Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Ucho od śledzia

Autorzy: , dodano Środa, 6 października 2010 | kategoria: Książki dla dzieci (10-12 lat), Książki dla młodzieży

"Ucho od śledzia"
Hanna Ożogowska
Wydawnictwo Zielona Sowa, 2009
seria: Książka do plecaka

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Michał z „Ucha od śledzia” i dzisiejszy gimnazjalista

Mam wrażenie, że wiele lektur lubianych przez nasze pokolenie, podsuwanych nam przez naszych rodziców i dziadków dezaktualizuje się w szybkim tempie. Co czytałam ja (40 lat), cenili moi rodzice (ok. 70 lat), często nie oferuje już nic moim dzieciom (9 i 15 lat). Postanowiłam sprawdzić, jak przetrwała Hanna Ożogowska, czytając na nowo moją ulubioną w dzieciństwie książkę „Ucho od śledzia”.

Bohaterami są lokatorzy na wpół zrujnowanej warszawskiej kamienicy. Czas akcji – lata 60. XX w. Dla moich synów – równie dawno – jak za Kazimierza Wielkiego lub w czasach zaborów.

Z zawieruchy wojennej ocalało tylko jedno nadające się do użytku wielkie przedwojenne mieszkanie na pierwszym piętrze, w którym zamieszkuje obecnie… pięć rodzin! Kuchnia i łazienka – wspólne, ściany cienkie, intymności żadnej. Mikroświatek kamienicy poznajemy oczyma trojga młodych bohaterów. To dwóch chłopaków – szóstoklasista, zasiedziały już mieszkaniec Witek i jego kolega z klasy, nowo przybyły do Warszawy Michał oraz ich koleżanka, również „nowa” w kamienicy Agnieszka z siódmej (dziś to by już była pierwsza klasa gimnazjum).

Jest takie ładne, stosunkowo nowe słowo, które najlepiej charakteryzuje Michała (bo przede wszystkim jego dojrzewanie koncentruje uwagę autorki i czytelników) – „nieprzystosowany”. Przyjechał z Łodzi do wujka, na prośbę matki, która po owdowieniu wyszła drugi raz za mąż, ale próba ułożenia życia na nowo nie bardzo jej się udała – ojczym Michała okazał się pijakiem. Michałowi potrzeba „męskiej ręki”, nie szanował ojczyma, nie uczył się (repetował klasę), nie jest posłuszny. Jego zachowania wywołują spiętrzenie konfliktów w kamienicy, również w klasie staje się wyrazistą osobo(bli)wością. Sam postrzega siebie jako osobę szczerą. Tylko, że ta jego szczerość jest… bolesna, nawet krzywdząca. On nazywa „szczerością” umiejętność dokuczania innym. Gdy jednej z sąsiadek zginęły kotlety przeznaczone na świąteczny obiad, Michał zasugerował, że wyżarła je kotka jednej z sąsiadek lub piesek drugiej. Awantura skończyła się wywiezieniem kotki z miasta. Kiedy indziej Michał bezwzględnym, raniącym komentarzem wywołał atak sercowy u najstarszej sąsiadki. Nie czuł się winny - za każdym razem mówił przecież prawdę lub sugerował prawdopodobne zdarzenie.

Sytuacja zmienia się, gdy Michał ulega wypadkowi (nota bene przez własną nieostrożność). Wszyscy sąsiedzi, których lekceważył, obrażał, dokuczał – na zmianę opiekują się nim. Pomagają bezinteresownie, z dobroci serca, bo potrzebującym się pomaga. Michał wysłuchuje historii życia Agnieszki, jeszcze trudniejszej niż jego: dziewczyna jest sierotą, do przybycia do Warszawy zamieszkiwała u krewnych w Rzeszowie, którzy źle ją traktowali. Mimo to Agnieszka nie traci radości życia i umiejętności poprzestawania z ludźmi, pomagania im i przyjmowania pomocy. Samotnie spędzona Wielkanoc (tylko w towarzystwie sąsiadów) staje się kolejną inspiracją i czasem Michałowych przemyśleń. Chłopak zmienia się, pomoc innym nie wydaje mu się już „frajerstwem” czy marnowaniem czasu, zaczyna wiele rozumieć. I – uwaga! – przemiana nie jest z rzędu cudownych, nagłych, nieprawdopodobnych. Autorka świetnie pokazuje nam przemianę dojrzewającego chłopaka – z egoistycznego dziecka w socjalizującego się nastolatka.

Opisy życia szkoły (klasy Witka i Michała), pozbawione natrętnego dydaktyzmu, mogą zainteresować dzisiejszego gimnazjalistę: konflikty wewnątrzklasowe, tworzenie się „paczek”, pierwsze flirty, bójki, młodzieżowy język (tytułowe „ucho od śledzia” to powiedzonko Michała), rozwiązywanie problemów bez pomocy nauczycieli…

Dla uważnych i zainteresowanych kolejna gratka: obraz codzienności Warszawy lat 60. ubiegłego wieku. To ciągłe odbudowywanie (wspomina się dopiero o planach odbudowy Zamku). Wszyscy mieszkańcy domu są jakoś dotknięci przez los (w domyśle: przez wojnę). Najstarsi mieszkańcy stracili jedynego syna w powstaniu (nie pada nazwa: powstanie warszawskie, mówi się po prostu o powstaniu, ale jednak jest wspominane), jedna z mieszkanek jest wdową, druga ma nerwicę wynikającą z jakichś dawnych przeżyć… Sam dom, jeden z pełnoprawnych bohaterów „Ucha od śledzia” jest niemal ruiną: parter, drugie i trzecie piętro są zrujnowane, funkcjonuje tylko klatka schodowa i wielkie mieszkanie na pierwszym piętrze, zajęte przez niemal 20 osób. I jakoś te trudne warunki nikogo nie dziwią, wszyscy zgodnie narzekają, czekają na przeprowadzkę, normalny jest sześciodniowy tydzień pracy i szkoły, brak w mieszkaniu pralki, telewizora, telefonu (dzwonić chodzi się na pocztę lub do znajomych, którzy dorobili się tego skarbu).

Sprawdziłam, dam moim dzieciom do czytania: „Ucho od śledzia” Hanny Ożogowskiej pozostało świeżą i interesującą książką również dla kolejnego pokolenia.

Anna Szerszunowicz, Białystok, laureatka wrześniowego konkursu "Rymsa" na recenzję książki dla młodzieży

link


Zobacz także:


Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Kajtek
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • OKO
  • Rekordzisci
  • ryms w empikach
  • Przed twoimi urodzinami
  • mama czy ania
  • trzy mam ksiazki
  • ksiazka za dyche
  • zbuntowany elektron
  • zoo litery
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • klątwa dziewiątych urodzin
  • praktyczny pan
  • Ryms na Facebook