Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Dachołazy

Autorzy: , dodano Środa, 1 listopada 2017 | kategoria: Nowości, Książki dla dzieci (7-10 lat), Książki dla dzieci (10-12 lat)

"Dachołazy"
Katherine Rundell
przeł. Tomasz Bieroń
Wydawnictwo Poradnia K, 2017

« wróć na stronę listy informacji o książkach

 

SOPHIE Z PARYSKICH DACHÓW, CZYLI O TRUDNEJ SZTUCE BYCIA ORYGINALNĄ

Okładka „Dachołazów” jest zapełniona po krawędzie informacjami o nagrodach, które otrzymała autorka Katherine Rundell. Chwali Philip Pullman, chwali Joanna Olech. Zza tej feerii zachęt wyziera nieśmiało klimatyczna ilustracja, na której gołębie fruwają nad dachami Paryża.

Katherine Rundell sięga po schemat, na którym najlepiej buduje się opowieść bohaterską, zarówno w mitologiach, jak i w kulturze popularnej. Rodzice umierają bądź są niedostępni, a sierota wychowuje się w domu obcych ludzi, żeby potem ujawnić swoją moc lub talenty. Nie wierzycie? To popatrzcie na ukochane postaci. Anna Shirley, demon empatii? Sierota. Tomek Sawyer, sympatyczny łobuziak? Sierota. Harry Potter, Chłopiec, Który Ocalał? Sierota. Bruce Wayne, wcielający się w pewną ikoniczną postać? Sierota, oczywiście, a przy okazji, tańczyliście kiedyś z diabłem w świetle księżyca?

Od utraty zaczyna się też historia Sophie, która po katastrofie statku w futerale na wiolonczelę dryfuje po wodach kanału La Manche. Roczne niemowlę znajduje ekscentryczny naukowiec Charles i postanawia zostać jego opiekunem. Wychowuje dziewczynkę na silną, niezależną osobę, która nie przejmuje się konwenansami i nie ma problemu z jedzeniem potraw serwowanych na okładkach książek (w ten sposób nie tłucze się talerzy). Kiedy Sophie kończy 12 lat, opiekunka społeczna uznaje, że nie wypada młodej pannie mieszkać z niespokrewnionym mężczyzną i zamierza zabrać dziewczynkę do sierocińca. Charles i Sophie postanawiają dyskretnie opuścić Anglię i wyruszyć do Paryża – dziewczynka wierzy, że znajdzie tam matkę, a w trudnym zadaniu ma pomóc adres, odnaleziony w futerale wiolonczeli.

Tak mniej więcej kształtuje się zawiązanie akcji i brzmi to obiecująco. Potem robi się jeszcze ciekawiej: w Paryżu Sophie poznaje Matteo, którego domem są dachy. Nigdy nie schodzi na ulice, najbezpieczniej czuje się wysoko ponad nimi, pomiędzy kominami, wieżami i gargulcami. Na dachach mieszkają też inne dzieci, oddzielne plemię zamieszkuje drzewa, łączy ich natomiast strach przed gariers, niebezpiecznym gangiem ulicznym, złożonym z dorastających chłopców krążących w okolicach dworców.

Opis fabuły nadal brzmi dobrze, ale czas najwyższy wyznać, że „Dachołazy” niezbyt mi się podobały. Być może jestem po prostu za stara i nigdy nie przeżyję już tego szarpnięcia fascynacji, które zdarzyło mi się przy lekturze cyklu J.K. Rowling (byłam już wtedy na studiach) czy przygód rodzeństwa Baudelaire (też sieroty, ha!). Mam wrażenie, że Rundell skomponowała swoją książkę z elementów znanych i kochanych. Zrobiła to zgrabnie, przyznaję, ale dla mnie jest to dzieło zbyt wykoncypowane, zbyt… hm, cyniczne to może zbyt poważne słowo. W każdym razie nie widzę u autorki tej nadzwyczajnej wyobraźni, którą zachwyca się na okładce Pullman. Widzę za to sprawną rzemieślniczkę, która odrobiła lekcje z literatury dziecięcej oraz aktualnych tematów i dostała piątkę z plusem.

