Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Magiczny domek

Autorzy: , dodano Środa, 5 czerwca 2013 | kategoria: Książki dla dzieci (7-10 lat)

"Magiczny domek"
Bianca Pitzorno
ilustr. Quentin Blake
przeł. Joanna Raban
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2007

« wróć na stronę listy informacji o książkach

W tej książce nic nie jest takie, jakie być powinno: na dębie rosną banany, suka składa jaja, kotka mówi kwiecistym językiem, a mięsożerna roślina Nina zjada befsztyki. Jeśli te absurdalne pomysły kogoś intrygują czy śmieszą, niech przeczyta "Magiczny domek" Bianci Pitzorno. Ale jeżeli choć jeden z nich wydaje się odpychający, niech nie zawraca sobie głowy lekturą, a także poniższą recenzją.

Magiczny domek to miejsce zbudowane na rozłożystym dębie, który z daleka niczym się nie wyróżnia. Tymczasem w jego pniu ukryte są kręte schodki prowadzące na drewnianą platformę z ruchomymi ścianami. Tam spotykamy Biankę i Aglaję. Z fabuły dowiadujemy się, że są to dwie przyjaciółki, w istocie to mama i jej ośmioletnia córka, którym znudziło się życie w mieście i zapragnęły przenieść się w jakieś niezwykłe miejsce. I rzeczywiście domek na drzewie taki jest.

Przede wszystkim sam dąb wydaje się nie mieć fizycznych ram. Drzewo jest tak gościnne, że mieści nie tylko mieszkanie dwóch przyjaciółek, ale również dom staruszka Baccarisa Brullo. Poza tym rosną na nim nie tylko żołędzie, ale również owoce tropikalne czy mięsożerne rośliny, a oprócz tego drzewo tak intensywnie pnie się do góry, że nasze bohaterki nigdy nie zdołały wejść na jego szczyt.

Samo lokum też sprawia wrażenie bajkowego. Mogą odbywać się tam przyjęcia na kilkanaście osób czy koncerty fortepianowe. Znajduje się tam zarówno szklarnia, pracownia malarska, sala muzyczna, jak i nowocześnie urządzona kuchnia oraz łazienka z wszelkimi wygodami. Bez wątpienia zarówno domek, jak i całe drzewo są magiczne.

Jeśli zaś chodzi o fabułę, to jest ona niezwykle oryginalna, choć opisuje tylko przygody mamy i córki na platformie rozłożystego dębu – począwszy od budowy domu, przez jego zagospodarowanie, układanie sobie stosunków z sąsiadami, opiekowanie się dziwnymi lokatorami, na obronie drzewa przed ścięciem, kończąc. Przy czym są to przygody wyjęte jakby ze snu, przesycone absurdalnym humorem, kontrowersyjnymi pomysłami i nieschematycznymi rozwiązaniami fabularnymi. Przyznam, że czyni to lekturę intrygującą, ale i niepoprawną, a nawet szokującą. Jakiś przykład?

Centralnym punktem opowieści jest pojawienie się w domku na drzewie czworga niemowląt. Przyniosły je bociany (!) ranione śrutem przez Beccarisa Brullo, w zemście za to, że ptaki, migrujące na południe, narobiły staruszkowi na daszek. Myliłby się jednak ten, który sądziłby, że powieść utytułowanej Włoszki podtrzymuje przekonanie, że to bociany przynoszą dzieci. Ale nie każcie mi tłumaczyć jak to się stało, że oseski jednak znalazły się w ptasich tobołkach, a także dlaczego to bernardynka Dorothea zaopiekuje się dziećmi, a nie nasze rezolutne bohaterki – zajrzyjcie do książki. W każdym razie krzyczące maluchy wprowadzają w świat kobiet sporo zamieszania i zaogniają trudną już relację ze zgryźliwych sąsiadem.

No właśnie, sąsiad – Baccaris Brullo, kłótnie z tym panem wypełniają lwią część fabuły "Magicznego domku". Dlaczego? Gdyż B.B. to nie dobrotliwy dziadek, a mściwy, paranoiczny, kłótliwy starzec, którego jedyną przyjaciółką jest mięsożerna roślina. Ten człowiek, kradnący notorycznie elektroniczne sprzęty, pedantycznie dba jedynie o dach swojego domu i o to, by nikt nie zakłócał mu spokoju. Na tabliczce umieszczonej na drzwiach wejściowych napisał "wynocha", a wokół domu powiesił łańcuchy. Nie sposób go lubić, ale trudno zaakceptować fakt, że Aglaja ciągle staruszkowi dokucza, a nawet próbuje zrzucić go z drzewa. Niezbyt to wychowawcze, prawda?

Mediolańska pisarka i eseistka, tłumaczka Tolkiena i Jansson, autorka 40 książek dla dzieci i młodzieży, wprawiła mnie w zdumienie swoją szczerością, nieskrępowaną wyobraźnią oraz absurdalnym poczuciem humoru, a także tym, z jaką zwinnością operuje stereotypami i powinnościami. Jest taka niepoprawna (gloryfikuje płeć żeńską), nie próbuje dzieci wychowywać, a raczej zanurzać w świat fantazji. Dorosłym natomiast daje przyzwolenie na bycie naiwnym, nieporządnym, marzycielskim, ale także niezadowolonym, roszczeniowym i przebiegłym.

Przyznam jednak, że lekturze "Magicznego domku" towarzyszyły mieszane uczucia, jednocześnie zachęcające do odwrócenia kartki i namawiające do natychmiastowego porzucenia fabuły. W końcu jednak przeczytałam tę opowieść, w której rządzą dziewczynki, kobiety, suki i kocice (zapomniałam dodać, że Bianca Pitzorno czyni bohaterami swoich książek prawie wyłącznie postacie kobiece), gdzie mężczyźni okazują się złośliwi, nieżyczliwi, niszczycielscy, agresywni, jedynie pies, Amadeusz – zakochany. Gdzie nic nie jest takie jakie być powinno. Ale co tam.

Łucja Abalar

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • ryms w empikach
  • ksiazka za dyche
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • liczby i kolory
  • Jano i Wito baner
  • maly atlas ptakow
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Ryms na Facebook
  • zbuntowany elektron
  • OKO
  • Przed twoimi urodzinami