"Michu oraz Wszechgalaktyczny Sylwester"
Robert Starzec
Wydawnictwo Powergraph, 2007
„Uwaga – mocno niepoprawne :-)” – tekst na tylnej okładce przykuł moją uwagę. Was, rodziców, też zastanowiłoby, co też takiego niepoprawnego jest w środku. Cóż, nie kryję, że to był, jak zresztą rekomendują opowieść sami wydawcy, „odjechany rajd po kosmosie”...
Nastolatek Michał Strumiński jest fanem SF, Gwiezdnych wojen, internetu i oczywiście gier komputerowych. No i podkochuje się w Klementynie. Dość szybko wyrwiemy się z „ziemskiego życia” Michała, który zostaje zmuszony przez kosmitę Włama z planety Bardzo Wesołych I Rozkosznych Wielbicieli Wielkich Imprez Z Naciskiem na Sylwestra do wspólnej podróży po odległych planetach. Razem mają szukać zaginionych rodziców kosmity. Włamowi towarzyszy gadający komputer w kształcie oka na kaczych nogach, który ma na imię Harry. Tak, tak, jak czarodziej Harry Potter, który jest idolem komputerowego „oka”. Rozpoznawalnych bohaterów ze świata popkultury jest w tej książce więcej. Pojawia się np. Michael Jackson, święty Mikołaj, ale są też sparodiowane charakterystyczne dla pewnych grup społecznych typy: internautów, miłośników horrorów, policjantów, sędziów, ludzi nawiedzonych i uzależnionych – od idei, polityki, kawy... :)
To niby kosmiczna rzeczywistość, ale bardzo przypominająca naszą. To nasz świat sparodiowany, pokazany w krzywym zwierciadle, na granicy dobrego smaku i szyderstwa.
Nie kryję, że nie jestem miłośniczką takiej literatury i książka jest dla mnie zbyt „odjechana”. Ale zdaję sobie sprawę, że niektórym młodym ludziom humor "Micha..." może odpowiadać. Groteski i absurdu, ale też złośliwie celnej parodii naszego świata w tej książce nie brakuje.
(E.S.)