"Wielkie zmiany w dużym lesie"
Grażyna Ruszewska
ilustr.: Piotr Fąfrowicz
Wydawnictwo FRO9, 2005
Taki las jest w każdym z nas...
Zastanawiam się, czy jest to książka dla dzieci…Czy przypadkiem nie powinno się jej polecić tym wielu zagonionym dorosłym. Tym, którzy na słowa: „Nerwowo żyjesz, mój drogi. […] Wciąż tylko pędzisz i zupełnie nie zwracasz uwagi na to, co dzieje się dookoła ciebie. A na świecie jest zdecydowanie więcej pięknych rzeczy, a nie tylko pole z kapustą”1 ze zrozumieniem pokiwaliby głowami. Bo jest to książka osobliwa (choć nie jedyna) – bohaterami są zwierzęta obdarzone ludzkimi cechami. To mieszkańcy lasu, którzy mają marzenia, troski, lęki, ale potrafią być też samolubni i nietolerancyjni. Tytułowe „wielkie zmiany” tak naprawdę nie trwają długo, bo po nich zawsze wszystko w lesie wraca do swego dawnego stanu, tylko ich uczestnicy są bogatsi o ważne doświadczenia. Takie jest Prawo Natury, której nic nie potrafi zakłócić biegu.
Opowieści są trzy, a ich bohaterami: Pan Biedronka Horacy, Zając Ambroży i Jeż Bolesław (proszę zwrócić uwagę na przypomnienie pięknych, starych imion!). Pierwszy chciałby zmienić swój wygląd, gdyż wydaje mu się, że nie jest wystarczająco piękny. Za radą wiewiórki zmienia się w do niczego nie podobnego maszkarona i jeszcze się dziwi, że wróble uciekają na jego widok! Nie tędy droga, panie Horacy! Dobrze, że w porę rozumie swoje niedorzeczne pragnienie i wraca do domu, do Pani Biedronkowej w dawnej postaci, bo koniec końców, tak naprawdę to stary porządek rzeczy jest najlepszy.
Zaś Zając Ambroży boi się zmian. Zna tylko ścieżkę na pole kapusty, a jedyną rozrywką, na jaką czasem sobie pozwala, jest podglądanie zachodów słońca. Za wszelką cenę unika kłopotów, ale one tak łatwo się nie poddają i same stają mu na drodze, gdy pewnego dnia Zając znajduje orle pisklę. Mało tego, że dzięki temu spotyka się oko w oko z Mamą Orlicą, to jeszcze spełnia swe największe marzenie, na które nigdy nie mógł się odważyć: obejrzenie zachodu słońca z najwyższej skały w okolicy.
Jeż Bolesław ponad wszystko ceni sobie spokój, toteż nie rozumie zwierząt, które korzystają z ostatnich dni jesieni i figlują w najlepsze. Ma „poważniejsze” sprawy na głowie (i grzbiecie). Jednak i on daje się porwać szaleńczej zabawie na pożegnanie jesieni i nie wiedzieć czemu, całkiem jest z tego zadowolony…
Czyż nie jest to obraz nas samych? Czyż nie gonimy często za czymś nieuchwytnym nie pozwalając sobie na chwilę refleksji? Czyż nie jest zawarta w tej niepozornej, kolorowej książce ogromna (jak sam las!) mądrość życiowa? Warto, by dzieci ją poznały, ale też i sami się na nią nie zamykajmy.
Ilustracjami zajął się, znany zapewne wielu czytelnikom dziecięcej literatury, Piotr Fąfrowicz. Dają wytchnienie, bo każda z nich ma w sobie miejsce na ciąg dalszy. Wiele w nich niedopowiedzenia, a jednocześnie każda strona wypełniona jest po brzegi. Wyjątkowa kombinacja! Zwierzęta są sympatyczne i bardzo swojskie, jak choćby zając w okularach. Dość dodać, że niektóre z tych obrazków z przyjemnością powiesiłabym na swojej ścianie (choćby ten ze strony 29).
Książkę wydało Wydawnictwo FRO9, które po czterech pięknie wydanych książkach, wielu nagrodach i entuzjastycznych recenzjach przestało istnieć. Oj, szkoda, wielka szkoda, przede wszystkim dla naszych dzieciaków.
Agata Hołubowska, Gryfino, 24.02.2010, laureatka lutowego konkursu "Rymsa" na recenzję książki dla dzieci
1 G. Ruszewska, Wielkie zmiany w dużym lesie, Łódź 2005, s. 28.
link