"Złota różdżka"
Heinrich Hoffmann
ilustr. Bohdan Nowakowski
Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, 1987 (przedruk z oryginalnego egzemplarza z roku 1933)
„Czytajcie dzieci, uczcie się, jak to niegrzecznym bywa źle” – taki podtytuł nosi zbiór popularnych wierszyków dla dzieci. Określiłabym go jako… horror pedagogiczny. Pewnie większość z Was kojarzy te rymowanki: „Staś straszydło” (ten, co z wodą, mydłem i grzebieniem był na bakier), „Przygoda złego Józia”, „Okropna historia z zapałkami” (i bardzo smutna), „O Juleczku, co miał zwyczaj ssać palec” (z tego brzydkiego zwyczaju skutecznie wyleczył go pewien krawiec z rozwianym włosem), „Pawełek Wiercipięta”, „Czarne dzieci”, „Jędruś gapa”, „Straszny przypadek z parasolem” czy „Historia bardzo smutna o chłopcu, który nie chciał jeść zupy”.
„Złota różdżka” (w oryginale „Der Struwwelpeter oder lustige Geschichten und drollige Bilder für Kinder von 3 bis 6 Jahren”) przyniosła skromnemu lekarzowi niebywałą sławę. Sprzedano nakład w wysokości grubo ponad sto tysięcy egzemplarzy. Jednak ówczesne mieszczańskie społeczeństwo było zgorszone okrucieństwem, zawartym w wierszykach. Myślę, że i dziś, zarówno treść jak i ilustracje, mogą wywołać co najmniej sprzeciw bardziej konserwatywnych rodziców. Na pewno nie jest to dzieło w manierze Walta Disneya, co ja poczytuję za duży plus. Jednak wiersze Hoffmanna również czytelników bawią, przede wszystkim uczą, ale też i straszą. Uważam, że decyzja, czy przeczytać dziecku tę książkę czy nie i tak ostatecznie należy do rodziców. Ja, mając lat kilka wybłagałam ją od mamy i przyznam, że do dziś mój zachwyt jest lekko podszyty strachem. Co nie znaczy, że nie czytam jej od czasu do czasu z niekłamaną przyjemnością.
Rytmicznym, łatwo wpadającym w ucho utworom, towarzyszy historyjka obrazkowa. Hoffmann występuje w roli moralizatorskiego narratora, zwraca się bezpośrednio do dziecka, odwołując się do jego instynktu. Piętnuje różne naganne cechy i, nie ukrywajmy, w dość makabryczny sposób pokazuje konsekwencje złych uczynków. Każdy wierszyk kończy się morałem, opartym na prostej zależności: jest wina – musi być i kara. Warto więc poczytać, niekoniecznie przed snem, Hoffmannowskie wierszyki. Dodam, że były one natchnieniem dla Grzegorza Turnaua, co można usłyszeć na jego płycie „Księżyc w misce”. Podróżnikom z kolei polecam odwiedzenie Muzeum Heinricha Hoffmanna we Frankfurcie nad Menem (http://www.heinrich-hoffmann-museum.de). Obecnie „Struwwelpeter” zaliczany jest do klasyki literatury dziecięcej w Niemczech, Anglii i Holandii.
O autorze: Heinrich Hoffmann (1809 - 1894) był lekarzem, pionierem psychiatrii dzieci i młodzieży, piastował też stanowisko dyrektora miejskiego szpitala psychiatrycznego we Frankfurcie. Pisarzem został przez przypadek. Jak wieść gminna niesie, mocno poirytowany bezowocnym poszukiwaniem prezentu gwiazdkowego dla syna, postanowił sam podarunek przygotować. W tym celu nabył zeszyt i wiedziony natchnieniem (wg dobrze poinformowanych źródeł było już dobrze po godzinie 23), napisał „Złotą różdżkę”. Po raz pierwszy książka pojawiła się drukiem w okolicach Bożego Narodzenia, w 1845 roku. Literaturą dla dzieci Hoffmann zajmował się raczej okazjonalnie, w ciągu całego życia napisał zaledwie kilka książek, m.in. utwory satyryczne, stworzył też książeczki obrazkowe.
Magdalena Świtała
link