dalszych pomysłów... prosi o pomoc muchy. W ten sposób znajduje winnego, a następnie pokazuje dobitnie, że nie da się skrzywdzić.

A co może się ukrywać pod tym prostym ciągiem zdarzeń?

Lekcja pierwsza: Kret nie rzuca się na nikogo z nieprzystojnym okrzykiem, lecz konsekwentnie szuka winowajcy. Nowelka kryminalna czy moralitet o tym, że nie wolno fałszywie osądzać, a należy szukać prawdy?
Lekcja druga: Kret nie umie poradzić sobie sam, więc prosi o pomoc kogoś, kto się na danym problemie zna. Czyżby zasygnalizowanie potrzeby autorytetów?
Lekcja trzecia: Kret dąży do ukarania winnego. Nie przejmuje się tym, że ów jest od niego o wiele większy. Ale z drugiej strony: czy robi dobrze? Może powinien obudzić psa i powiedzieć, że nie spodobało mu się jego zachowanie?

Dwulatek znajdzie w tej książeczce informację, że wszyscy robią kupę, nawet zwierzęta i nie będzie to dla niego zaskoczeniem. Może być to właśnie zachętą zamiany pieluchy na nocnik. To wiek, kiedy taki temat jest bardzo zwyczajny i często podejmowany w tym właśnie kontekście.
Dla kilkulatka, małego przedszkolaka może to być, książka o zachowaniach społecznych. Przewrotnie bazuje na czymś, co w naszej kulturze jest obecne niemalże "od zawsze": czy nie przypominają się bajki Ezopa?
Trochę starsze dziecko, marzące o własnym piesku czy kotku dowie się dzięki tej książce, że takie zwierzę to nie tylko same przyjemności i zabawa, ale też niezbyt miłe obowiązki. Może przez nią zostać wprowadzone także w tajniki życia zwierząt, najpierw gospodarskich, bo te są pokazane w książce, a potem także dzikich. Tych ostatnich najczęściej nie widać, ale natrafiamy w lesie na ślady ich obecności: właśnie odchody. Równocześnie może to być dla dziecka sygnał, że wszystko wokół nas czemuś służy, należy tylko wnikliwie patrzeć.

Może nie jest dla nas za późno na naukę, że wdepnęło się w "końskie pączki", a nie w g....? 
Dzieciom bowiem ten język bardzo się podoba i z pewnością zaczną się nim posługiwać.

A my, dorośli? Zanim pozwolimy sobie na oburzenie i niesmak, przeczytajmy dokładnie tę książkę, szczególną uwagą darząc stronę językową. Tu pozwolę sobie wrócić do "damy", którą pozostawiłam na początku recenzji: okazuje się, że można w ładny, wręcz elegancki sposób mówić o rzeczach i zjawiskach kłopotliwych. Książeczka traktująca o kupie jest pięknie ilustrowana, Erlbruch pokazał zaledwie kilkoma kreskami całą gamę różnych uczuć na mordce kreta. Została też doskonale przetłumaczona - miło ją wziąć do ręki, nie straszy niedbalstwem językowym, a zachwyca inwencją tłumacza.

Jest kilka sfer w życiu, o których większość z nas potrafi mówić, używając tylko wulgaryzmów albo terminologii medycznej. Chyba warto to zmienić. A skoro większość piszących o tej książce pozwala sobie na demonizowanie jej bez umiaru, ja również popuszczę wodze mojej wyobraźni. Jak daleko jest od takiej rozmowy o kupie do mądrego odejścia od pruderii, a co za tym idzie do porzucenia fałszywego i szkodliwego wstydu? Szczególnie, że ten wstyd przenosimy ze sfery życia towarzyskiego do gabinetów lekarskich. Może dzisiejsze statystyki onkologiczne "poniżej pasa" inaczej by wyglądały, gdybyśmy wędrowali z małym kretem dziesięć czy piętnaście lat temu...

Iwona Hardej

Tekst ukazał się na stronie www.bromba.pl
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Są już książki o tym, co zwierzęta jedzą. Ale jak się załatwiają? W tej książeczce bada się właśnie to zagadnienie - skutecznie i z humorem. Wśród dzieci wzbudza ono często duże zainteresowanie. W książce sprawa potraktowana jest swobodnie i na wesoło. Widzimy zwierzęta i ich różnorakie kupy i kupki - a tuż obok kreta, który ciągle chce wiedzieć... Występujące w historyjce powtórzenia, które wzmagają napięcie i powodują, że ze wzrastającym zaciekawieniem oczekujemy jej końca, skłaniają też do śmiechu i opowiadania jej na nowo. Lektura sprawia po prostu dużo radości.

CT, Spielen und Lernen
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Cudownie niekonwencjonalna książeczka z obrazkami, która nie trzyma się ani trochę niepisanych reguł rynku. Prostą, skromniutką historię ożywiają ilustracje. Erlbruchowy znak jakości: pobudzająca wyobraźnię kolorystyka, ograniczenie się do tego co istotne, żadnej sztuczności, tylko kanciasta, energiczna kreska, która przerysowuje, nie karykaturując. Erlbruch interesuje się tym, co odrzucone, co stabuizowane - rzekomo ciemnym obliczem społeczeństwa, nie denuncjuje jednak swoich bohaterów.

Erhardt Friedrich Heinold, Bulletin Jugend + Literatur
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zwierzęta można rozpoznać nie tylko po dźwiękach, jakie z siebie wydają, albo po śladach, które pozostawiają po sobie w ziemi, w śniegu lub na łące. Zwierzęta różnią się między sobą także tym, jak się "załatwiają". Kret szukał początkowo na ślepo. Na szczęście trafił przypadkiem na dwoje świadków, którzy w tej dziedzinie byli nie lada specjalistami. Od much otrzymał wskazówkę, która pomogła mu się w końcu zemścić. Na kim? Jak w każdym porządnym kryminale także i tu nie od razu wiadomo, kto jest złoczyńcą.

Ulrike Jamin, Frankfurter Allgemeine Zeitung
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Szczerze przyznaję: setnie się ubawiłam z moimi dziećmi przy czytaniu tej książki. Głośny śmiech towarzyszył odgłosom i licznym obrazom srania. W końcu życie małych czytelników książek z obrazkami w dużej mierze obraca się wokół pytań "Chce ci się?" "Robiłaś już?".

Czasem dobrze nazwać gówno po imieniu, szczególnie gdy możemy się tak w pełni utożsamić z nie bez powodu rozwścieczonym kretem. Pomagają nam w tym ilustracje utrzymane w ciepłych kolorach i pozwalające na doświadczanie wydarzeń z kreciej perspektywy.

Nina Schindler, Welt des Kindes

link


Zobacz także:


Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • OKO
  • Ryms na Facebook
  • maly atlas ptakow
  • liczby i kolory
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Przed twoimi urodzinami
  • zbuntowany elektron
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Jano i Wito baner
  • ksiazka za dyche
  • ryms w empikach