"Podróż na koniec świata"
Henning Mankell
przeł. Paulina Rosińska
Wydawnictwo W.A.B., 2010
Czy koniecznie trzeba wyruszyć w podróż na koniec świata, żeby zrozumieć pewne sprawy? Lubię metaforę mówiącą o tym, że tak naprawdę całe nasze życie jest ciągłą podróżą, czyli gromadzeniem doświadczeń, refleksji, dojrzewaniem do rozmaitych prawd...
Piętnastoletni Joel, bohater książki, marzy o tym, by zostać marynarzem, marzy też o podróży na koniec świata. Te pragnienia zdają się być w zasięgu ręki, bo Joel właśnie kończy szkołę, co oznacza, że będzie mógł zacząć pracować. Zanim to jednak nastąpi Joel musi zmierzyć się z przeszłością. Pozna swoją matkę, która z nieznanych powodów opuściła dom, małego Joela i jego ojca. Chłopaka wychowywał ojciec, kiedyś marynarz, dziś drwal. Obaj wyruszają na daleką wyprawę, z prowincji do wielkiego Sztokholmu. Okaże się, że poznanie matki nie będzie przełomowym wydarzeniem w życiu Joela. Większy wstrząs spowoduje choroba i w jej następstwie śmierć ojca. Mimo splotu dramatycznych wydarzeń Joel realizuje swoje marzenie o pływaniu na statku. Nagle musi stać się dorosły...
Książka Henninga Mankella jest napisana niezwykle oszczędnym językiem, nie znajdziecie tu rozbudowanych opisów i wymyślnych metafor. Może dlatego jest tak poruszająca, bo o tym, co najważniejsze opowiada szorstko i wprost. Emocje budzą się w nas, czytelnikach. I tak być powinno.
Ewa Skibińska
link