"Czynnik miłości"
Anna Łacina
okładka: Maciej Szymanowicz
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2010
Aż się za głowę załapałam, czytając informację od wydawcy: czyżby kolejny, polski odpowiednik „Zmierzchu”? Na szczęście okazało się, że to zupełnie inna historia! „Zmierzchu” tu jak na lekarstwo i tyle ma z nim wspólnego, że jedna z bohaterek jest wielką fanką sagi i bladolicego wampira.
„Czynnik miłości” to współczesna historia, której głównymi bohaterkami są Patrycja i Magda. Dziewczyny są najlepszymi przyjaciółkami, różniącymi się, jak ogień i woda. Za to łączą je zmagania z pozornie błahymi problemami, głównie miłosnej natury, choć nie brak potyczek ze szkołą czy dorosłymi. Patrycja szuka swojego Edwarda, a kiedy go przypadkiem znajduje, musi rozwikłać pewną tajemnicę. Magda z kolei prowadzi drugie życie w sieci, co nie do końca wyjdzie jej na dobre. Jednak podejmowanie decyzji, choćby nie zawsze mądrych czy odpowiedzialnych, jest wpisane w dojrzewanie jako jego nieodłączny element. Dużo dowiemy się o uczuciach i problemach dorastających nastolatków, nie zawsze potrafiących sobie samodzielnie z nimi poradzić. I o rodzicach, którzy widziani oczami swych dorastających potomków mają sporo wad i odstręczających nałogów. Często potrafią krzywdzić swoje dzieci w nieuświadomiony, ale bolesny sposób.
Zamiast romantycznych rojeń Anna Łacina poruszyła dotąd nie spotykany (przynajmniej ja się z nim nie zetknęłam) w książkach dla młodzieży problem hemofilii. Temat nie został potraktowany pobieżnie, widać że autorka włożyła sporo wysiłku w to, by opis choroby był wiarygodny. Poruszył mnie też wątek molestowania, zasygnalizowany co prawda, ale jednak istotny. Zamiast paranormalnych zjawisk czytelnik dostaje solidną dawkę młodzieżowych dialogów, trafnie sportretowanych nauczycieli i wartką akcję toczącą się m.in. w liceum. Mimo wad i kompleksów bohaterki dają się lubić i czytelniczki zapewne będą się z nimi identyfikować - jak nie z Magdzikiem, to z Patrycją.
W „Czynniku miłości” przenikają się przeróżne wątki istotne dla młodzieży, by stworzyć całkiem udaną kompilację: walka z kompleksami, tworzenie poczucia wartości, jest mowa o tym jak łatwo coś przegapić a później gorzko tego żałować, są toksyczne związki, nieco wzruszeń i spora dawka śmiechu. A, i byłabym zapomniała: tajemnicza roślina o niezwykłych właściwościach: niejaki nasięźrzał;).
Zakończenie nie do końca da się przewidzieć, co też jest zaletą powieści. Polecam nastolatkom, zafascynowanym „Zmierzchem” (i tym którzy go nie cierpią), a także całkiem dorosłym czytelnikom.
Magdalena Świtała
link