Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Ula i urwisy. Nowi sąsiedzi

Autorzy: , dodano Środa, 29 stycznia 2014 | kategoria: Nowości, Patronat Rymsa, Książki dla dzieci (3-5 lat), Książki dla dzieci (4-6 lat), Książki dla dzieci (7-10 lat)

"Ula i urwisy. Nowi sąsiedzi"
Katarzyna Majgier
ilustr. Kasia Kołodziej
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2014


Galeria zdjęć:

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Informacja wydawcy:

Poznajcie Ulę, dzięki której zapomnicie, co to nuda! Dziewczynka ma głowę pełną fantastycznych pomysłów (chociaż jej rodzice mają trochę inne zdanie na ten temat).

Lubi zwierzęta (zwłaszcza małe), książki (te do czytania, te do oglądania i te do kolorowania), jedzenie, które chrupie w zębach, czekoladę, nawet jeśli nie chrupie, no i oczywiście lubi się bawić. A w wymyślaniu zabaw nie ma sobie równych. Nawet Urwisy z sąsiedztwa będą pod wrażeniem!

Uwaga: pierwszy tom prześmiesznej serii, od której nie będziecie mogli się oderwać!

Gdy Katarzyna Majgier była w wieku Uli, poszła do zerówki. W pierwszej klasie zaczęła pisać pierwszą książkę, a w czwartej – wspólnie z koleżanką – założyła dwuosobowe wydawnictwo. To była świetna zabawa, ale później trzeba było zająć się nauką i pracą... Jednak nadal lubiła książki i już jako dorosła osoba znowu zaczęła je pisać. Jest autorką utworów dla dzieci („Ula i Urwisy”, „Amelka” i „Misiek, co ty opowiadasz?”), młodzieżowej serii dzienników Ani Szuch („Trzynastka na karku” i dalsze tomy) oraz innych książek dla młodszych i starszych czytelników (np. „Duch z Niewiadomic”, pierwszy tom serii „Tajemnice starego pałacu”). Lubi też czytać, fotografować i podróżować.

Kasia Kołodziej – wrocławska ilustratorka, kucharka, mama, posiadaczka pręgowanego kota oraz królewna, która (jak każda królewna) musi być czasem porwana. Ponieważ najczęściej porywa ją rysowanie, rysuje bez przerwy. W swoich ilustracjach stara się pokazywać dziecięce emocje. Skończyła wrocławską ASP, miewa czasem wystawy, pracuje z wieloma wydawnictwami dla dzieci i jak wielka kula śniegowa nabiera rozpędu… w tworzeniu. Jej prace można obejrzeć na stronie www.krolewnakasia.pl.

Fragment książki:

Moje ulubione zabawy

Mam na imię Ula. Niedawno skończyłam pięć lat, ale jestem trochę mała jak na swój wiek. Ciocia Gosia się tym martwi, ale mama i tata nie, bo oni też są mali jak na swój wiek i mówią, że w naszej rodzinie to normalne. Mnie to nie przeszkadza, bo nie chcę się przejmować takimi rzeczami. Mam na głowie ważniejsze sprawy, ale czasami wolałabym być większa. Wtedy mogłabym wyglądać przez okno bez wchodzenia na łóżko i dosięgałabym do szafki zamykanej na klucz, w której mama trzyma swoje skarby. Ale czasem lepiej jest być małym. Małemu łatwiej się schować, a kiedy człowiek się schowa, ma trochę świętego spokoju, bo nikt mu nie zawraca głowy. Dlatego lubię się ukrywać. Poza tym lubię:

– zwierzęta, zwłaszcza małe;

– książki – wszystkie: te do czytania, te do oglądania i te do kolorowania;

– chrupiące warzywa i w ogóle jedzenie, które chrupie w zębach;

– czekoladę, nawet jeśli nie chrupie.

No i oczywiście lubię się bawić! Najbardziej lubię zabawy na podwórku: tam jest

więcej miejsca niż w domu i można się bawić ziemią, roślinami i wodą z kałuż. Zakopuję tam skarby, a potem je znajduję albo chowam się w mojej Kryjówce

w krzakach. Uwielbiam ją, chociaż wolałabym domek na drzewie. Widzieliście kiedyś domek na drzewie? Ja widziałam w jednym filmie. O, ludzie! Jaki on był fajny! Taki domek z okienkami, dachem i wszystkim, wysoko na drzewie. Z drabinką, po której się do niego wchodzi, na to drzewo, a potem wciąga się ją do środka, żeby już nikt więcej nie wlazł i nie zawracał głowy głupotami. To była najfajniejsza rzecz, jaką widziałam w całym życiu! Od razu chciałam, żeby rodzice mi taki zrobili, ale na naszym podwórku nie ma drzew. Dziadek mówi, że kiedyś były, ale je wycięli. Durny pomysł, bo jak zrobić domek na drzewie, jeśli nie ma żadnego drzewa?!

Najbliższe są za ogrodzeniem podwórka, ale mnie się na nic nie przydadzą! Nie mogłabym się tam bawić, bo nie wolno mi samej wychodzić za ogrodzenie. Jestem

za mała i coś by mnie jeszcze przejechało. Dlatego ciągle zamykają bramę, a ja nie mam klucza, więc nie mogłabym wyjść, nawet gdybym chciała… No i lipa.

