Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Duszki, stworki i potworki

Autorzy: , dodano Środa, 24 listopada 2010 | kategoria: Książki dla dzieci (3-5 lat), książki dla dzieci (4-6 lat)

„Duszki, stworki i potworki”
Dorota Gellner
ilustr. Maciej Szymanowicz
Wydawnictwo Wilga, 2008

« wróć na stronę listy informacji o książkach

W instrukcji zwalczania potworów mogłyby znaleźć się następujące porady:
- zaproś potwora do siebie, daj mu jeść, pić, po prostu zaprzyjaźnij się z nim, a on przestanie cię straszyć,
- zmniejsz potwora za pomocą czarodziejskiej różdżki, a jeśli jej nie masz pod ręką nazwij potwora potworkiem, a on od razu wyda się mniej straszny (chyba, że boisz się myszy),
- pokaż potworowi lustro i spraw, by sam się siebie przestraszył,
- ubierz potwora w czapkę z pomponem, a od razu wyda się swojski,
- niech potwór czyta ci bajki przed snem, aż sam zaśnie,
- namaluj potwora ale tak, żeby był śmieszny, wtedy zamiast się go bać, będziesz się do niego śmiać itd., itd.

Proste? Tak, o ile czyta się książki dla dzieci, gdyż wszystkie porady znalazły swoje miejsce w literaturze „wieku cielęcego”. Przy czym wskazówki podane są nie wprost, lecz poprzez ciekawą fabułę powieści czy przy użyciu poetyckich metafor. Tak czy siak potwór staje się maskotką, choć wcale nie słodką i puszystą.

Dorota Gellner wpisuje się do kanonu autorów, którzy pomagają dzieciom ukoić lęki związane z dziwnymi, strasznymi postaciami. Jej „Duszki, stworki i potworki” mogłyby stać na półce obok zbioru opowiadań Anny Onichimowskiej „Dobry potwór nie jest zły”, opowieści skandynawskiej autorki Sanny Toringe „O duchu, który się bał”, a także obok zbioru wierszy Małgorzaty Strzałkowskiej „Wiersze, że aż strach”. Chociaż w zasadzie gros literatury dziecięcej, zwłaszcza bajki i klasyczne baśnie, obłaskawianiem potworów się zajmuje, mniej lub bardziej bezpośrednio. Książka Gellner przypadła mi jednak szczególnie do gustu, nie tylko ze względu na przepiękną poetycką frazę, ale również ze względu na niesamowite ilustracje autorstwa Macieja Szymanowicza. Dlatego nie mogę pisać o wierszach bez odniesienia ich do obrazów. Cztery z nich wyjątkowo zapadły mi w pamięć.

„Kryształowe straszydełko”

„Oto portret straszydełka: głowa, nogi i skrzydełka.
A na głowie co? Czapeczka! W pomponikach i dzwoneczkach”.

I tu Maciej Szymanowicz długo głowić się nie musiał. Stoi czerwone straszydełko w czapce z dzwoneczkami. Czapka przypomina trochę tę od Stańczyka, a sam potwór to połączenie muchy, smoka i mojej pani od muzyki, która chodziła wiecznie rozczochrana, a jej włosy falowały wokół głowy w rytm klasycznej muzyki. Przy czym straszydełko w odróżnieniu od nauczycielki muzyki nie zna nut. Spaceruje a „nad górami, nad doliną kryształowe dźwięki płyną”. „Kryształowy koncert” urywa się nagle, bo zmęczone straszydełko wybiera się do spania, więc zdejmuje czapkę.

„Ktoś”

To wiersz dla dziewczynek – powiedziałby mój starszy syn, odwracając się ostentacyjnie na drugi bok i zasypiając w proteście. Miałby rację, chociażby ze względu na ilustrację. Widzimy na niej dziewczynkę w czerwonej sukience, która wpatrzona jest lub może próbuje złapać jakąś latającą postać. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to wróżka, bo ma spiczastą czapkę, błyszczącą różdżkę i snuje się za nią złoty pyłek. Z twarzy jednak przypomina mi chłopca. Dorota Gellner nie daje w tej sprawie podpowiedzi. Wiersz owiany jest tajemnicą: „Kiedy ciemno było wokół, to KTOŚ przemknął przez mój pokój”. KTOŚ opisany jest jednak z piękną, poetycką starannością. Migocze jak diamencik, mieni się jak serpentyna, a w dziecięcej rączce błyszczy jak broszka, jak perełka. Słowem najdroższy skarb. Wiersz kończy się trochę smutno. Nie dlatego, że dziewczynka łapie „ktosia” i wsadza go do szafy. Ale dlatego, że gubi klucz, a na koniec mebel zmienia swojego właściciela.

