Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Dzieci doktora Motyla

Autorzy: , dodano Wtorek, 26 listopada 2013 | kategoria: Nowości, Patronat Rymsa, Książki dla dzieci (7-10 lat), Książki dla dzieci (10-12 lat)

"Dzieci doktora Motyla"
Wojciech Mikołuszko
ilustr. Przemysław Liput
Wydawnictwo Multico, 2013


Galeria zdjęć:

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Wszystko zaczyna się od polowania na wójta. Myśliwymi są nastoletni Basia i Jasiek, bronią: prymitywna proca, a nabojem: zaschnięty krowi placek. Czy to wypada celować z procy w osobę publiczną? Tak, jeśli ma się wystarczająco poważne powody.

Okazuje się, że wójt, Włodzimierz Bragin zamierza wybudować drogę, której trasa wiedzę przez sam środek łąki. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że tamtejsze trawy zasiedlają rzadkie gatunki owadów, wśród nich modraszki ariona. Te piękne motyle zafascynowały przed laty tatę Basi i Janka, Jana Dumczewa do tego stopnia, że postanowił je badać i za wszelką cenę chronić, tworząc z tego skrawka zieleni użytek ekologiczny.

Interesy wójta stoją w całkowitej sprzeczności z pasją ekologa, więc krowi pocisk jest zupełnie uzasadniony. Niestety celny strzał nie załatwia sprawy, wręcz przeciwnie. Rozjuszony włodarz postanawia jak najszybciej zaorać trawsko. Wtedy z pomocą przychodzi "Doktor Muchołapski".

Basia i Janek wertując pożółkłe strony tej fascynującej książki trafiają na przepis tajemniczego eliksiru Nureddina. Jak podaje literatura, każdy kto go wypije o wschodzie słońca, skurczy się do rozmiarów owada. Rodzeństwo postanawia stworzyć napój i podać go wójtowi. Nie wszystko idzie jednak po myśli i w efekcie zamiast grubego pyszałka do słoika trafia jedna Mućka oraz łakome dzieci sekretarki włodarza gminy Starew: Gutek i Hela.

Modraszki ariony nadal pozostają w zagrożeniu, starania ekologa polubownego załatwienia sprawy spełzają na niczym, a sekretarka wójta popada w depresje. Basia i Janek postanawiają sami wypić eliksir Nurredina. Od tego momentu losy czwórki nastolatków splatają się ze sobą, a kłopoty... mnożą się i mnożą.

Jak zakończy się przygoda z krwiożerczymi mrówkami, pająkami i gąsienicami w rolach głównych, której akcja wiedzie przez labirynt traw, duszne kopce oraz zwały ziemi? Przeczytajcie sami.

"Dzieci doktora Motyla" wciągają od pierwszej strony, także ze względu na ilustracje Przemysława Liputa oraz świetne opracowanie graficzne wnętrza i okładki Marty Zięby. Nie sposób odkleić się od czytania, choć trudno złapać oddech podążając za bohaterami, stawianymi ciągle w nowej, arcytrudnej sytuacji. A przy okazji połykania stron, wchłaniamy kilogramy wiedzy o ekologii, zwyczajach mrówek, stadiach rozwoju modraszka ariona, odkrywamy wraz z Jankiem i Basią zależności między występowaniem rzadkich motyli na łące a wypasaniem krów. To wszystko jednak dzieje się bezboleśnie, bez poczucia, że ktoś nas właśnie edukuje, robi wykład o przyrodzie, segregowaniu odpadów, ekosystemie, ociepleniu klimatu i innych śmiertelnie poważnych sprawach. Przygody skurczonych dzieciaków są bowiem na tyle fascynujące, podobnie jak wątki poboczne związane z działaniem dorosłych postaci, że nie skupiamy się na, być może, nudnej wiedzy o motylach czy pająkach, a niecierpliwie prześlizgujemy się przez kolejne litery, wersy i strony.

"Doktór Muchołapski pomógł mi w moim sprzeciwie wobec dorosłych" – napisał Czesław Miłosz w posłowiu do wznowionej ostatnio przez Fundację Zeszyty Literackie książki Erazma Majewskiego "Doktor Muchołapski". Z kolei bohaterom Wojciecha Mikołuszki ta sama fantastycznonaukowa powieść, opublikowana po raz pierwszy pod koniec XIX wieku, pozwoliła nie tylko sprzeciwić się dorosłym, ale i pomóc im w rozwiązaniu ich zagmatwanych spraw, a przy okazji dowiedzieć się nieco o polityce samorządowej, mszycach, miłości i krowich plackach.

