"Yumi"
Annelore Parot
polski tekst: Dorota Hartwich
Wydawnictwo Format, 2010
Fascynująca wycieczka do Kraju Kwitnącej Wiśni
Lubię książki, które niejako przy okazji opowiadają o czymś ważnym. Nie są nudnym wywodem ani nie pretendują do miana książki popularnonaukowej, choć można w nich znaleźć wiele cennych informacji. Często między wierszami, czy też jak bardziej w tym przypadku, między obrazkami. Taka jest „Yumi”. Opowieść o małej drewnianej laleczce z Japonii. Narratorką jest właśnie ta zabawka, która pokazując czytelnikom swój świat, odsłania nieco zawiłości japońskiej kultury. Domyślamy się, z jakiego kraju Yumi pochodzi, choć ani razu jego nazwa w książce się nie pojawia.
To „przy okazji”, o którym wspomniałam na początku, to bardzo wiele: pismo, kilka grzecznościowych zwrotów (dzień dobry, dziękuję, dobranoc), imiona, stroje, obyczaje, wierzenia, potrawy, dodatki do strojów, zabawy… I to wszystko na zaledwie czterdziestu kilku stronach i w kilkunastu krótkich zdaniach. Kolor, esencja i głębia smaku – zupełnie jak w japońskiej herbacie. Oprócz prostoty przekazu i pięknej szaty graficznej – bardzo wyrazistej, wielobarwnej, nowoczesnej i niezwykłej – jest coś jeszcze: interaktywność. Yumi zachęca do zabawy. A to jej przyjaciółka Sakumi zgubiła pieska i trzeba jej pomóc go odnaleźć; a to należy odszukać kostiumy, w które lalki chcą się przebrać; a to trzeba dmuchać na paski papieru, by poruszyć latawce w kształcie ryb; czy zajrzeć do koperty, gdzie śpi Yumi… (Mój dwuletni syn, gdy już wie, że tam śpi laleczka, bardzo ostrożnie ją otwiera, mówiąc przy tym szeptem).
Ta książka nie pozwala na bierne słuchanie. Trzeba bacznie przyglądać się ilustracjom, brać udział w zabawach proponowanych przez Yumi, chłonąć kolorystykę i specyficzny klimat, bo nie wszystko jest tu oczywiste. Mnie najbardziej urzeka obraz śniącego drzewa. Zachęcam do egzotycznej podróży i odkrycia swoich ulubionych przedstawień. Zawsze cieszę się, gdy taka „etniczna” książka pojawi się w Polsce, a z drugiej strony jest mi żal, że wciąż jest ich za mało.
Agata Hołubowska
link
Zobacz także: