"Dzikoludek"
Beata Ostrowicka
ilustr. Elżbieta Wasiuczyńska
Wydawnictwo Literatura, 2010
"Lulaki, pan Czekoladka i przedszkole, czyli ważne sprawy małych ludzi"
Beata Ostrowicka
ilustr. Aneta Krella-Moch
Wydawnictwo Literatura, 2009
książka plus płyta CD
Galeria zdjęć:
Dzikoludek i Hubercik, czyli przedszkolaki w natarciu
Aby zrozumieć dziecko i mądrze je wychować, trzeba sobie przypomnieć uczucia i troski z własnego dzieciństwa. Rozbite kolana, kraksy na rowerze, wstyd, gdy zapomniało się kapci do przedszkola i potwory w ciemności: to tylko niektóre z nich. Takie wspomnienia nie są przyjemne, ale pozwalają nam wczuć się w trudności małego chłopca czy dziewczynki, pozwalają patrzeć na sprawy dzieci z ich poziomu, nie z góry, skąd wszystko wydaje się mniejsze, mniej istotne.
Dla rodziców, którzy pragną zrozumieć swoje przedszkolaki, a niechętnie wracają do własnego dzieciństwa, polecam książki Beaty Ostrowickiej. Mam tu na myśli dwie pozycje: „Lulaki, pan Czekoladka i przedszkole czyli ważne sprawy małych ludzi” oraz „Dzikoludek”. Pierwsza z nich znalazła się na „Złotej liście” akcji „Cała Polska czyta dzieciom” i jest rekomendowana jako książka rozwijająca wyobraźnię, pobudzająca do refleksji ale i do śmiechu, mądra i piękna w warstwie językowej oraz plastycznej. Zajrzyjmy do środka.
„Lulaki...” to krótka historia będąca zapisem typowego dnia kilkulatka, Hubercika. Czytamy tam o jego powolnym wstawaniu, marudzeniu przy wychodzeniu z domu do przedszkola. O zajęciach w przedszkolu – Hubercik ogląda przedstawienie, chlapie się zupą przy obiedzie, leżakuje. Potem wraca do domu, po drodze zabierając tonę piasku z piaskownicy, która to tona, proszę mi wierzyć, mieści się w kieszeniach i skarpetkach. A w domu? Jest wojna poduszkowa oraz kąpiel – długa i mokra. Dzień kończy się, gdy tytułowe Lulaki zabierają Hubercika w krainę snu.
„Dzikoludek”, z kolei, to dzień z życia przedszkolaka w sobotę albo w wakacje. Nie idzie do przedszkola tylko „dziczy” - jak to dzikoludek - w domu. A to: łóżka nie pościeli, ubrudzi dywan farbami, rozrzuci klocki, rozleje sok, poplami sobie rękawy sosem, wychlapie wodę z wanny – na kafelki i dywanik. Zbuduje także wielkiego bałwana oraz śniegowy zamek. Namaluje kosmitów, a w zasadzie wielki atak kosmitów i grzecznie zaśnie. Przedtem jednak zapewni swoją mamę, że był bardzo grzeczny!
Książki Beaty Ostrowickiej to nie są literackie perełki. To mądre książki o tym, co jest ważne dla przedszkolaków. Autorka prosto i z odrobiną humoru pokazuje świat ważnych spraw naszych dzieci, jednocześnie go dowartościowując. Podpowiada rodzicom, jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami np.: daje sprytne wskazówki jak obudzić zaspanego marudera – świetne „pukacze – stukacze”, czy docenić zachowanie „dzikoludka”, który niekoniecznie był grzeczny.
Lektura „Lulaków...” , wraz z wycieczką do przedszkola, podczas której dziecko zobaczy: jak to miejsce wygląda, gdzie jest szatnia, a gdzie sala zabaw i jakie są zabawki, może znakomicie poprzedzać dzień, w którym to nasz mały lub mała staną się przedszkolakami. Historia Hubercika pomoże oswoić się dziecku z nową sytuacją, pokonać lęk związany z kontaktami z innymi dziećmi. Może też być podstawą do rozmowy o tym, co było wesołe, a co trudne w obcym miejscu.
Na koniec chciałabym podkreślić, że niewątpliwą zaletą „Dzikoludka” są ilustracje. Elżbieta Wasiuczyńska, która nadała sympatyczną formę Panu Kuleczce, odmalowała dziecięcy świat pełen kontrastów, dynamizmu i fantazji. Posługując się farbami, artystka doprawiła tekst do smaku, choć przedstawiła fabułę dosłownie: jak napisane, że kołdra na podłodze, to leży, jak miał być bałwan z czterech kul, to jest. W „Lulakach...” ilustracje, które stworzyła Aneta Krella-Moch, są tłem, wdzięcznym, ale mniej popisowym.
Tak czy siak, z powodu tekstu czy ilustracji, życzę udanej lektury!
Łucja Abalar
link