Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Alicja w Krainie Czarów

Autorzy: , dodano Czwartek, 11 grudnia 2014 | kategoria: Książki dla dzieci (7-10 lat), Książki dla dzieci (10-12 lat)

"Alicja w Krainie Czarów"
Lewis Caroll
skrót: Giada Francia
przeł. Lucyna Stetkiewicz
ilustr. Manuela Adreani
Wydawnictwo Olesiejuk, 2014

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Alicja jest wielka!

Ojcem literackiej Alicji jest Charles Lutwidge Dodgson, znany później bardziej jako Lewis Carroll, który urodził się ponad 180 lat temu. Zaprawdę postać to nietuzinkowa, nawet jak na wiktoriańską Anglię: matematyk, kryptolog i logik oksfordzkiego Uniwersytetu, jeden z wybitniejszych fotografików swej epoki. Także literat – ten obszar jego działalności przysporzył mu już za życia najwięcej sławy.

Najbardziej znanym dziełem Carrolla jest "Alicja w Krainie Czarów" (1865), potem jej druga część "Alicja po drugiej stronie lustra" (1871). Polscy czytelnicy znają "Alicję..." z wielu przekładów. Spolszczona przez Roberta Stillera została też "Wyprawa na Żmirłacza"(1876)1 oraz marginalne i raczej nieudane dziełko "Przygody Sylvii i Bruna" (1881)2. Na podstawie "Alicji..." powstawały filmy, słuchowiska, opery i komiksy, kolorowanki, gry karciane, zabawki i puzzle.

Historia mówi o Alice Liddell, iż była śliczną, jasnowłosą, dziesięcioletnią dziewczynką3. O ile, jak można sądzić z archaicznych fotografii była ona raczej ciemnoblond, to już jako płową odmalował ją autor klasycznych i wiele razy reprodukowanych aż do zaniku czytelności ilustracji do książki, Sir John Tenniel (choć w jego wersji była raczej szpetnej urody) i niewielu grafików oraz filmowych adaptatorów odważyło się naruszyć ten blond kanon4. Z polskich ilustratorów zasłużonej sławy można w tym miejscu wymienić Ewę Salamon5 czy Olgę Siemaszko - jej obrazkowe komentarze wybijają się pośród innych nielicznych rodzimych prób6.

Dziewczynka była rzeczywistym obiektem platonicznej miłości Lewisa Carrolla, jak więc widać, blondynki już od rozwojowego okresu niewinnych, małych istotek potrafią owijać sobie wokół palca nawet, wydawałoby się, najbardziej logicznie myślących osobników – bo przecież autor "Alicji..." był matematykiem. W różnych graficznych adaptacjach niektóre intrygujące mężczyzn cechy bywały czasami wręcz wyostrzone. W znanych mi komiksowych interpretacjach dziewiętnastowiecznego arcydzieła literackiej podświadomości autorzy nie wychylili się poza mutację grafitypu Tenniela. Hiszpańska wersja komiksu wyszczupla panienkę i przydaje jej perkaty nosek oraz piegi, jednak złote włosy pozostają7. Natomiast polski album mistrza kolorystyki, Sławomira Jezierskiego, prezentuje Alicję, podobnie jak Tenniel, jako stworzenie krótkotułowiowe, ale o bujniejszej fryzurze i przyjemniejszych rysach8.

