Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Dużo śmiechu, trochę smutku, to historia o mamutku

Autorzy: Wilkoń Józef , dodano Środa, 12 lutego 2014 | kategoria: Książki dla dzieci (3-5 lat), Książki dla dzieci (4-6 lat),

"Dużo śmiechu, trochę smutku, to historia o mamutku"
Wiktor Woroszylski
ilustr. Józef Wilkoń
Wydawnictwo Wytwórnia, 2008

« wróć na stronę listy informacji o książkach

„Mamutko mamusieńko –
kwilił mamutek cienko –
taki bzydki dinozaur
byłby mamutka pozarł!”
 
Pamiętam ten fragment z dzieciństwa, jak recytowała go moja mama, ale nigdy nie umiała mi powiedzieć, z jakiej książki pochodził. Dobrze go zapamiętałam, bo bardzo mi się podobał i zawsze miałam przeczucie, że musi to być jakaś nader sympatyczna opowieść. Miałam rację. Kiedy niedawno trafiłam na tytuł "Dużo śmiechu, trochę smutku, to historia o mamutku" wiedziałam, że znany mi cytat musi pochodzić z tej książki. Niezmiernie się ucieszyłam, że wreszcie będę mogła poznać resztę historii. A oto czego się dowiedziałam...
Głównym bohaterem tej bajki jest właśnie owy mamutek, nazwany przez autora Lutkiem. Żyje szczęśliwie pośród innych mamutów, wraz z tatą Jonatanem i mamą Danutą. Lutek jest mamutkiem o wyjątkowo bujnej wyobraźni, śnią mu się potwory albo boi się dinozaurów (które, jak wiadomo, w tamtych czasach już nie żyły) i często opowiada niestworzone historie. Lutek ma więc opinię kłamczucha i tchórza. To jednak właśnie on zauważa nadciągający lodowiec. Niestety, gdy próbuje ostrzec rodziców, ci mu nie wierzą. Wkrótce okazuje się, że mamutek mówił prawdę. Zwierzęta uciekają w popłochu przed mrozem i lodem, a wraz z nimi także rodzina mamutka. Lutek biegnie co sił i nie zauważa, że nie ma z nim mamy ani taty. Zginęli niestety pod lodowcem. Lutek dzielnie idzie dalej i w tajemniczy sposób udaje mu się dotrzeć do miejsca, które stanie się jego nowym domem. A gdzie się ten dom znajduje? Nie będę Wam tego zdradzała, bo popsuję efekt zaskoczenia i radość z wzruszającego zakończenia, które warto poznać samemu.
Książka Woroszylskiego to arcydzieło literacko-plastyczne. Choć historia wcale nie jest taka wesoła, niesie z sobą dużo ciepła i optymizmu. Dzieje się tak dlatego,  że napisana jest z dystansem i humorem. Czytając ją przeżywamy dokładnie to, co zapowiada tytuł – trochę śmiechu, trochę smutku. A wszystko w doskonałych proporcjach. Przyjemność z lektury jest tym większa, że autor posługuje się językiem jak artysta, z dużą swobodą i wyczuciem. Wspaniałej treści wtórują genialne ilustracje Józefa Wilkonia. Rysunki, stylizowane na dawne malowidła naskalne, są proste, lecz bardzo sugestywne. Idealnie współgrają z tekstem i oddają nastrój wydarzeń – są smutne, to znów wesołe, zabawne i przejmujące. "Dużo śmiechu, trochę smutku..." dzięki swemu niepowtarzalnemu urokowi jest książką absolutnie wyjątkową!

Adriana Dobrzyńska-Suchy

 

***

Joanna Olech, Przytulić mamutka…

Niemal muzealnej wartości egzemplarze książki Dużo śmiechu, trochę smutku, to historia o mamutku hołubione są przez jej entuzjastów jak obiekty kultu – oto spotkało się kapitalne pióro Wiktora Woroszylskiego z mistrzowskim piórkiem Józefa Wilkonia i obaj panowie zagrali taki duet, że buty spadają z wrażenia!

Wiktor Woroszylski uczynił z gruboskórnego mamuta rozczulającą przytulankę – niezgrabnego malutkiego olbrzyma, osamotnionego na świecie po katastrofie globalnego zlodowacenia. Historia jest napisana po mistrzowsku – przy lekturze nasuwa się wspomnienie absurdalnych wierszyków Stefana Themersona i Edwarda Leara. Bardzo dowcipny, rytmiczny wiersz ma cechy samoprzylepne – przykleja się do naszej wyobraźni i tkwi w niej, niezawodnie, przez lata.

Żyły mamuty w stadzie

w zrozumieniu i ładzie;

widać na tym przykładzie,

że dobrze bywa w stadzie.

Historia o mamutku jest jedną z najpiękniejszych książek dla dzieci powojennej Polski. Rozmach, klasa rysunku, dezynwoltura Józefa Wilkonia – wszystkie te cechy pozwalają zrozumieć, skąd się wziął prestiż Polskiej Szkoły Ilustracji, przypadającej na lata 60. i 70. XX wieku. Oto w roku 1961, kiedy książki dla dzieci zaludnione były traktorzystkami i milicjantami – ukazała się w niebagatelnym nakładzie książeczka tak nowoczesna i zuchwała, że mimo upływu niemal pół wieku zachowała świeżość evergreenu. Henry Matisse nie powstydziłby się tych śmiałych uderzeń pędzla, tej wyrafinowanej, prostej kolorystyki.

Wilkoń jest mistrzem prostoty – wielokrotnie odwoływał się w swoich ilustracjach do malarstwa naskalnego z Altamiry i Lascaux, do niezwykłych osiągnięć genialnego dzikusa. Nie można było lepiej wybrać środków malarskich dla „mamucich” ilustracji – neolityczny artysta, do którego Wilkoń nawiązuje, jest wszak współczesnym naszego „Lutka”. A wdzięk, jakim grafik obdarzył toporne, prehistoryczne zwierzę – to prawdziwa sztuka magiczna.

Pomysł przywołania tej wspaniałej książki po latach i oddania jej w ręce nowej generacji czytelników witam z wielką radością i entuzjazmem. Mamuty wyginęły, ale niechby ocalał chociaż jeden, kapitalny mamutek.

Dużo śmiechu, trochę smutku, to historia o mamutku, Wiktor Woroszylski, il. Józef Wilkoń, Wytwórnia, 2008, [w:] Ryms nr 04, 2008, str. 25

link


Zobacz także:


Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • znajdz nas
  • trzy mam ksiazki
  • z duchem do teatru
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • ryms w empikach
  • co sie dzieje
  • Kajtek
  • zoo litery
  • Ryms na Facebook
  • Przed twoimi urodzinami
  • OKO
  • zbuntowany elektron
  • ksiazka za dyche
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej