Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (5-7 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Nowość

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Piotruś Pan

Autorzy: , dodano Środa, 20 stycznia 2016 | kategoria: Nowości, Książki dla dzieci (7-10 lat)

"Piotruś Pan"
James Matthiew Barrie
ilustr. Quentin Gréban
przeł. Andrzej Polkowski
Wydawnictwo Media Rodzina, 2015

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Literatura obcojęzyczna ma tę przewagę nad rodzimą, że można ją odświeżać w przekładzie. Niestety również dzięki zapośredniczeniu podatna jest na manipulacje. Tłumacz rewolucjonista wkracza też wtedy, kiedy wcześniejsze przekłady zawierają błędy albo zanadto oddalają się od oryginału, lekceważąc istotne jego walory. Porównanie przekładów pozwala śledzić zmiany w kulturze. A przekłady literatury dziecięcej dodatkowo mówią nam wiele o podejściu do dzieci (przystosowywanie tłumaczenia do możliwości wirtualnego dziecięcego odbiorcy choćby przez systematyczne wycinanie i zmienianie drastycznych lub rzekomo niezrozumiałych momentów oryginału).

Tłumacze mają niełatwe zadanie: bardzo często pierwszy (świetny) przekład jest jak głębokie koleiny, w które, chcąc nie chcąc, wchodzą autorzy kolejnych. Mierzą się przecież nie tylko z tekstem, lecz także z jego odbiorcami przyzwyczajonymi do określonego kształtu znanej historii: do toku narracji, do fraz, przede wszystkim do nazw własnych. Tak też jest zapewne z "Piotrusiem Panem".

Tekst "Peter and Wendy" ukazał się w 1911 roku. Polszczyźnie już w 1913 roku dała go Zofia Rogoszówna. Długo kanonicznym był przekład Macieja Słomczyńskiego z 1958 roku. W 2006 roku ukazał się przekład Michała Rusinka "Piotruś Pan i Wendy". A od tego roku mamy możliwość czytania tej opowieści w tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego z ilustracjami Quentina Grébana.

Słomczyński był romantyczny i dramatyczny, brawurowy i zjadliwy, Rusinek raptowny i nowoczesny. A fraza Polkowskiego jest płynna i długa. Fragmenty tekstu, które u Słomczyńskiego bywały nadmiernie zawiłe (choć dowcipne), Polkowski rozjaśnia, zwłaszcza te, które dotyczą spraw „ponad głowami dzieci”, to jest świata państwa Darling. Gdy Barrie mówi do czytelnika, Polkowski używa form liczby mnogiej – a Słomczyński, co znaczące, często zwracał się do chłopców.

Co do szczegółów: Peter pozostał zdrobniałym Piotrusiem, a Neverland – Nibylandią, nie ma tutaj żadnych rewolucji, żadnego odkrywania nowych znaczeń (drobne szczegóły różniące ten przekład od pozostałych upewniają jednak, że dla Polkowskiego Nibylandia nie jest krainą protekcjonalnego „niby”). Nie zamienił Polkowski Darlingów w Kochańskich, jak to uczynił Władysław Jerzyński (który z Wendy zrobił Wandę). Podobnie jak Rusinek – nie tłumaczył imion małych Darlingów (nawet tych, które mają polskie odpowiedniki). Po swojemu przełożył przydomki i przezwiska, ale pozostawił w oryginalnym brzmieniu miana piratów pokonanych przez Czerwonoskórych (a szkoda, bo mogłaby to być dodatkowa szczypta grozy i humoru zamiast, właściwie, anonimowości).

Co ważniejsze – ze skrzydlatej zazdrosnej towarzyszki Piotrusia zrobił elfa (elfę) Cynkę (w oryginale: fairy Tinker Bell). Jako że w mitologii wróżki i elfy łączy bliskie pokrewieństwo, a genealogia tych stworzeń wielce jest niepewna, aby ocenić trafność zabiegu, trzeba się odwołać do funkcjonujących wśród dzieci popkulturowych obrazów elfów. Sam zaś Piotruś początkowo jest „chłopczykiem” i ma „małe ciałko”, więc na początku trudno uwierzyć w uwodzicielską moc głównego bohatera. Na szczęście potężnieje z czasem.

Książka wielkoformatowa, bogato ilustrowana przez Quentina Grébana. Interesująca paleta kolorów, zielonkawo-niebiesko-brązowe ilustracje są bardzo „wodne” i świetliste, niczym widoki z pogranicza jawy i snu. Wybór ujęć sprawia, że obrazki są ujmujące i zabawne. Niestety, niemal wszystkie postaci (także dorosłe) są komiksowo-infantylne. Dziewczęcość pani Darling mogłaby wskazywać na jej niegdysiejsze związki z Nibylandią, ale Hak wygląda jak własna disneyowska kopia.

"Piotruś Pan" to niebezpieczna książka. Kto bezapelacyjnie kocha głównego bohatera, małego tyrana, który nieustannie i przekornie rezygnuje z dorosłego „powinienem” na rzecz dziecięcego „chcę”? Tragicznego chłopca, który wierzył, że zawsze zastanie otwarte okno i przefrunie przez nie do swego pokoju? Dzieci i dorośli zupełnie różnie odczytują tę opowieść – zmiana nastawienia do książkowych postaci sygnalizować może dobitnie prześliznięcie się na tę znienawidzoną przez Piotrusia stronę. Stronę zawiłych wywodów, którymi usprawiedliwia się oschłość serca i rezygnację z tego, co się lubi, na rzecz tego, co lubić wypada.

Alicja Szyguła

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • ksiazka za dyche
  • maly atlas ptakow
  • Ryms na Facebook
  • liczby i kolory
  • Przed twoimi urodzinami
  • Arctic
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • zbuntowany elektron
  • ryms w empikach
  • OKO