Perypetie Alicji były ilustrowane przez najznakomitszych ilustratorów. Najpiękniejsze ilustracje "Alicji...", nawet te towarzyszące polskim wydaniom, nie przez Polaków jednak są wykonane. Dziwić się można – bowiem grafików mamy wyśmienitych, czyżby jednak bardziej artystyczne, niż rzemieślnicze ujęcie tematu było ponad ich siły? Robiące głębokie wrażenie jest opracowanie graficzne adaptacji książki („opowiedziane przez Bogumiłę Kaniewską” - jedna z tłumaczek książki) dokonane przez Zdenko Bašića. Chińska drukarnia stanęła na wysokości zadania i dostaliśmy album, gdzie w zasadzie tekst jest dodatkiem do wysmakowanych ilustracji. Urozmaiceniem są otwierane klapki, gdzie można znaleźć jakąś niespodziankę albo pociągnąć Alicję za nogi i zobaczyć jak rośnie... Jest też wklejona w wewnętrzną stronę okładki książeczka przestawiająca poszczególne postaci opowieści i przy okazji dająca dobre rady, podobnie jak na innych stronach publikacji – jak nie napić się za wiele, bo pewnie zaszkodzi – z buteleczki z napisem TRUCIZNA lub też wklejony poradnik - „jak odzyskać swój normalny rozmiar?” Inny suwak powoduje zniknięcie kota, w którego miejscu pojawia się sam uśmiech. To rzeczywisty artbook. Ala jest cienkonogą i cienkoręką blondyneczką (tradycyjnie!) ze zmoczoną fryzurą afro o głębokich, zapadniętych oczach, jakoś kojarzącą się z anorektycznym ET. Klimat to raczej Burtonowski, ale nie przypominający wizji filmowej, o której poniżej. Piękne to to, rzeczywiście...9

Dzieło Carrolla uzyskało jeszcze jeden awans – można powiedzieć, że znalazło się w kanonie światowej literatury – wystarczy zajrzeć do Encyklopedii PWN. Jej kanoniczność jest potwierdzana właśnie przez różnej maści adaptatorów, kontynuatorów i komentatorów, o których m. in. mowa w tym miejscu. Ciekawym pomysłem skonstruowania literackiego kanonu jest projekt niemieckich i austriackich ilustratorów oraz rysowników komiksu. W ten sposób powstało 55 plansz inspirowanych dziełami o światowym znaczeniu: jest tu zatem i "Biblia", i Gilgamesz", i "Pustelnia Parmeńska" Stendahla i "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta... "Alicję..." skomentował Kurt Dorning – rysowana kilkoma białymi kreskami na czarnym tle postać otoczona „dziwnymi postaciami” potrafi rozwiązać umieszczoną na ostatnim kadrze „osobliwą zagadkę” - odpowie na postawione gestem pytanie - „ile tu jest palców?”10

"Alicja..." literacka staje się zaś obiektem wtórnego trywializowania – po okrojeniu trudniejszych słów i zabaw nimi, czasem poprzez eliminację jakichś wątków i usunięcie dziwnych wierszyków trafia z powrotem do dzieci. Takim jest zaopatrzone w uwagę „lektura dla klasy V” wydanie oprawione graficznie bajkową kolorystyką przez Rene Cloke11. Podobnie jak opisana powyżej adaptacja Kaniowskiej, wydanie Olesiejuka jest skrótem, dokonanym przez Giadę Francię, a na język polski przełożoną przez Lucynę Stetkiewicz. W swoich zbiorach mam kilkadziesiąt egzemplarzy "Alicji..." w różnych przekładach i z różnymi ilustracjami. Ta edycja przewyższa inne choćby rozmiarami – trudno w księgarni nie zauważyć barwnego, przyozdobionego okładkowymi makami albumu o wymiarach 36,5 x 29 cm. Użycie słowa „album” w tym miejscu wydaje się szczególnie trafne. Niektóre ze stron, a nawet rozkładówek książki, zajmują wyłącznie, wykonane przez włoską ilustratorkę, graficzne komentarze do tekstu. To co w "Alicji..." fascynuje dorosłych to oniryczność i zabawy jezykowo-znaczeniowe. W adaptacjach dla dzieci większość z tych gier semantycznych zanika, toteż dzieci można ująć głównie obrazem. I to się po raz kolejny udało.