Nie wiem, czemu wycięli wszystkie drzewa na podwórzu i dlaczego postawili to głupie ogrodzenie w tym miejscu, a nie trochę dalej. Wtedy mogłabym mieć nawet

kilka domków – po jednym na każdym drzewie. Bo więcej niż jeden chyba się nie zmieści. Na szczęście mamy na podwórku krzaki, więc skoro nie mogę mieć domku na drzewie, zrobiłam sobie w nich Kryjówkę. Gdy do niej wejdę, wcale mnie nie

widać. Kiedy zaczęłam się tam chować, ciągle ktoś pytał, gdzie jest Ula. To było bardzo zabawne. Siedziałam w Kryjówce i chichotałam. Najśmieszniej było, kiedy

babcia mnie szukała i szukała, i nie mogła znaleźć. Wołała: „Ula! Ula!” i biegała po podwórku, a ja myślałam, że pęknę ze śmiechu w Kryjówce. W końcu babcia wybiegła na ulicę, aby sprawdzić, czy mnie tam nie ma, a ja bardzo chciałam to zobaczyć, więc wyszłam za nią. Wtedy mnie znalazła, ale niestety nie uważała, że to było śmieszne. Powiedziała, że strasznie się zdenerwowała, bo myślała, że coś mnie przejechało, i prawie się przeze mnie wykończyła. I że osiwieć ze mną można, choć ona już dawno osiwiała, ale chyba nie przeze mnie, bo coś bym o tym wiedziała. Potem musiałam zostać z nią w domu, bo stwierdziła, że nie wie, co jeszcze może mi strzelić do głowy, a ona ma już dosyć nerwów na jeden dzień. Ale od tamtej pory, kiedy nie może mnie znaleźć, od razu idzie do Kryjówki. Dorośli szybko się uczą. Inni też się nauczyli, że jak mnie nigdzie nie ma, to jestem w Kryjówce, i teraz już nie pytają: „Gdzie jest Ula? Widział ją ktoś?”, tylko zastanawiają się: „Ula jest w krzakach, tak?”.

To po prostu jest bardzo łatwe do zgadnięcia. Ale grunt, że mnie nie widać i mam trochę spokoju od tych wszystkich ludzi, i nie zawracają mi głowy głupotami.

Na podwórku jest też ławka, na której lubią siedzieć babcia i jej koleżanki: pani Mila i pani Zula. One mieszkają w domu naprzeciwko naszego: pani Mila na parterze, tak jak my, a pani Zula na piętrze. Podwórko mieści się pomiędzy dwoma domami a tym głupim ogrodzeniem. Na środku podwórka babcia i jej koleżanki urządziły klombik, który jest bardzo ładny. Rosną tam kolorowe kwiaty, ale nie wolno ich zrywać ani wchodzić na klombik, bo to by go zniszczyło. Dlatego tam się nie bawię, ale cała reszta podwórka jest moja. Mogę po nim biegać, skakać i co tylko zechcę.

Ale najbardziej lubię Kryjówkę. Zakopuję tam wieczorem swoje skarby, czyli złoty

pieniążek, pierścionek z wypadniętym oczkiem, kółko z lwem w koronie, muszelkę i zielone szkiełko, którym nie można się skaleczyć, bo je woda oszlifowała.

To szkiełko wygląda jak drogocenny kamień, a kółko z lwem w koronie jak królewska pieczęć. Rano je wykopuję, żeby znów się nimi bawić. Kiedy pada i nie mogę wyjść na podwórko, bawię się w domu. To też lubię, bo wtedy bawię się prezentami od cioci Gosi, których nie wolno mi nigdzie wynosić, żeby się nie zniszczyły. One i tak się w końcu psują, a ciocia mówi, że już nic więcej mi nie kupi. Potem jednak zmienia zdanie, a ja się staram nie zniszczyć nowej zabawki. Początkowo nawet się nią nie bawię, tak na wszelki wypadek, ale w końcu nie wytrzymuję i muszę… Ostatnio ciocia kupiła mi zamek z klocków. Jest bardzo duży. Musiałyśmy go zbudować, bo w pudełku wszystkie klocki były osobno. Inaczej ten zamek tam by się nie zmieścił. To największe pudełko klocków, jakie mam, a gotowy zamek jest jeszcze większy od niego!

Budowałyśmy go z ciocią bardzo długo, bo to wcale nie było proste. Musieli nawet napisać instrukcję, jak ten zamek budować, bo inaczej nikt by tego nie zgadł. Ta instrukcja to cała książka i pełno w niej rysunków, strzałek i liter. Ciocia czytała instrukcję i mówiła mi, co robić, ale nic z tego nie rozumiałam i w końcu zaczęła budować sama, a ja tylko patrzyłam. Potem położyła zamek na szafie, by się nie zniszczył, i on tam sobie stał, a ja patrzyłam. Żeby go zobaczyć, musiałam iść na drugi koniec pokoju, bo szafa sięga prawie pod sufit, a ja jestem mała jak na swój wiek. W końcu miałam dosyć tego chodzenia wte i wewte i poprosiłam tatę, by mi zdjął ten zamek, i patrzyłam na niego z bliska, a potem… no cóż… zaczęłam się nim bawić… I miałam coraz większą ochotę zburzyć go i zbudować z tych klocków co innego, ale bałam się, że się zniszczą albo pomieszają z innymi klockami i ciocia znowu powie, że już nic mi nie kupi. I może tym razem naprawdę mi nic nie kupi? To byłaby lipa, bo ona mi kupuje wszystkie najlepsze zabawki…

(…)

link


Zobacz także:


Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Ryms na Facebook
  • maly atlas ptakow
  • ryms w empikach
  • liczby i kolory
  • ksiazka za dyche
  • Przed twoimi urodzinami
  • OKO
  • zbuntowany elektron
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Jano i Wito baner