Dom Charlesa i Sophie przypomina do złudzenia Willę Śmiesznotkę – nie pod względem topografii, ale panujących w nim obyczajów. Można jeść przez pół roku ciastka i pieczone ziemniaki, nosić własnoręcznie uszyte ubrania i sypiać na szafie. W opozycji stoi sierociniec, reprezentowany przez Ciotkę Paszczaka, przepraszam, pannę Elliot: miejsce opresyjnych reguł tłamszących indywidualność, w którym kochająca książki dziewczynka raczej nie będzie czuła się dobrze (patrz: „Bardzo Fajny Gigant” a.k.a. „Wielkomilud” i jego bohaterka Sophie, nomen omen). W Paryżu Sophie i Charles trafiają do sklepu z wiolonczelami, a tam stary sprzedawca, niczym pan Olivander z cyklu o Potterze, mówi, że pamięta każdy wykonany przez siebie instrument i osobę, która go kupiła. Chłopcy z dachów i dziewczynki z drzew mogliby równie dobrze należeć do gromady Zaginionych Dzieci pod wodzą Piotrusia Pana. Widzicie, do czego zmierzam? A pójdę jeszcze dalej stwierdzając, że Rundell pisze pod publiczkę, omijając problematyczne momenty.

Wspomniałam powyżej o słynnych sierotach, które pomimo dzieciństwa naznaczonego utratą, potrafią radzić sobie w życiu i z życiem – być może właśnie dzięki hartowi ducha, wyrobionemu przez trudną młodość. Autorka „Dachołazów” wprawdzie pozbawia Sophie rodziców, ale dziewczynka niezbyt z tego powodu cierpi. Oczywiście, czasem tęskni za matką, którą zdaje się pamiętać, ale nie rujnuje jej to szczególnie życia. Nie mieszka w komórce pod schodami, nie czyha na nią hrabia Olaf, nie musi niańczyć bliźniąt chorych na krup. Trafia do domu ciepłego i wyrozumiałego Charlesa, a ten opiekuje się nią z absolutnym oddaniem.

To urzekająca koncepcja, ale niszczy narracyjny schemat, bo nagła perspektywa traumy odroczonego o dwanaście lat sierocińca wydaje się mało przerażająca w przypadku ukształtowanej już bohaterki. Dziewczynka jest dzielna, wytrwała, uparta – bez trudu mogę sobie wyobrazić, jak rozkręca w zakładzie opiekuńczym porządny strajk i razem z innymi riot grrrlz zmienia instytucję nie do poznania. Jednak jej charakter jest nie tyle efektem walki z przeciwnościami losu, co skutkiem mądrego podejścia kochającego ojca, nawet jeżeli nie jest to ojciec biologiczny. Widzę w tym pewną poprawność polityczną, kolejny odprysk słusznej skądinąd mody na „dziewuchy” (patrz: książka Anny Dziewit-Meller czy „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” Eleny Favilli i Franceski Cavallo). Dziarska młoda panna powoli staje się produktem, który można otrzymać dzięki odpowiedniemu procesowi wychowawczemu. Jeżeli lubi jeszcze czytać książki, to mamy ideał, gdyż „książki są łomem, którym wyważysz drzwi świata” – mówi z przekonaniem Charles, ofiarowując podopiecznej na urodziny pięknie oprawione tomy ukochanych powieści. Dorastająca pod jego okiem Sophie wydaje się cała, nie ma w niej braku, pęknięcia. W związku z tym mało przekonująco wypada finałowa scena odnalezienia matki, którą też autorka dość raptownie urywa, jakby sama nie wiedziała właściwie, po co dziewczynce ta kobieta i jak wytłumaczyć fakt, że nie bardzo interesowała się losem niemowlęcia puszczonego na fale w futerale wiolonczeli (Mojżesz w koszyku, kolejny znany motyw).

Powtórzę jeszcze raz, wyraźnie i z uczuciem. Stworzenie modelowej powieści to nie grzech. Przygody są, atrakcyjna bohaterka kobieca na pierwszym planie jest, czyta się nieźle, jest też przesłanie, a nawet ze dwa. Gdybym miała osiem lat, pewnie byłabym tą książką zafascynowana, bez cienia wątpliwości zamierzam obdarować nią zaprzyjaźnioną córkę sąsiadki. Jednak jako osoba dorosła trochę zbyt wyraźnie widzę szwy „Dachołazów” i te szwy mnie drapią, uwierają. Nic na to nie poradzę.

 

Olga Wróbel - z wykształcenia kulturoznawczyni, z zawodu muzealniczka, z zamiłowania rysuje komiksy i czyta książki. Prowadzi bloga Kurzojady.

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • OKO
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • zbuntowany elektron
  • maly atlas ptakow
  • Jano i Wito baner
  • Ryms na Facebook
  • ksiazka za dyche
  • liczby i kolory
  • Przed twoimi urodzinami
  • ryms w empikach