Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Magnus i wiewiórka

Autorzy: , dodano Wtorek, 6 lipca 2010 | kategoria: Książki dla dzieci (7-10 lat)

"Magnus i wiewiórka"
Hans Peterson
przeł. Teresa Chłapowska
ilustr. Julitta Karwowska-Wnuczak
Wydawnictwo Poznańskie, 1986 (wyd. drugie)

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Gdy zastanawiałam się nad wyborem książki, którą chciałabym zrecenzować dla „Rymsa”, w oko wpadł mi stojący na półce w pokoju mojej córeczki, zaczytany egzemplarz „Magnusa i wiewiórki” szwedzkiego pisarza Hansa Petersona. Zaczytany przeze mnie, bo moje dziesięciomiesięczne dziecko jest jeszcze za młode na podobne lektury (choć profilaktycznie cała ich partia grzeje już miejsce w „poczekalni”, na wyższych partiach książkowego regaliku). Pamiętam, że gdy miałam osiem lat, czyli mniej więcej tyle, co książkowy Magnus, ta pozycja, zakupiona przez mamę w antykwariacie, zaliczała się do moich ulubionych „powracajek”, czyli książek, które mogłam wałkować w nieskończoność, wciąż i wciąż od nowa. Zresztą w przypadku „Magnusa” zdarza mi się to i teraz, gdy jestem już osobą dorosłą. To chyba cecha dobrej literatury: to coś, co nigdy się nie nudzi, niezależnie od wieku, i co czytane po kilka razy od początku, potrafi nas wciąż zaskoczyć.

„Magnus i wiewiórka” nie zalicza się do nowości. W Szwecji po raz pierwszy wydano książkę w latach pięćdziesiątych XX wieku. Z pewnością jednak jest to publikacja, wpisująca się w zacne tradycje skandynawskiej literatury dziecięcej, która w ciepły i przesycony humorem sposób ukazuje rzeczywistość z punktu widzenia małego człowieka.

„Magnusa...” chyba nie poleciłabym rozhukanym łobuziakom, wielbicielom „Koszmarnego Karolka” i „Kapitana Majtasa”. No, chyba, że będą mieli potrzebę wyciszyć się wewnętrznie i wcielić się w postać małego, samotnego i odrobinę nieśmiałego chłopca, który wraz z rodzicami zamieszkuje kamienicę w samym centrum Göteborga. Kamienicę, w której co gorsza nie ma poza nim żadnych innych dzieci i gdzie – o zgrozo! –nie wolno trzymać żadnych zwierząt, bo zabrania tego umowa lokatorska. Warunki umowy z wielkim samozaparciem egzekwuje surowy dozorca Andersson – w oczach małego Magnusa bezlitosny tyran z miotłą, nie lubiący dzieci i ganiący chłopca za najdrobniejsze przewinienia. W takich okolicznościach trudno się dziwić, że największym marzeniem Magnusa staje się posiadanie przyjaciela albo przynajmniej zwierzaka, którym mógłby się opiekować. Magnus ma niebywałe szczęście, bo niemal równocześnie udaje mu się spełnić oba te marzenia. W jego życiu pojawia się Mateusz – goniec z pobliskiego sklepu, który zaprzyjaźnia się z nim i staje się jego „prawie starszym bratem”. Pamiętam, że jako dziecko zawsze zazdrościłam Magnusowi tego przyszywanego starszego brata. Mateusz jest duży, silny, jeździ na motorze i nie raz udaje mu się wybawić Magnusa z rozmaitych opresji. To właśnie Mateusz, pokonując opór dozorcy Anderssona, podarowuje Magnusowi na lato młodą wiewiórkę Dżimi, która staje się jego towarzyszką zabaw, a jej obecność przyczynia się do różnych ekscytujących zdarzeń w życiu chłopca. Czy Magnus będzie w stanie znieść rozstanie z Dżimi, gdy dalsze trzymanie jej w mieszkaniu okaże się niemożliwe i nadejdzie czas, by zwrócić jej wolność?

Nie będę zdradzać więcej szczegółów książki. Zachęcam do jej przeczytania. „Magnus i wiewiórka” to przede wszystkim książka o przyjaźni, która łamie bariery wieku. Napisana jest lekko i z humorem. Wielki ukłon dla autora, który z niezwykłą swobodą porusza się po meandrach dziecięcej psychiki. Zabawne dywagacje Magnusa, jego komiczny niekiedy tok rozumowania, który potrafi – jak to u dzieci - wyprowadzać nieoczekiwane wnioski z zupełnie niewinnych dla dorosłego przesłanek, stanowiły dla mnie zawsze niezapomniany koloryt tej książki. Jako małą wprawkę tego stylu, pozwolę sobie przytoczyć jeden z moich ulubionych fragmentów, opisujący kłopoty głównego bohatera związane z korzystaniem z zegarka:

Magnus spojrzał na zegarek. Choć znał cyfry do dwunastu, było mu ogromnie trudno odczytać, która jest godzina. Prawie wszystkie dzieci w szkole znały się na zegarku, ale Magnus nie. Czasem był pewny, że dłuższa wskazówka pokazuje minuty, a krótsza godziny. Innym razem był równie pewny, że jest przeciwnie. Kiedy spytał mamy, odpowiedziała, że długa wskazówka pokazuje minuty, a ponieważ Magnus właśnie myślał, że to krótka wskazówka pokazuje minuty, postanowił zapamiętać, że jest przeciwnie. Ogromnie się ucieszył, że wpadł na tak chytry sposób. Krótka wskazówka pokazuje minuty, chociaż jest przeciwnie! Ale teraz zapomniał oczywiście, co było przeciwnie, i wszystko razem tak mu się okropnie pomieszało, że prawie nie miał odwagi spojrzeć na zegar. Czasem było siedemdziesiąt dwie minuty po dziewięćdziesięciu ośmiu. A czasem brakowało ośmiu minut, żeby w ogóle coś było. Przeważnie zaś było i jedno, i drugie na raz, i Magnusa głowa bolała od wysiłku, żeby wyliczyć, czy jest rano, czy wieczór, czy coś pośrodku.

Na pewno wielbiciele Astrid Lindgren dostrzegą, że styl Hansa Petersona zdradza podobną co i u niej wrażliwość i umiejętność wtopienia się w wewnętrzny świat dziecka (a jest to wbrew pozorom niełatwe zadanie, bo dziecięca perspektywa wcale nie jest tak prosta i jednowymiarowa, jak się często nam, dorosłym, wydaje). Czytałam gdzieś (nie pamiętam gdzie, możliwe, że była to biografia Astrid Lindgren), że pisarka, która od 1946 roku zatrudniona była jako redaktorka w wydawnictwie Rabén & Sjögren, służyła Petersonowi pomocą i radą podczas pracy nad jego cyklem opowieści o Magnusie. Można więc powiedzieć, że pobierał on nauki u najlepszego źródła.

Tym , których udało mi się zachęcić do przeczytania „Magnusa i wiewiórki”, polecam także dalsze części cyklu o małym mieszkańcu Göteborga: „Magnus, Mateusz i koń”, „Magnus w porcie”, „Magnus w niebezpieczeństwie”, „Magnus i pies pokładowy Jack”.

Agata Matraś, laureatka czerwcowego konkursu "Rymsa" na recenzję książki dla dzieci

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • zbuntowany elektron
  • co sie dzieje
  • z duchem do teatru
  • ryms w empikach
  • Ryms na Facebook
  • OKO
  • Kajtek
  • trzy mam ksiazki
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Przed twoimi urodzinami
  • zoo litery
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • znajdz nas
  • ksiazka za dyche