Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Fred, wymyślony przyjaciel

Autorzy: , dodano Czwartek, 31 sierpnia 2017 | kategoria: Nowości, Książki dla dzieci (4-6 lat), Książki dla dzieci (7-10 lat)

"Fred, wymyślony przyjaciel"
Eoin Colfer
ilustr. Oliver Jeffers
Wydawnictwo Format, 2017

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Wymyślony przyjaciel w świecie dziecka od dawna jest przedmiotem badań psychologów. Wiemy już, że posiadanie niewidzialnego towarzysza zabaw jest naturalnym procesem rozwoju emocjonalnego. Wiemy też, że wymyślony przyjaciel zaspokaja wiele ważnych potrzeb kilkuletniego dziecka. Mimo że pochodzi z nierealnego świata, dziecko widzi go i może z nim porozmawiać. Wyimaginowany przyjaciel zawsze nas wysłucha, kiedy chcemy pochwali, a gdy trzeba – pocieszy. Często jest powiernikiem największych sekretów. Bywa obrońcą lub przeciwnie – kozłem ofiarnym, na którego można zrzucić winę, nakrzyczeć, wyładować złość. Przede wszystkim jednak jest blisko dziecka, towarzyszy mu na co dzień, uczy empatii i trudnej sztuki radzenia sobie z wieloma uczuciami. Słowem – przyjaciel idealny.

Kiedy zaczęłam czytać „Freda, wymyślonego przyjaciela”, od razu pomyślałam o Albercie Albertsonie i tajemniczym Molganie („Kto obroni Alberta?”, Gunilla Bergström). Znamy ten schemat: samotne lub nieśmiałe dziecko stwarza sobie wyimaginowanego przyjaciela, najlepszego towarzysza zabaw. Potem następuje jakieś przełomowe wydarzenie, po którym wymyślony przyjaciel zostaje zastąpiony prawdziwym, zaś przyjaciel z wyobraźni znika. Tak stało się przecież z Molganem, niewidzialnym przyjacielem Alberta, który ulotnił się, gdy w życiu czterolatka pojawił się Wiktor.

Ale z Fredem rzecz ma się zupełnie inaczej. Eoin Colfer kieruje bowiem naszą uwagę nie na samotne dziecko, lecz na wymyślonego przyjaciela, który – jak się okaże – również cierpi z powodu samotności. Poznajemy Freda, gdy targany wiatrem, unosi się na niebie, niewidzialny niczym powietrze. Fred materializuje się dopiero wtedy, gdy pragnie go jakieś dziecko. Wówczas spływa z chmur i staje się widoczny dla swego nowego przyjaciela. Sensem życia wymyślonego Freda jest spełnianie życzeń prawdziwego dziecka. Fred posłusznie wypełnia więc wszystkie polecenia: przebiera się, rozbiera, gra w piłkę, sam staje się piłką… Ale choć bardzo się stara być najlepszym wymyślonym przyjacielem, zawsze nadchodzi chwila, gdy jego przyjaciel znajduje sobie towarzysza zabaw w prawdziwym świecie. W świecie, w którym nie ma miejsca dla wymyślonego Freda.

Wielokrotnie odrzucany, Fred marzy o kimś, komu byłby zawsze potrzebny, „o przyjacielu, który lubi książki, muzykę i teatr”. I wtedy pojawia się Sam. Samotny chłopiec, który okazuje się wymarzonym przyjacielem Freda. Obaj doskonale się ze sobą bawią: uczą się pantomimy, robią japońskie maski, grają na instrumentach, tworzą własny komiks. Ale najważniejsze jest to, że od spotkania Sama, Fred przestał znikać. Nie został zdmuchnięty między obłoki nawet wtedy, gdy Sam poznał nową przyjaciółkę, z którą spędzał coraz więcej czasu. Jak to możliwe?