„Potwór”

Wiersz ten w sposób dosłowny udziela wskazówek dziecku, któremu śnią się potwory. Posłuchajmy początku: „Gdy potwór się śni – nie ma rady. Wyłazi z najgłębszej szuflady i nie ma co płakać, co szlochać, lecz trzeba potwora pokochać!”. A co to znaczy pokochać potwora w tym wypadku? Autorka podpowiada, aby pochodzić z nim pod rękę, pożyczyć mu ulubione buty, poczytać bajkę, chwalić, gdy coś mu się uda i nazywać go kochanym potworem. Maciej Szymanowicz dodaje do tego: łaskotanie w pięty i posadzenie potwora na własnej kołdrze. A niech tam! Sam potwór jest ujmujący i zdaje się być zadowolony z tej intrygi. Z lubością nadgryza bajkę. Opowieść jest smaczna, bo oblizuje się od ucha do ucha.

Wiersz tryska humorem. Kiedy go czytam po wielokroć, nachodzi mnie nieodparta chęć podstawienia w miejsce słowa potwór jakiegoś innego wyrazu. Może to być mąż, szefowa czy teściowa. Spróbujcie, gwarantuję niezłą zabawę.

„Srebrne duszki”

Co mogą robić duchy? Hm...niech się zastanowię. Straszyć, latać w prześwitujących koszulach i szeptać tajemniczo. Mogą też psocić, figlować, robić głupie żarty. Mogą dawać znaki swojej obecności przesuwając jakiś przedmiot, zdmuchując świecę, trzaskając oknem. Ale żeby robiły na drutach? To pierwsze słyszę.

„Srebrne koce i poduszki – siedzą na nich srebrne duszki.
Srebrnej włóczki srebrne metry – robią duszki srebrne swetry”.

U Gellner duszki robią swetry, obliczają oczka i przy okazji powstaje ciekawa wyliczanka. A gdy wdzianka są już skończone, duszki je przymierzają przed srebrnym lustrem, by w końcu chodzić w nich po niebie i uśmiechać się do siebie.

W znakomitej „Dynastii Miziołków” Joanna Olech nazywa najmłodsze dziecko z rodziny Małym Potworem. Jako mama muszę przyznać, że maluchy potrafią nieźle dać w kość, a jednak nie ośmieliłabym się tak ich nazwać. Ale kiedy czytam wiersze Doroty Gellner i widzę ilustracje Macieja Szymanowicza słowo potwór zmienia swoje znaczenie. Zaczynam nawet - o zgrozo! - dostrzegać analogię pomiędzy zachowaniem stworków i moich synków, szczególnie, gdy są zmęczeni i głodni.

Łucja Abalar

link

Słowo potwór zdecydowanie ma konotacje pozytywną. Dzieci me nazywane tak pieszczotliwie identyfikują się w całej rozciągłości.

dodał: dorota, Wtorek, 23 listopada 2010 13:21

Tak szczerze powiedziawszy nie wiem co napisać :) Naprawdę jestem tą książeczka zachwycona, ale rzecz jasna nie tylko ja, bo Nikodem pokochał ją od pierwszego wejrzenia... Na początku na pewno za te potworki na okładce, później zdecydowanie za jej zawartość :)
Niby straszne, a jednak bardzo zabawne, rozśmieszają mojego synka do łez :)
Dzięki tej książeczce już na pewno nie będzie się bał, żadnych straszydełek z pod łózka, ani z szafy :)
Ale oprócz rewelacyjnych wierszyków, znajdziemy w książce coś jeszcze niezwykłego... Są to ilustracje :)
Śliczne, takie barwne, bardzo zabawne... Wszystkie nam się podobają :) Mały uwielbia je oglądać.
I prawie zapomniałabym o jeszcze jednej rzeczy. O okładce... Nie widać tego tutaj dokładnie, ale jest ona złota... Pierwszy raz spotkałam się z taką oprawą i bardzo mi się spodobała. Taka inna niz inne :)
Ale w końcu to książka ze złotej kolekcji :)

dodał: Marta mama Nikusia, Poniedziałek, 20 lutego 2012 22:55

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Nocnik
  • Ryms na Facebook
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Grzmot
  • Książki dla dzieci
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • salon ciekawej książki
  • Pelerynek i pogoda pod psem
  • Tashka
  • raz dwa psy