Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Fikus

Autorzy: Mycielska Wanda, dodano Piątek, 2 lipca 2010 | kategoria: Patronat Rymsa, Książki dla dzieci (4-6 lat), Książki dla dzieci (7-10 lat)

"Fikus"
tekst i ilustr.: Wanda Mycielska
Wydawnictwo Hokus-Pokus, 2009

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Zamów w sklepie

Fikus na całe zło

Rysopis: czerwony, gałgankowy słoń, najczęściej ubrany w kamizelkę i spodenki.
Wiek
: bliżej nieokreślony.
Miejsce zamieszkania:
Sao Paulo, Brazylia, w domu mamy Klary.
Znaki szczególne: trąba, „sto razy piękniejsza od jakiegokolwiek nosa”.

Tak wygląda Fikus, bohater książki Wandy Mycielskiej pod tym samym tytułem. Dlaczego Fikus? Bynajmniej nie chodzi tu o roślinę, o grubych, okrągłych liściach, którą niegdyś uparcie hodowało się w domach. Tak nazywa się słonik, który doskonale zna się na fikaniu. „Fik! Koziołek w lewo. Fik! Nogi do tyłu. Fik! Nogi do góry. Fik! Skoki, pląsy i wywijasy!”. A poza tym lubi układać wiersze, opowiadać „słoniaste” historie, filozofować, gubiąc się przy tym trochę, i podróżować. W tych zainteresowaniach jest podobny odrobinę do swoich książkowych kolegów: Kubusia Puchatka czy Misia Paddingtona, z tą tylko różnicą, że nie jest puchatym misiem.

Poznajemy Fikusa, gdy opowiada nam o swoim przybyciu do domu małej Klary. Od razu dowiadujemy się, że słonik jest „lekiem na całe zło”. Przegania smutki i nudę, opowiadając chorej dziewczynce niesamowite, wciągające historie. Potem staje się jej towarzyszem zabaw i kompanem wycieczek za miasto.

Przygody duetu: Klara i Fikus są niesamowicie piękne i egzotyczne. Dzieją się bowiem w Brazylii, gdzie dni są „gorące, a niebo jak niebieska emalia, bez jednej chmurki”. Przyjaciele mają okazję jeździć dżipem i podziwiać pola kukurydzy, drzewa bananowe, palmy, kolorowe papużki. Innym razem lecą samolotem i widzą z góry Rio de Janeiro, gdzie: „drapacze chmur jak pudełka od butów stojące pośród gór”, „morze jak szklana tafla, bez ruchu”, góry jak „dwa olbrzymy, jeden obok drugiego, jakby nie chciały się rozstać” i jeszcze jedna góra, „wyższa od tamtych z ogromną figurą Pana Jezusa na samym szczycie”.

Jeszcze smakowiciej przedstawia się obraz na wyspie Ilhaflora, dokąd płyną promem. „Piasek na wyspie Ilhaflora jest bielusieńki i sypki” a morze? Fikus odpowiada tak: „Są rzeczy na świecie, które trzeba zobaczyć własnymi oczami, poczuć własnymi uczuciami, powąchać własnym nosem lub trąbą i usłyszeć własnymi uszami”. Jakież musiało być zatem to brazylijskie morze, skoro nawet najbujniejszy język i wyobraźnia nie mogły tego opisać?

Oprócz wycieczek na łono przyrody, Fikus i Klara, wraz ze sztabem innych zabawek, robią „zwykłe rzeczy”: chodzą do dentysty, jeżdżą na zakupy, gubią się w mieście, robią urodzinowy tort, chorują, rozmawiają o prawdzie, przeżywają Boże Narodzenie. A jeśli święta to prezenty, pasterka, kolędy, zupełnie tak samo jak w Polsce. Szczególnie utkwiła mi w pamięci kolęda, którą Fikus nazywa „Bóg się rodzi, Moctruch leje” i dziwi się, „co on leje, ten Moctruch”. Opowiastka świąteczna kończy przygody gałgankowego słonia, spisane na 80 stronach. Kończy w sposób intrygujący i wzruszający zarazem.