Nie zamierzam zdradzać zakończenia. Tym bardziej, że część tej historii została opowiedziana za pomocą ilustracji, niż słów. Irlandzki pisarz przyznał wprost, że to Oliver Jeffers, autor ilustracji do „Freda, wymyślonego przyjaciela”, pokazał mu, jak myśleć za pomocą obrazu (1). Jeffers, znany w Polsce z takich książek, jak „Chłopiec i pingwin” czy „Lekkie życie Barnaby’ego Brocketa”, pracował nad ilustracjami do „Freda…” około trzech miesięcy (2). Inspiracji dostarczył mu Jean-Jacques Sempé, twórca niezapomnianych ilustracji do serii o Mikołajku (3). Niemal wszystkie ilustracje Jeffersa zostały stworzone czarną kreską – delikatną, ale precyzyjną. Największym wyzwaniem okazało się przedstawienie wymyślonego Freda – postaci, która w rzeczywistości nie istnieje. Ostatecznie irlandzki artysta ukazał niewidzialnego przyjaciela, wypełniając jego sylwetkę drobnymi, niebiesko-miętowymi kropkami. Istotnym elementem fizjonomii Freda jest też nienaturalnie wydłużony, karykaturalny nos, zwisający z kępki czarnych włosów. Poza Fredem, w kolorze pojawia się jeszcze wymyślona Frieda (żółte kropki), wymyśleni naukowcy – kobieta (różowa) i mężczyzna (zielony), a także kilka błyskawic i iskier. Podoba mi się ten minimalizm kolorystyczny dla odróżnienia świata wymyślonego od prawdziwego.

Kiedy skończyłam czytać „Freda…”, pomyślałam o tym, jak bardzo świat fikcji łączy się z rzeczywistością. W każdym razie może się łączyć, jeśli tego mocno pragniemy. Potem nasunęły mi się pytania dotyczące mieszania owych dwóch światów. Czy marzenia wymyślonego przyjaciela są wymyślone czy prawdziwe? Czy w wymyślonym życiu można mieć prawdziwego przyjaciela? I kto go bardziej potrzebuje: prawdziwy Sam czy wymyślony Fred? Jakkolwiek sobie na te pytania odpowiemy, na końcu może się okazać, że „przyjaźń to przyjaźń – wymyślona czy nie, rządzi się tymi samymi prawami”. Po prostu.

Ale powiedzieć, że „Fred, wymyślony przyjaciel” opowiada o przyjaźni, to jak stwierdzić, że „Księga dżungli” mówi o dzikich zwierzętach. Książka Colfera i Jeffersa nie jest tylko historią pewnej przyjaźni. To przede wszystkim opowieść o samotności i budowaniu relacji, o głębokiej potrzebie bliskości i akceptacji. I choć z początku może nam to umknąć, „Fred, wymyślony przyjaciel” opowiada również o dorastaniu i związanych z nim nieuchronnych pożegnaniach. Także z przyjaciółmi.

 

Przypisy:

1. Wywiad z E. Colferem z 23.11.2015 podaję za http://www.scottishbooktrust.com/blog/teachers-librarians/2015/11/eoin-colfer-on-imaginary-fred-and-picture-books [dostęp z 26.08.2017].

2. Tamże.

3. Wywiad z E. Colferem i O. Jeffersem z 11.09.2015 podaję za http://www.thebookseller.com/profile/oliver-jeffers-and-eoin-colfer-interview-312361 [dostęp z 26.08.2017].


Monika Solecka-Filipczak - z wykształcenia polonistka z kwalifikacjami korektorki, z zamiłowania - autorka małych form, reportaży, esejów i recenzji. W wolnych chwilach pisze krótkie teksty dla swoich dzieci - Alicji i Adama. Uwielbia literaturę dla najmłodszych. Stale czyta i często podróżuje. Łodzianka.

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Jano i Wito baner
  • OKO
  • maly atlas ptakow
  • zbuntowany elektron
  • Przed twoimi urodzinami
  • ryms w empikach
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Ryms na Facebook
  • liczby i kolory
  • ksiazka za dyche