Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (5-7 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Nowość

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Bajka o czasie

Autorzy: , dodano Wtorek, 16 listopada 2010 | kategoria: Książki dla dzieci (3-5 lat), Książki dla dzieci (4-6 lat)

„Bajka o czasie”
Eliza Piotrowska
ilustr. Magdalena Kozieł-Nowak
Wydawnictwo Literatura, 2009

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Bajka na czasie

Czym jest czas? - zastanawiają się filozofowie. Dla przedszkolaków czas to zegar z grubym i chudym patyczkiem. To tykanie, które dobiega z tarczy, jeśli na chwilę wytęży się słuch, a także bim, bam, bim, bam, bim, bam, które wesoło, ale i dostojnie unosi się w babcinym mieszkaniu.

Książka, którą chciałabym omówić, bynajmniej nie zmaga się z pojęciem czasu. Nie tłumaczy, czym jest czas ani jak go zmierzyć. Jest to raczej bajka – przestroga, bajka – żółta kartka dla rodziców i dzieci, którym ciągle brak czasu i mają z tego powodu mnóstwo kłopotów. Począwszy od jedynki w szkole, przez kłótnie przy posiłku, na koszmarach nocnych skończywszy. A że nieustanny pośpiech i brak czasu są coraz powszechniejsze, co związane jest z postępem cywilizacyjnym, „Bajka o czasie” mogłaby z powodzeniem nazywać się „Bajką na czasie”. Czyż nie?

Głównymi bohaterami opowiastki Elizy Piotrowskiej są dwie rodziny. Jedna zamieszkuje Zegarowo Dolne, gdzie nie ma „metra, kafejki internetowej, telefonów komórkowych ani multikina” ale jest dużo wolnego czasu. Druga rodzina to mieszkańcy Zegarowa Górnego. Tam, jak nietrudno się domyślić, jest wszystko oprócz czasu: mulitikino, drogie samochody, telewizory plazmowe i telefony komórkowe. Na 48 stronach książki obserwujemy jak mija dzień naszym bohaterom. Spotykamy ich przy śniadaniu, na popołudniowym spacerze lub przed telewizorem. Widzimy jaki smutny jest dzień Hanki i Kuby z Zegarowa Górnego, których rodzice są tak zabiegani, że wręcz nie zauważają dzieci. Hanka i Kuba wstają z łóżka niechętnie, w pośpiechu zjadają śniadanie, dostają w szkole jedynki, jedzą chipsy zamiast obiadu, ślęczą przed telewizorem zamiast pójść na spacer, a w nocy męczą ich koszmary senne. Ich świat odmalowany jest w chłodnej tonacji, dominują szarości, fiolet i błękit burzowego nieba. Gdzieniegdzie pojawia się zielony akcent.

Zupełnie inne są przygody Kuby i Hanki z Zegarowa Dolnego. Zacznijmy od tego, że ich buzie są ciągle roześmiane, sny kolorowe, bez beboków i duchów, a głowy pełne marzeń oraz niesamowitych historii. Hanka chodzi na spacery z pieskiem, ma swoją skrytkę w konarze starego dębu. Tam przesiaduje z bratem, przyjaciółką i Bobikiem. Pisze również bajki, gdyż jak już wspominałam wyobraźnia podsuwa dzieciom niesamowite historie. Dzieci grają z rodzicami w gry planszowe, nie smucą się zbytnio, gdy przegrywają. Rodzice mają ogromną ilość czasu dla dzieci, więc odrabiają z nimi lekcje, rozmawiają i czytają im bajki.

Odwrotnie dzieje się w rodzinie z Zegarowa Górnego. Para małżeńska przypomina mi Pana i Panią X z filmu „Niania w Nowym Jorku”, z tą różnicą, że książkowa mama chodzi do pracy. Rodzice są zabiegani, ukryci za swoimi telefonami, gazetami i sprawami do załatwienia. Ciągle gdzieś znikają, a gdy już pojawiają się w domu unikają dłuższego kontaktu z dziećmi albo wygłaszają moralizatorskie tyrady. Najczęściej wpatrują się w telewizję i w samych siebie.

Jednak książka nie kończy się smutno. Ostatnie zdanie pełne jest optymizmu i wiary w to, że jeszcze wszystko da się odmienić. Narrator mówi: „ Nic się nie martw, jeszcze nie wszystko stracone, jeszcze na wszystko przyjdzie czas, również na długi niedzielny spacer”.

Każda bajka ma morał. Bez pouczenia nie mielibyśmy do czynienia z bajką tylko z jakąś luźną historyjką. Jak twierdzi Bettelheim, morał ma głęboki sens, porządkuje dzieciom świat, mówi jasno, co jest dobre, a co złe, uspokaja lęki, choć sama bajka daje upust różnym emocjom, także tym negatywnym. Zastanawiam się jakie wnioski z „Bajki o czasie” wysnułby mój syn. Przychodzą mi na myśl tylko takie, z którymi nie chcę i nie mogę się zgodzić. Po pierwsze, że telefon komórkowy jest zły, podobnie jak mulitkino, metro czy kafejka internetowa. Dlaczego są złe? - bo kradną czas. Po drugie – zabiegani rodzice to źli rodzice. Brak czasu jest winny wszelkim jedynkom, złym nawykom żywieniowym – tutaj akurat autorka może mieć rację, i sennym koszmarom. Te ostatnie na bank zdarzają się wszystkim dzieciom, także tym, których rodzice są wzorcowi. Po trzecie – moralizatorskie tyrady rodziców trwają bardzo krótko. Z doświadczenia wiem, że zrzędzenie matki nad niewinnym rozbiciem szklanki może trwać w nieskończoność.

Łucja Abalar

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • liczby i kolory
  • ryms w empikach
  • OKO
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Ryms na Facebook
  • zbuntowany elektron
  • Przed twoimi urodzinami
  • Arctic
  • ksiazka za dyche
  • maly atlas ptakow