„Lucjan. Lew, jakiego nie było”
Roksana Jędrzejewska-Wróbel
ilustr. Jona Jung
ING Bank Śląski i Wydawnictwo Muchomor, 2005
Za moich szczenięcych czasów nie było Zębowej Wróżki, a chyboczące się zęby wyrywało się na nitkę, a nie u dentysty. Nawet jak wypadały same lub z pomocą sprytnego brata, nie było po tym wydarzeniu żadnych niespodzianek w postaci filmów Disneya czy gadających lalek. Ząb wypadał, a szczerbaty uśmiech krępował na długie tygodnie. Nie było z czego się cieszyć. Hania, bohaterka książki „Lucjan. Lew, jakiego nie było” także się smuci, a nawet grymasi po stracie pierwszego zęba. A wszystko dlatego, że Zębowa Wróżka - zamiast wymarzonych gadżetów - przynosi jej pluszowego, dziwacznego lwa.
„ - Chciałam lalkę. Albo mazaki...- rozpłakała się Hania.
- Przecież to całkiem fajny lew. Zobacz jak ładnie się uśmiecha – powiedziała mama, wchodząc do pokoju.
- Ale ja go nie potrzebuję! Niech ta głupia wróżka go sobie zabiera! - darła się Hania”
Życzenie Hani nie spełniło się, co więcej Lucjan – bo tak miał właśnie na imię ów lew, stał się pewnego dnia jej jedynym sprzymierzeńcem. A było to wtedy, gdy Hania obudziła się nie w swoim pokoju, a w gęstej, groźnej dżungli. Lew w pasiastych spodenkach i z walizką w dłoni przemówił do dziewczynki ludzkim głosem, podał jej wielką, miękką łapę i zabrał w drogę. Dokąd? - zapytacie. To proste!- do krainy Zębowej Wróżki.
Podróż Hani i Lucjana okazuje się pełna niespodzianek. Towarzysze docierają w miejsca, które pod wieloma względami nie przypominają rzczywistości: znikają góry, hotele zmieniają swoje nazwy w jedną noc, a potrawy trzeba doprawiać „Wyobraźnią”. Poznają człowieka, który sprzedaje sadzonki krasnali ogrodowych, ponura kelnerka, serwuje im „pitpit w sosie z karamboli”, recepcjonista w hotelu potyka się o własne, ciągnące się po podłodze wąsy. Wśród spotkanych osób znajdują się również „Potfora z Jeziora”, a także człowiek w pilotce, instruktor latania, który daje Hani i Lucjanowi paralotnię. Przy użyciu tego latającego mechanizmu docierają aż nad morze, gdzie na pustej plaży, w drewnianym leżaku, siedzi Zębowa Wróżka. Nie będę zdradzać szczegółów wyglądu owej wróżki, ani rozmowy jaką odbyła z Hanią. Nadmienię jedynie, że dziewczynka szczęśliwie wraca do domu. Od czasu egzotycznej przygody Hania częściej się uśmiecha, polubiła troszkę owsiankę, a może i klopsiki, ale co najważniejsze pokochała pluszowego lwa, pomimo jego dziwacznych spodenek i walizki. No i zaczął jej rosnąć pierwszy dorosły ząb.
Książka Roksany Jędrzejewskiej–Wróbel to niezwykle wciągająca i skrząca się delikatnym humorem podróż przez senne, zwariowane krainy. Przypomina trochę wyprawę, jaką odbył Mały Książę po planetkach zaczynających się od numeru 325, troszkę także niesamowite przygody Alicji w Krainie Czarów, czy również „Bajki robotów”. Lucjan to z kolei skrzyżowanie Fikusa – gałgankowego słonika z opowieści Wandy Mycielskiej i Misia Paddingtona, zapewne ze względu na walizkę. Chociaż trzeba przyznać, że walizka Lucjana jest bardzo niezwykła. Bo jak mówi lew „nigdy nie wiem, co w niej znajdę. Ale zawsze jest tam to, czego najbardziej potrzebuję”.
Z tyłu, na okładce czytamy, że „Lucjan. Lew, jakiego nie było” to wydawnictwo przeznaczone dla dzieci pozostających pod opieką lekarzy, które wymagają psychicznego i emocjonalnego wsparcia, ze względu na swoją specyficzną sytuację zdrowotną. Sądzę, że jest to opowieść na tyle uniwersalna, że każde dziecko odnajdzie w niej coś dla siebie, co wzmocni jego poczucie własnej wartości, pozwoli zrozumieć siebie i otaczającą rzeczywistość.
Łucja Abalar
link