Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Wielkie małe książki

Autorzy: , dodano Piątek, 29 kwietnia 2016 | kategoria: Nowości, Patronat Rymsa, Książki dla rodziców

"Wielkie małe książki. Lektury dzieci. I nie tylko"
Grzegorz Leszczyński
proj. graf. Andrzej Tomaszewski
Wydawnictwo Media Rodzina, 2015

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Dla Grzegorza Leszczyńskiego waga lektur wieku dziecięcego jest sprawą bezdyskusyjną. Od lat pięknie opowiada on o "wewnętrznej bibliotece", która formuje się od dzieciństwa, a od dłuższego czasu zajmuje się czytelnictwem netgeneracji – pokolenia, któremu liter i obrazów dostarcza nie papier, a ekran komputera. Najnowsza książka ukazuje trójkąt pisarz – współczesny młody czytelnik – dostarczyciel i kontroler treści (rodzic, pedagog, badacz etc.) w obliczu zmian zachodzących w świecie (książki). Autor przeważnie przyjmuje perspektywę badacza, jednak bywa też wizjonerem i śmiało ujawnia przed nami swoją bibliomanię.

Leszczyński - badacz daleki jest od tego, by młodego czytelnika traktować protekcjonalnie. Dziecko, powiada, żyje w świecie frapującym i pełnym konfliktów, zaś ci, którzy rządzą książkami, cenzurują treści w nich zawarte do tego stopnia, że lektura traci kontakt ze światem, który dziecko otacza. Postawa taka uzasadniana jest wizją dzieciństwa jako okresu niezmąconej niewinności, której nie wolno skalać oraz wizją rozwoju jako procesu pozbawionego napięć. Jeśli trudniejsza do strawienia książka ma zwyciężyć w świecie łatwych do przyswojenia, dynamicznych treści – mówi autor – nie może być serwowana ani jak lekarstwo, ani jak produkt zdrowy, choć jałowy i niesmaczny. Bo "nudny" w dziecięcym rozumieniu tożsamy jest z "kiepskim", nudna treść to taka, której się nie uwewnętrzni.

Dzisiejszego młodego czytelnika proponuje Leszczyński traktować tak, jak traktuje się dorosłego – wciągnąć w grę uwodzenia. Nie oznacza to w żadnym razie schlebiania niskim gustom czy szukania skandalu, ale zaproszenie do rozciągniętej w czasie przyjemności współtworzenia znaczeń w miejsce przemocy pedagogizowania lekturą. Dziecko to mały człowiek, któremu należy się piękno, powaga, zachwyt, wiedza. Przykazanie pierwsze: zachwycać. Wszystko potoczy się dobrze, jeśli dostarczycielom treści uda się lawirować między nudą a kiczem i tworzyć książki, które wielorako rezonować będą w dziecku.

Kolejne rozdziały "Wielkich małych książek" traktują o różnych dziedzinach twórczości słownej przeznaczonej dla najmłodszych i młodych: o liryce, baśni i fantastyce, obyczajowej prozie młodzieżowej/inicjacyjnej, ale też o obrazie i postaci wizualnej książki. Naukowiec nawiązuje do historii form między innymi po to, by pokazać, jaki obraz dzieciństwa niesie dawna i nowa literatura dziecięca, jakie powinności przed sobą stawiała i stawia, jak wiele samodzielności przyznaje młodemu odbiorcy. Sympatią badacza cieszą się te tendencje w literaturze dziecięcej, które podkreślają godność i samodzielność małego człowieka. Przy czym dobitnie odróżnia Leszczyński prostotę (na przykład kołysanek) od jednoznaczności (wierszyków dydaktycznych), wskazuje pozytywny niepokój baśni (jako opowieści o dojrzewaniu i pokonywaniu ograniczeń) i płaski strach wzniecany przez utwory moralizatorskie. Ciekawostka: jaką dolegliwością dotknięta mogła być Pippi Pończoszanka?