Łucja Abalar

***

Literatura wytworzyła oryginalne sposoby na wymierzenie człowiekowi dydaktycznego kopniaka, kiedy ten zbyt serio traktuje przykaz, by "czynić sobie ziemię poddaną". Literacką metodą na przytarcie człowiekowi nosa jest pomniejszenie go albo odebranie mu ludzkiej postaci. Upokorzenie: oto człowiek - korona stworzenia - czołga się w prochu, walcząc o przetrwanie, zaś zwierzęta, przed chwilą pogardzane, okazują się silniejsze od niego. Ponadto doświadcza on wstrząsu, widząc istoty swego gatunku z innej perspektywy: przekonuje się, jak krwiożerczy i bezmyślni bywają ludzie. Drugie arcyważne, poza etycznym, uzasadnienie literackiego zabiegu zmiany wymiaru lub odebrania ludzkiej postaci jest racjonalne: mikrus widzi szczegóły i relacje, które umykają wielkiemu oku, daje to więc możliwość zdobycia wiedzy. A ponadto - cóż to za przygoda! Mikrokosmos jest tak samo pasjonujący jak wielki świat.

W opowieściach dla dzieci i młodzieży postać i wymiar zmienia się więc za karę albo żeby się czegoś nauczyć. Tak było w "Guciu zaczarowanym" Zofii Urbanowskiej, w fantastycznonaukowym "Doktorze Muchołapskim" polskiego archeologa i biologa Erazma Majewskiego, od tej przemiany zaczęła się "Cudowna podróż" Selmy Lagerlof, wprowadzająca małego profana, Nilsa Holgersona w wielkie misterium przyrody. Wszystkie te literackie konteksty zostają przywołane w "Dzieciach doktora Motyla", Wojciecha Mikołuszki, wydanych przez Multico.

Mikołuszko zasłynął książkami "Tato, a po co?" i "Tato, a dlaczego?". W tych dwóch tytułach autor zebrał rozmaite ekscentryczne pytania swych dzieci i uzupełnił je o klarowne naukowe wyjaśnienia. Książki są świadectwem giętkiej dziecięcej wyobraźni, niespożytej ciekawości, ale też dowodem na to, że wiedzę dzieciom można przekazywać prosto i ciekawie. Wojciech Mikołuszko w wywiadzie udzielonym "Rymsowi" przyznał, że dziecko to odbiorca bardzo wymagający, zmuszający dorosłego do pomysłowości. W "Dzieciach doktora Motyla" autor wybrał więc formę powieści przygodowej, żeby opowiedzieć o ekologii.

Dwójka dzieci, Jasiek i Baśka, zamierza wspomóc ojca - ekologa, w misji ratowania lokalnej łąki. Żyje na niej populacja motyla modraszka, która ulegnie zniszczeniu w wyniku agresywnej kampanii budowlanej - wójt zamierza puścić przez łąkę autostradę. Ojciec dzieci preferuje pokojowe metody działania, ale wójt to trudny przeciwnik: chciwy, przebiegły i agresywny. Ośmiesza on ekologa głosząc, że przyroda jest dla niego ważniejsza od ludzi, jednak sam daleki jest od chęci rzetelnego informowania mieszkańców okolicy o stanie faktycznym. Zrządzeniem losu dzieci zdobywają recepturę na eliksir, który ma "cudowną moc rozjaśniania zmysłów ludzkich". Jednak kiedy zamierzają uraczyć nim butnego wójta, do akcji włącza się dwójka dzieci wójtowej sekretarki, nierozważne łakomczuchy Hela i Gucio. Od tego momentu akcja potoczy się błyskawicznie, a życie bohaterów stanie się pasjonującą, ale i złowieszczą przygodą.

W powieści cenne są sceny "ze środka mrowiska", gdy bohaterowie dostrzegają na własne oczy zależności między składnikami ekosystemu, o których wcześniej mówił im ojciec. Ekologia staje się wówczas wiedzą żywą, a przestaje być tylko przedmiotem pasji bezradnego rodziciela, któremu dzieci pragną pomóc. Interesujące jest także pokazanie dzieciom polaryzacji stanowisk w odniesieniu do ekologii, działań różnych grup interesu: społeczności lokalnej, pojedynczego osobnika, którym jest oszukiwany rolnik i inwestorów. Dziecko ma szansę myśleć i oceniać jak dorosły (choćby to, że interes dobry dziś - droga ożywiająca lokalną gospodarkę, niekoniecznie będzie dobry jutro - nieodwracalne zniszczenie przyrody). A ponadto, obok strachu rodzi się szacunek do skomplikowanej maszynerii natury.