Guilherme de Almeida, poeta brazylijski, napisał w 1964 roku (wtedy to ukazała się książka Mycielskiej w Brazylii) że „gdyby Mały Książę Antoine'a de Saint – Exupery'ego i Fikus poznali się, Książę na pewno zabrałby Fikusa na swoją asteroidę.”. Dlaczego? Po pierwsze, Fikus podobnie jak Mały Książę lubi się zastanawiać, prześwietlać zmurszałe prawdy, pytać. „To umieranie bardzo mnie interesuje. Ach, to niebo! Klara mi kiedyś mówiła, że niebo ma coś wspólnego z kochaniem i tą prawdą, w której się zaplątałem (...)”. Po drugie, gałgankowy słonik widzi świat jakby bardziej, spostrzega więcej detali, spogląda na wszystko z nieustannym zachwytem, z otwartą buzią, z podniesioną trąbą.

Po trzecie wreszcie, Fikus wprost nadaje się do kochania, jest miękki, „fikuśny”, mieści się małej rączce, da się ciągnąć za ucho, czesać i miętosić. Tylko czasem odpruje mu się uśmiech lub zamoczy futerko. No i jest z dzieckiem zawsze, gdy w pobliżu nie ma mamy. Przytuli, ukoi, pomoże zasnąć.

Łucja Abalar

***

Polska emigrantka Wanda Mycielska „popełniła” w swoim życiu tę jedną, jedyną książkę. Napisała ją bez wydumanych konceptów. Ot, jakby każdego wieczoru opowiadała swojemu dziecku kolejny odcinek bajki o sympatycznym słoniku. Tak zapewne było, bo książeczka - napisana ponad 40 lat temu - powstała z myślą o córce autorki, Klarze. Fikus to słonik z gałganków. Dlaczego Fikus? Bo pięknie potrafi fikać. Od pierwszego rozdziału to właśnie wesoły Fikus jako narrator opowiada różne historie: jak trafił do Klary, o wycieczkach na lotnisko, do zoo, nad morze, o relacjach z innymi zabawkami i tej najważniejszej – przyjaźni z „mamą” Klarą.

Wanda Mycielska przez wiele lat mieszkała w Brazylii. Dlatego tłem codziennych wydarzeń jest brazylijskie Sao Paulo. Ta egzotyka nie narzuca się nachalnie czytelnikowi, dodaje jedynie smaczku. Świat Plastusia, stworzonego przez Marię Kownacką, nie wykraczał poza szkolną klasę. Fikus Wandy Mycielskiej podróżuje dżipem, odwiedza lotnisko, je papaję. Ale to tylko trochę inne realia, które dziś, w dobie globalnej wioski, już tak nie dziwią. Poza tym tłem są zwyczajne – niezwyczajne wydarzenia: wizyta u dentysty, pieczenie tortu, zabawy z Klarą, jak choćby ta w personifikowanie chorób.

Książka jest napisana prostym, zrozumiałym językiem. I to jest jej ważnym atutem. Dzieci nie lubią przegadania, nie rozumieją jeszcze metafor. „Fikus” ma szansę spodobać się małym czytelnikom w Polsce również dlatego, że tworzą go opowiadania o wydarzeniach rodem z życia każdego małego człowieka, bliskich, zrozumiałych. Wreszcie – ilustracje, których przeoczyć się nie da. Zrobiła je sama autorka, nie posiadając artystycznego wykształcenia. Realistyczne, wierne szczegółom, przez to naiwne, a przy tym z wyczuciem koloru – jawią się nam jak z minionej epoki. I w tym ich cała wartość, są kompletnie inne od dzisiejszych artystycznych trendów, zapadają w pamięć, biją po oczach barwą i prostą formą.

W jednym z opowiadań pada takie zdanie: „kto rozumie gałgankowe słonie, rozumie także inne ważne rzeczy, których inni ludzie nie rozumieją”. Zdaje się, że Wanda Mycielska świetnie rozumie gałgankowe słonie. A czy „Fikusa” pokochają nasi najmłodsi? Dajmy im na to szansę.

Ewa Skibińska  

link


Zobacz także:


Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • ksiazka za dyche
  • Jano i Wito baner
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Ryms na Facebook
  • ryms w empikach
  • OKO
  • liczby i kolory
  • zbuntowany elektron
  • maly atlas ptakow
  • Przed twoimi urodzinami
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa