"Pampilio"
Irena Tuwim
ilustr. Monika Hanulak
Wydawnictwo Wytwórnia, 2010
Wytwórnię znamy z dobrych reprintów i ciekawych, artystycznych książek, a Monikę Hanulak z ilustracji m.in. do "Tuwima" i "Smoni". Intrygująca przednia okładka nowego wydania "Pampilia", bez jednego słowa, a jedynie z intensywnie pomarańczowym owocem - to znak kolejnej artystycznej przygody w wykonaniu duetu Wytwórnia - Hanulak.
Historię o nieznanym owocu, którego zwierzęta kosztują dopiero po poznaniu jego nazwy, kilkadziesiąt lat temu napisała Irena Tuwim, a zilustrował Ignacy Witz. Nie ma sensu porównywanie obu wydań, bo każde z nich, jeśli chodzi o ilustracje, jest inną opowieścią. Monika Hanulak ubrała bohaterów tej sympatycznej bajki w teatralne maski. Dla podkreślenia długiej wędrówki zwierząt do króla Lwa Złotogrzywego posłużyła się efektem powtarzalnych stempli. W ilustracjach Hanulak nie znajdziecie dosłowności, trzeba je czytać trochę tak, jakby deszyfrowało się teatralną konwencję. Jakkolwiek poważnie to brzmi, zapewniam, że mali odbiorcy nie będą mieli z problemu z rozpoznaniem głównych bohaterów: lwa, żółwia, nosorożca, prosiaczka czy kozła.
Opowieść czyta się świetnie. Kilkukrotne powtarzanie przez zwierzęta tej samej wędrówki do króla wcale nas nie znużyło, wprost przeciwnie - napięcie rosło, a mój syn był ciekaw, kto w końcu zapamięta trudną nazwę owocu, którą król Lew Złotogrzywy zdradzał kolejnym wysłannikom...
Ewa Skibińska
link
Zobacz także:
Ja się skusiłam na Pampilio - nie żałuję. Mi i dziecku bardzo się podobają ilustracje: żywe kolory, zabawa obrazem. Trochę przeszkadza warstwa typograficzna - niebieski pantone, rozstrzelony tekst, długi wers utrudnia czytanie. Rekompensuje to odrobinę pogrubiony krój pisma. Warstwa tekstowa dziwna - IMO wymaga interpretacji/interwencji dorosłego: odrzucenie za nieumiejętność zapamiętania nazwy, czyli de facto brak przyzwolenia na popełnianie błędów.
dodał: b, Piątek, 17 lutego 2012 20:39