Mikołuszko na lektury swego dzieciństwa powołuje się wprost: ojciec dzieci czyta fantastycznonaukową powieść Majewskiego i to z niej dzieci biorą przepis na eliksir. Także leniwy, nieposłuszny i oddalony od realnego świata Gucio staje się "zaczarowany" - wyraźne to nawiązanie do opowieści Urbanowskiej. Ba! W fabule autor wykorzystał pewien zabawny koncept, znany z filmu "Po rozum do mrówek", którego główny bohater "za karę" zmniejsza się i upodabnia do mrówki, no i rzecz jasna, zmuszony jest żyć wśród mrówczej braci.

Ale... jeśli pominąć walory edukacyjne, które wymieniłam wyżej i skupić się na walorach literackich, na maszynerii słowa uruchomionej, by te idee przedstawić, innymi słowy, jeśli oceniać książkę Mikołuszki jako powieść przygodową, nie sposób nie dostrzec wad. Prawdopodobieństwo psychologiczne odczuć i zachowań, a także prawdopodobieństwo logiczne obowiązuje nawet w powieści fantastycznej, wszak nie z nieprzewidywalnymi i niepoznanymi owadami mamy tu do czynienia, a z dziećmi i dorosłymi, których charaktery autor stara się zarysować. Akcja jest żywa, ale się rwie i czytelnik musi cofać się, by zrekonstruować przebieg zdarzeń. Może to wina "skrótów myślowych" - Mikołuszko zbyt wiele rzeczy pozostawia wyobraźni czytelnika. Dzieci znajdują recepturę na eliksir i po chwili już trzymają butelkę z płynem. Jakoś prędko i bez napięcia to przebiega...

Co do logiki zdarzeń: Baśka i Jasiek zmniejszają się, by odnaleźc Helę i Gucia, i na wielkiej (dla maleńkich) łące dzieje się to zaskakująco łatwo. A przecież teraz to łąka jest ich światem, trawa to drzewa, mrówki to bestie. Jasiek jakby nie zauważył, że zmienił wymiar, wszystko jest tu do wytłumaczenia i do zrobienia. Kiedy to dzieci przygotowały się do wkroczenia w ten inny świat? Skąd na przykład Jasiek wziął feromony, którymi dzieci spryskują się, by mrówki wzięły je za "swoich"? No robi sekcję martwej mrówie i wycina jej gruczoły. Kiedy? A kiedyś tam, w przelocie. Informuje o tym w jednym zdaniu. Jak na konwencję edukacyjnej powieści przygodowej, za wiele wiedzy podawanej jest w przemowach bohaterów.

Zachowania i emocje bohaterów (matki zmniejszonych dzieci, ojca, Gucia i Heli) nie zawsze są adekwatne do sytuacji. Niedobry Gucio w mrowisku gra w gry - reakcja paradoksalna, równie paradoksalne jest, że w pewnym momencie - dlaczego? - nie chce już opuszczać mrowiska..

Drażni mnie sytuacja, w której dorośli są tak bezmiernie pasywni, zaś dzieci tak aktywne i zręczne. Ekolog wypowiada swoje racje w sposób dziecinny, zaś argumenty na rzecz ochrony środowiska, które zanosi krwiożerczemu wójtowi, znajduje w wyżej wymienionych powieściach przygodowych. Na poły zabawne to i sympatyczne, właśnie w konwencji powieści awanturniczej, na poły niepoważne.

Ale dydaktyczny i poznawczy walor przygody zostaje zachowany. Właściwe osoby zmieniły swe postępowanie, inne czegoś się nauczyły, jeszcze inne ukarano. Nad nieco przewidywalnym happy endem muczą krowy i polatują modraszki ariony...

Alicja Szyguła

link


Zobacz także:


Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • trzy mam ksiazki
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • mama czy ania
  • Przed twoimi urodzinami
  • ryms w empikach
  • zoo litery
  • ksiazka za dyche
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • zbuntowany elektron
  • Kajtek
  • klątwa dziewiątych urodzin
  • Ryms na Facebook
  • OKO
  • Rekordzisci
  • praktyczny pan