Na przykładzie baśni dowodzi autor recenzowanej książki, że utwory ukazujące konflikty rodzinne i nieszczęście młodego bohatera towarzyszą ludziom od zarania dziejów, toteż bulwersująca literatura młodzieżowa odbijająca skomplikowaną kondycję współczesnej rodziny i społeczeństwa nie jest wykwitem zepsutych czasów. Podkreśla on wagę inicjacji przy pomocy opowieści, wieszcząc kulturze bez baśni jednowymiarowość. Na szczęście, twierdzi, mamy fantasy – spadkobierczynię baśniowej misji prowadzenia przez meandry dojrzewania.

Niewątpliwie intencją Leszczyńskiego jest wskazywać dobrych współczesnych pisarzy, poetów i ilustratorów bez względu na czas powstania dzieł. Doświadczony bibliotekarz, pedagog lub oczytany rodzic rozpozna wiele tytułów wspomnianych przez profesora. Ja liczyłam na nieco pilniejszą obserwację rynku książki dziecięcej i pełniejszą listę autorów rzeczywiście obecnych na półkach księgarskich i bibliotecznych. W "Wielkich małych książkach" badacz w dużej mierze powiela to, co pojawiło się u niego wcześniej – tak w zakresie nazwisk, jak i zaobserwowanych trendów wydawniczych. A przecież od chwili, gdy Leszczyński kilka lat temu wskazał szokujące śmiałością powieści Johna Greena, nastąpiła u nas greenomania za sprawą przeboju kinowego – adaptacji powieści "Gwiazd naszych wina". "Zmierzch" przeżył zmierzch, ale wcześniej wydał nieładne potomstwo w postaci "Pięćdziesięciu twarzy Greya" (lektura tak pożądana przez nastolatki). "Panna Nikt" natomiast nie zaistniała raczej w szerokim obiegu czytelniczym... Być może potrzebny jest mocny głos autorytetu, by utwory różnorodne włączyć w orbitę zainteresowań pedagogów i pokazać, czym rzeczywiście żyje młody człowiek.

Książkę czyta się znakomicie, ale szczegółowe polonistyczne analizy utworów nie frapują tak, jak syntezy i dorosłe konteksty. Novum jest próba opowiedzenia o ilustracji i coraz bogatszym rynku książek mówiących obrazem; szkoda, że autor nie dostrzega istnienia komiksów! Na dobór picturebooków oraz grafik zamieszczonych w książce wpłynął wydawca, oferując własne zasoby (Emilia Dziubak ma na koncie znacznie lepsze ilustracje niż te do "Strasznego snu słonia"), zaś ja życzyłabym sobie, by pokazać czytelnikom prace większej ilości twórców (zamiast trzech grafik jednego rysownika – trzy dzieła różnych artystów). 

Tym, co wydaje mi się cenne w omawianej publikacji, jest nieustanne udowadnianie ciągłości doświadczeń dziecięcego i dorosłego czytelnika. Swoistym dopełnieniem młodzieńczej lektury są dorosłe powroty do książek z dzieciństwa, na przykład do baśni (będących przecież tekstami dla całej rodziny!). Swój wywód zaczął Leszczyński prowokacyjnym: czytać?/nie czytać? Wygrało "czytać", ale u tego bibliomana "czytać" nie jest belferskim nakazem, groźbą wykluczenia ze wspólnoty ludzi kulturalnych w przypadku odmowy. "Czytać" wypływa z poczucia, że lektura książki oferuje rozkosze, których nie dadzą inne rozrywki oraz rozwój, jakiego nie zapewni żadne inne medium.

Alicja Szyguła

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • praktyczny pan
  • Kajtek
  • mama czy ania
  • klątwa dziewiątych urodzin
  • Rekordzisci
  • zoo litery
  • ksiazka za dyche
  • ryms w empikach
  • Ryms na Facebook
  • OKO
  • trzy mam ksiazki
  • zbuntowany elektron
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Przed twoimi urodzinami
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej