"Baśniowe okruszki"
Beata Rudzińska
ilustr. Anna Bereżańska
Wydawnictwo Amea, 2007
Baśnie Beaty Rudzińskiej są przykładem mądrych tekstów napisanych piękną polszczyzną. Nie ma w nich banału, nudy, sztuczności, pretensjonalności. Każda baśń jest zajmującą opowieścią, każda opowieść jest o czymś. Nie ma tu słow zbędnych, niepotrzebnych, nie ma pustych ozdobników. Z przyjemnością zanurzyłam się w "Baśniowych okruszkach"...
Zbiorek tworzy sześć baśni. W każdej jest pomysł, jest nastrój, jest też określona nauka. Moją uwagę zwróciły trzy opowiastki. Opowieść o skale jest metaforą nieprzewidywalnego ludzkiego losu: oto wycieńczona lotem gęś ląduje na cudem znalezionej na środku morza skale. Uratowany ptak z wdzięczności zabiera ze sobą malutki odłamek, by w ten sposób umożliwić skale doświadczenie cudów świata. Okruch trafia do arabskiego chłopca Ahmeda i staje się jego talizmanem. Podczas jednej z morskich podróży dorosłego już Ahmeda - statek zaczyna tonąć. Cudem uratowany mężczyzna natrafia na samotną skałę, tę samą, na której wylądowała kiedyś gęś. Nadchodzi pomoc, a Ahmed oddaje skale swój talizman. "W tym maleńkim kamyczku znajdziesz moje plany i marzenia, moje smutki i lęki, moje radości i modlitwy. Oddając ci go, daję ci cząstkę siebie" - mówi na pożegnanie.
"Drzewo" to bajka o wymowie ekologicznej, o mądrym dębie Quercusie Olbrzymim, który wraz z innymi leśnymi drzewami został wycięty przez ludzi. Na szczęście pojawili się następcy, a bezwględne karczowanie udało się powstrzymać w niezwykły sposób. Szefowi budowy przyśnił się sen, w którym wrócił do czasów dzieciństwa spędzonego wśród przyrody. "Zmieniamy projekt. Nie tniemy dębu. Co więcej, posadzimy wiele nowych drzew..." - podejmuje mądrą decyzję.
Z kolei w opowiadaniu zatytułowanym "Sen" mała bohaterka - niegrzeczna dziewczynka zamienia się na jeden dzień w ptaka. Ten dzień to lekcja życia: rozpieszczona jedynaczka, która kaprysi i wybrzydza przy jedzeniu, po niełatwych doświadczeniach w ptasim przebraniu zmienia zachowanie. To był tylko sen, ale jakże pouczający.
Zastanawiałam się nad tytułem książki - "Baśniowe okruszki". Czyżby to wielcy mistrzowie: Andersen, bracia Grimm tak onieśmielali autorkę? Zapewniam, że nie ma się czego wstydzić. Powiem więcej: chciałoby się czytać jeszcze. Czekamy na więcej "okruszków".
Ewa Skibińska
link