Historia, jak pamiętamy, zaczyna się spotkaniem bohaterki z Białym Królikiem. Alicja znamiennie i oczywiście słusznie dziwi się młodszej siostrze: ”Na co komu książki bez obrazków?” podczas gdy nad jej głową (sic!) przebiega Królik. Przestrzeń wykreowana przez grafika jest zakrzywiona, zdeformowana, tak jak świat fotografowany bardzo szerokim obiektywem. Ta Alicja jest krotkowłosą brunetką. Wpadanie do głębokiej studni też nie jest lotem w dół, a raczej w bok. Zabawy graficzki to nie tylko ilustracje całostronicowe, to również zabawa typografią – ilustratorka stosuje różne wielkości liter, manierę, która kiedyś prekursorsko wprowadził u nas Bohdan Buteno (np. "Emil i detektywi" Ericha Kaestnera, 1957 r.). Jednak Adreani nie jest mistrzynią w stosowniu takich zabaw, ciekawe jest jeszcze ułożenie liter tekstu w postać olbrzymiej kropli (łzy). Znana jest z części pierwszej powieści ogonopowieść, przekazywana Alicji przez Mysz. Dla tradycyjnych drukarni zwężajacy się ku dołowi strony tekst złożony z coraz to mniejszych liter był zawsze nie lada wyzwaniem. W wersji Olesiejuka ten graficzny motyw znika, zastąpiony słownym esem-floresem rozmowy z Panem Gasienicą. Podziw budzą świetne perspektywiczne ujęcia, jak np. widok z góry na pomniejszoną nagle Alicję, skradającą się pod szklanym stolikiem w kierunku zamkniętego pudełka z ciasteczkami. Ilustracje utrzymane są w ciemnych, zgaszonych tonacjach, co niekoniecznie oznacza smutek - raczej rzeczywiście oddają niesamowitość opowieści...

Tomasz Marciniak - pracownik naukowy, pedagog i socjolog kultury; zajmuje się mniejszościami narodowymi, procesami migracyjnymi, głównie ormiańskimi oraz kulturą masową, przede wszystkim komiksem.

Przypisy:

1. Drugie polskie wydanie (podano, że pierwsze), tłum. Robert Stiller, Oficyna Naukowa, Warszawa 2005.

2. Jedyne polskie wydanie, tłum., opracowanie i posłowie Maciej Słomczyński, wyd. Jasieńczyk, Wrocław 1994.

3. John Pudney, "Lewis Carroll and his world", London 1976, Thames and Hudson; za: wyd. Raduga Moskwa 1982.

4. Modelką dla grafika była Mary Badcock; John Pudnay, op. cit. s.89.

5. Lewis Carroll, "Alicja w Krainie Czarów", tłum. Antoni Marianowicz, Nasza Księgarnia, Warszawa 1995.

6. Ewa Ziemer, "Kraina czarów w ilustracjach Olgi Siemaszko", Guliwer, (czasopismo o książce dla dziecka) 2011 nr 3 s. 61.

7. Joselius (scen.), Chiqui de la Fuente (rys.), "Alenka w říši divů", Kentaur Polygrafia a.s , Praha 1991.

8. Jerzy Szyłak (scen.), Sławomir Jezierski (rys.), "Alicja w Krainie Czarów", Gdańsk 1992, Graf.

9. Lewis Carroll, "Alicja w Krainie Czarów", wyd. Wilga, Warszawa 2011.

10. Robert Jazee Niederle („komentarz literacko-ironiczny”), "Mikstura czyli komiks i literatura", wyd. G+J Gruener + Jahr Polska, Warszawa 2008; Polskimi śladami w tym kanonie są: "Solaris" Lema, "Dziennik" Gombrowicza, "Opowiadania" Mrożka,. Jak się jednak wydaje, pojawiły się tu jako dodatek w polskim wydaniu tej książki.

11. Lewis Carroll, "Alicja w Krainie Czarów" (adaptacja Jane Carruth, przekład Iwona Libucha) wyd. Siedmiorog 2000.

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Przed twoimi urodzinami
  • ryms w empikach
  • Ryms na Facebook
  • z duchem do teatru
  • co sie dzieje
  • znajdz nas
  • Kajtek
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • OKO
  • zoo litery
  • trzy mam ksiazki
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • zbuntowany elektron
  • ksiazka za dyche