"Opowieść"
Joanna Papuzińska
ilustr. Stasys Eidrigevičius
Wydawnictwo Mila, 2010
Galeria zdjęć:
Wiele myśli o mamie, smoku i jamie
Czy którejś pani oświadczył się... No właśnie. Nie chłopak czy długoletni przyjaciel a synek - mały, może czteroletni wpatrzony w mamę jak w obrazek. Idę o zakład, że niejednej z czytelniczek taka sytuacja się zdarzyła. Może wywołała zakłopotanie, rozbawienie, a może tylko wzruszenie. Domyślam się, że Joannie Papuzińskiej nieobce są dziecięce oświadczyny skoro napisała wiersz „Opowieść”. Stało się to jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a jej syn, dziś już dorosły i poważny zapewne, mógł zainspirować poetkę. Wtedy jednak „Opowieść” o siedmiu rycerzach, którzy próbują odbić mamę z wieży i pokonać smoka, nie ukazała się drukiem. Po raz pierwszy czytelnicy zobaczyli i przeczytali ją w tym roku, dzięki staraniom poznańskiego wydawnictwa Mila. Przyznaję, że z ogromną radością witam tę książkę. Po pierwsze dlatego, że jest to kunsztowna poetycka robota, po drugie – ilustracje autorstwa Stasysa, które tchną magią.
Na wydawnictwo „Opowieść” składają się trzy wiersze. Oprócz tytułowego znajdują się tam również „Ja” oraz „Czarna jama”. Ten ostatni o strachu przed czarną dziurą i jednoczesnej ciekawości, aby w dziurę wleźć „aż po gardło”. Wydawnictwo Arka wydało „Ja” i „Czarną jamę” w latach osiemdziesiątych w niebotycznych jak na dzisiejsze czasy nakładach. Tylko drugie wydanie „Ja” miało blisko 100 tysięcy egzemplarzy nakładu.
Mam przed sobą dwa egzemplarze „Ja”. Jeden świeży, w twardej oprawie, świetnie złożony. Kredowy papier nadaje pastelom Stasysa koloru, szlachetności i trwałości. Drugi egzemplarz to „Ja” z przeszłości, który moi chłopcy dostali od dziadka, pasjonata literatury. Leżał wśród książek (egzemplarz wiersza, a nie dziadek, rzecz jasna) wątpliwej jakości, popisanych, nadgryzionych przez chomiki, papużki i mole. To „Ja” jest chude, na byle jakim papierze, w miękkiej oprawie, zszyte jak zeszyt. Ale nadal zachwyca, wybija się ze sterty pożółkłych czytadeł. Przyciąga uwagę chłopiec z okładki. Jego czapka jest statkiem – to parowiec. W nim siedzi zgraja dzieciaków, które trzymają chorągiew i rzucają kotwicę. Sznur jest splątany a kotwica przyczepia się do swetra. To zdaje się bawić maluchy.
Elektryzuje także tekst, niezwykle baśniowy. Poznajemy w nim chłopca bliżej. Dowiadujemy się, że tak jak inni „mają stada owiec” czy odrzutowiec, on ma dużo myśli w głowie. Myśli te są bardzo sprytne i robią wiele rzeczy. Skaczą jak sarenki, fikają koziołki. Są także nieśmiałe i wysokie jak Himalaje. Niektóre zaś leniwie pływają po niebie, a jeszcze inne rosną. I te ostatnie okazują się... Sami sprawdźcie. Mój syn po lekturze tego wiersza zadał mi pytanie – co to znaczy mieć duże myśli? Do tej pory zastanawiamy się z mężem, co odpowiedzieć. Czy to myśli, które są dorosłe, czy takie, co nie mieszczą się w głowie? Czy dotyczą spraw poważnych, czy wielkich jak słoń?
Poezja Papuzińskiej to cytując Grzegorza Leszczyńskiego „coś więcej niż prosta zabawa: jest niezapomnianym, ważnym przeżyciem”. Zachwyca tak samo jak pastelowe, dzieci, smoki i diabły. Pobudza wyobraźnię, inspiruje do refleksji, odważa się mówić, o tym co dla dzieci jest trudne, co je mami i przestrasza. Daje odpowiedź jak sobie radzić z lękiem, rozwija małego czytelnika, dowartościowuje świat jego przeżyć i myśli. Na koniec chciałabym podkreślić, że nie zgadzam się z tym, że „Opowieść”, „Ja” czy „Czarna jama” zginęłyby w gąszczu dziecięcych wierszy bez ilustracji Stasysa. Takie głosy pojawiają się na portalach literackich. Co więcej uważam, że znajdą się i tacy czytelnicy, którzy z powodów ilustracji właśnie tę książkę ominą. Uznają bowiem, że obrazy Stasysa są tak oryginalne, tak mało dziecięce, że nie wiadomo, jak ich pociechy zareagują. Może przestraszą się tych postaci z otwartymi ustami i diabła z jednym zębem?
Łucja Abalar
link
Zobacz także: